Przeskocz do treści

jerzybukowskiJerzy Bukowski

O takich oddolnych inicjatywach zawsze informuję z wielką przyjemnością oraz z dumą z rodaków.

Jak poinformowało Radio Kraków, w podkrakowskiej wsi Krzywaczka zamieszka w budynku dawnego przedszkola pięć polskich rodzin (w sumie dziewiętnaście osób) pochodzących z ogarniętego wojną Donbasu. Część z nich od kilku lat pracuje w kraju swoich przodków, inni czekają na możliwość ewakuacji w Ługańsku.

- Tutaj będą trzy pokoje plus aneks kuchenny. I tu będzie mieszkała rodzina trzypokoleniowa. W lutym było zebranie we wsi, na którym ponad 70 osób zagłosowało. Wszyscy byli za tym, żeby przekazać ten budynek tym rodzinom. Zostało to sprzedane, zgodnie z uchwałą rady miejskiej, za 1 procent wartości - powiedział krakowskiej rozgłośni mieszkaniec Krzywaczki i wiceprezes Fundacji Pomoc Polakom Donbasu Jerzy Kozek.

krzywaczkaBudynek wymaga remontu, na który zgromadzono prawie 80 tysięcy złotych. W zbieraniu pieniędzy pomagają parafie, lokalne firmy i Izba Gospodarcza w Sułkowicach.

„Trzy rodziny, które zamieszkają w Krzywaczce (fot. krzywaczka.pl), mają już polskie obywatelstwo. Ponieważ przyjechali do Polski na własną rękę, nie objęła ich pomoc rządowa” - czytamy na stronie Radia Kraków.

Fundacja prosi wszystkich ludzi dobrej woli o wsparcie finansowe i rzeczowe podjętej przez nią inicjatywy. Potrzebne są materiały budowlane oraz pieniądze na kocioł do ogrzewania budynku.

Szczegółowe informacje można uzyskać na stronie: https://polacydonbasu.org.pl

kstadeuszisakowiczzaleski2Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski*

Publikuję poniżej jeden z rozdziałów referatu pod tytułem "Archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego: najnowsza historia. 25 lat wolności, demokracji i dyskryminacji." Referat ten arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki wygłosił 9 maja br. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim podczas sympozjum poświęconego Kościołowi na Ukrainie. Zawarte w nim przykłady ukazują bardzo bolesną rzeczywistość, która dotyka katolików łacińskich (zwanych tutaj rzymokatolikami), zwłaszcza Polaków, mieszkających od wieków na dawnych Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Najsmutniejsza w tym wszystkim jest negatywna postawa Cerkwi greckokatolickiej, nacechowana szowinizmem i niechęcią do bratniego obrządku rzymskokatolickiego. Wynika to głównie ze spuścizny arcybiskupa greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, który w czasie II wojny światowej nie tylko przymykał oczy na zbrodnie nacjonalistów ukraińskich, ale i jawnie kolaborował z niemieckimi okupantami. Wynika to także z obecnego sojuszu wielu duchownych unickich z ruchem banderowskim, który zawsze był antypolski i antysemicki.

W wygłoszonym referacie arcybiskup Mokrzycki powiedział m.in.:

Problemy codzienności

"Kościół katolicki obrządku łacińskiego jest jednym z wielu Kościołów na Ukrainie, który zgodnie z konstytucją jest równy wobec prawa z innymi wspólnotami religijnymi. Jako wyznanie, które doświadczyło represji ze strony władz komunistycznych ma prawo do zadośćuczynienia i zwrotu majątków i dóbr bezprawnie zabranych. Gwarantują to kolejne zarządzenia i ustawy podejmowane przez władze ukraińskie. M.in. mówią o tym dekrety Prezydenta Ukrainy z 1992, 1996 r. i inne.

Rzeczywistość niestety pokazuje, że mimo upadku totalitarnego systemu pozostały totalitarne tryby myślenia głęboko zakorzenione w świadomości sporej części społeczeństwa, w tym przedstawicieli władz a nawet środowisk chrześcijańskich. Można dostrzec nieprzyjazną czy wręcz wrogą postawę w stosunku do Kościoła rzymskokatolickiego lokalnych władz w wielu miejscowościach naszej archidiecezji, w tym przede wszystkim we Lwowie.

Od skandalicznej obstrukcji ze strony lwowskich władz rozpoczął swą posługę ks. abp Marian Jaworski, któremu uniemożliwiono dostojne odbycie ingresu do swej katedry. Ta gorsząca informacja dotarła do papieża Jana Pawła II, który był bardzo zasmucony niegodziwą postawą wobec skierowanego przez niego pasterza, którego darzył wielkim szacunkiem i osobistą przyjaźnią.

Szczególne nasze zaniepokojenie wywołuje sytuacja świątyń zabranych Kościołowi przez ateistów i teraz bezprawnie utrzymywanych przez władze deklarujące swe przywiązanie do religii i życzliwość Kościołowi. Smutną wymowę ma fakt, że dwie świątynie – katedra i kościół św. Antoniego, które zostawili nam komuniści w czasach najgorszych antyreligijnych nagonek, nadal pozostają jedynymi kościołami należącymi do rzymskokatolickiej wspólnoty w historycznej części Lwowa. Za ćwierćwiecze demokracji żadna ze świątyń nie powróciła do nas mimo usilnych zabiegów i starań.

Skandaliczny wydźwięk ma bezprawne i uporczywe zatrzymywanie kościoła św. Marii Magdaleny jako sali organowej. Sytuacja ta hańbi władze miasta szczycące się europejskością i nawiązujące do lwowskiej spuścizny wielokulturowości i tolerancji.

alodkpTo, że katolicy – parafianie kościoła św. Antoniego dochodzą swych praw w Strasburgu – próbując odzyskać należące do ich parafii budynki nie świadczy dobrze o poszanowaniu praw człowieka, w tym mniejszości narodowych i wyznaniowych w mieście tak bardzo związanym swą historią z łacińską tradycją kościelną (il. Procesja Bożego Ciała we Lwowie Anno Domini 2014, fot. p. Katarzyna Łoza / lwow.info). Atmosfera dawnego miasta nazywanego kiedyś "urbs catholicissima" (miasto w najwyższym stopniu katolickie) jest ustawicznie zatruwana kwasem braku sprawiedliwości wobec rzymokatolików, czego przykrym obrazem może być katedra łacińska, która o porze wieczornej, jako jedyna ze świątyń w śródmieścia nie została podświetlona przez władze miasta. Inne świątynie należące do większościowych wyznań zostały podświetlone przez władze Lwowa.

Próba zaćmienia katolickiej i łacińskiej tradycji Lwowa widoczna jest w różnych przejawach. Władze miasta wykorzystują swoje prerogatywy, żeby wyeliminować elementy tradycji rzymskokatolickiej z przestrzeni publicznej Lwowa. Jak można wytłumaczyć brak zgody na powrót na właściwe miejsce na kolumnę przed kościołem bernardynów posągu św. Jana z Dukli, kiedyś głównego patrona grodu lwowskiego. Usunięty przez komunistów posąg świętego orędownika pozostaje w ukryciu z racji na nacjonalistyczne antypolskie ciągotki lwowskich radnych. Podobna sytuacja dotyczy innego wielkiego lwowianina – św. Józefa Bilczewskiego, arcybiskupa, uczonego, rektora uniwersytetu lwowskiego, społecznika żądającego sprawiedliwości wobec najuboższych. Na moją prośbę o nadanie imienia tego świętego placowi przed Kurią Metropolitalną władze odpowiedziały odmową.

Niestety brak dobrej woli przekłada się także na relacje między konfesyjne. Szczególnie bolesnym jest to, że większość naszych świątyń bezprawnie przejął Kościół greckokatolicki, który w czasach prześladowań i represji komunistycznych tyle doświadczył życzliwości ze strony rzymokatolików. Kościoły są nam zabierane dzięki wsparciu władz, dość często dochodzi do sytuacji skandalicznych i gorszących. Przykładem może być casus kościoła w Komarnie, zabranego łacinnikom przez grekokatolików w sytuacji posiadania przez nich już kilku świątyń. Dość często jedyną motywacją nie oddawania nam świątyń jest hasło „nie oddać kościoła Polakom”. Jak inaczej można wytłumaczyć fakt zabrania nam kościoła MB Gromnicznej przylegającego do łacińskiej Lwowskiej Kurii Metropolitalnej. Ci, którzy naprędce utworzyli parafię greckokatolicką za ścianą Kurii nie wstydzą się rażącej nienormalności tego stanu rzeczy, który ze zgorszeniem na co dzień obserwują mieszkańcy miasta i turyści. Zastanawiającym jest brak właściwej postawy hierarchii greckokatolickiej, nie tylko nie próbującej wprowadzić ład i sprawiedliwość wobec współbraci chrześcijan, katolików, ale, można odnieść wrażenie, popierającej ten stan rzeczy. Bo jak można ocenić ten fakt, że mimo próśb papieża Benedykta XVI o oddanie kościoła MB Gromnicznej prawowitym właścicielom, nie nastąpiły żadne zmiany.

Liczne kościoły zabrane nam przez grekokatolików są przebudowywana i niszczone. Tracą one pierwotny wygląd architektoniczny bądź wręcz się zawalają pod masywnymi, nieproporcjonalnymi kopułami, które mają zaświadczy o ich „cerkiewności”. W ten sposób bezpowrotnie znikają zabytki architektury, które przetrwały najgorsze czasy ateistycznego komunizmu i zostały zgładzone w okresie demokracji i rzekomej europeizacji społeczeństwa.

Na dzień dzisiejszy Kościół greckokatolicki bezprawnie użytkuje dziesiątki naszych świątyń. Jest to przykre stwierdzenie ale niestety prawdziwe."

Przytoczone powyżej fakty mówią same za siebie. Niezależnie więc od światopoglądu religijnego i opcji politycznych postarajmy wspierać Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie, gdyż pomimo ustawicznej dyskryminacji jest on wciąż ostoją polskości na dawnych Kresach Wschodnich.

* Autor to duchowny katolicki obrządków ormiańskiego i łacińskiego, publicysta, opozycjonista.

(Od Redakcji): Dziękujemy księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu za zgodę na publikację tekstu także i u nas.

"Jesteśmy wielkim narodem, mamy wielkich przodków, mamy wspaniałą historię,
jakiej chyba nie ma żaden naród na świecie"
- Wiktor Węgrzyn, główny komandor Rajdu Katyńskiego

https://www.youtube.com/watch?v=UOa9OywX60Q

wpolityceplZespół wPolityce.pl / mly / PAP

Sejm w piątek jednogłośnie przyjął nowelizację Karty Polaka. Wprowadzone zmiany mają ułatwić osiedlanie się w Polsce posiadaczom Karty, m.in. poprzez dofinansowanie do wynajęcia mieszkania czy zwolnienie posiadaczy Karty Polaka z opłat konsularnych.

Wcześniej Sejm przyjął dwie doprecyzowujące poprawki zgłoszone przez połączone komisje Spraw Zagranicznych oraz Łączności z Polakami za Granicą. Sejm odrzucił także trzy wnioski mniejszości zgłoszone przez posłów opozycji. Posłowie głosowali m.in. przeciw zmianie proponowanej przez wnioskodawców, aby ocena znajomości języka polskiego była oceniana nie na podstawie rozmowy egzaminacyjnej, a zgodnie z europejskim systemem certyfikacji języków obcych na poziomie A1.

Podczas piątkowego posiedzenia Sejmu sprawozdawca projektu i przewodniczący Komisji Łączności z Polakami za Granicą Michał Dworczyk (PiS), apelując o przyjęcie nowelizacji przypomniał, że ustawa o Karcie Polaka przyjęta w 2007 roku miała pomóc w kontakcie między naszymi rodakami mieszkającymi na Kresach I i II Rzeczpospolitej z macierzą.

Dlatego znalazły się tam przepisy, które ułatwiały otrzymanie polskiej wizy, dlatego znalazły się tam przywileje dla naszych rodaków na Wschodzie — mówił.

Dzisiejsza nowelizacja jest skierowana do drugiej bardzo ważnej grupy Polaków mieszkających na terenach byłego Związku Sowieckiego. Do tych, którzy chcą przyjechać do Polski i osiedlić się tutaj na stałe. My stwarzamy im taką możliwość, więcej - my im umożliwiamy bardzo szybkie otrzymanie polskiego obywatelstwa. W czasie pierwszych miesięcy, tych najważniejszych, najtrudniejszych, adaptacji w naszym kraju państwo polskie zapewni im wsparcie, żeby mogli się poczuć tutaj jak w domu — dodał.

To pierwsza ustawa w historii III Rzeczpospolitej, która naprawdę po partnersku traktuje naszych rodaków na Wschodzie. Po raz pierwszy traktujemy ich podmiotowo i dajemy im wybór. Tym, którzy chcą na ziemi swoich ojców i swoich dziadków mówimy, że państwo polskie będzie was wspierać. Będzie wspierać podtrzymanie polskiej tożsamości narodowej, kultury, polskiego języka. Tym, którzy chcą tu przyjechać, mówimy: "ułatwiamy wam to". Dajemy wam polskie obywatelstwo, oczekujemy was z otwartymi rękami — zaznaczył.

To bardzo ważny krok w budowie polskiej wspólnoty narodowej ponad współczesnymi granicami Polski; wspólnoty narodowej niezależnie od tego, jakie obywatelstwo dzisiaj mają nasi rodacy poza granicami kraju — podkreślił.

Jak przypomniał, według szacunków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji dzięki nowelizacji kilkadziesiąt tysięcy Polaków ze Wschodu może przyjechać do kraju.

20160401kpZgodnie z projektowanymi zmianami posiadacze Karty Polaka, którzy przyjeżdżają do Polski z zamiarem osiedlenia się na stałe dostaną bezpłatnie Kartę Stałego Pobytu, po roku otrzymają obywatelstwo polskie, a w międzyczasie będą mogli liczyć na pomoc w tym pierwszym najtrudniejszym okresie adaptacji - m.in. będą mogli ubiegać się o dofinansowanie do wynajęcia mieszkania, dofinansowanie intensywnej nauki języka polskiego czy kursów zawodowych. „Zasiłek adaptacyjny” będzie wynosił ok. 6 tys. zł. Program miałby ruszyć dopiero od 2017 roku (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski).

Posiadacze Karty Polaka zostaną także zwolnieni z opłat konsularnych za przyjęcie i rozpatrzenie wniosku o wydanie polskiej wizy oraz z opłat konsularnych za przyjęcie wniosku o nadanie polskiego obywatelstwa. O wnioski będą mogli ubiegać się nie tylko w polskich konsulatach, lecz również w urzędach wojewódzkich, co - jak podkreślał Dworczyk podczas II posiedzenia Komisji - będzie dużym ułatwieniem w krajach niedemokratycznych, takich jak Białoruś, gdzie osoby ubiegające się o Kartę mogą spotykać się z szykanami. Po wprowadzeniu nowelizacji ubiegający się o Kartę będą mogli załatwiać formalności w polskich miastach wojewódzkich.

Nowela zakłada także, że pomoc finansowa będzie przeznaczona także dla członków rodzin posiadaczy Karty, co zwiększy liczbę ubiegających się o nią osób.

Karta Polaka to dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego. Przyznawana jest osobom polskiego pochodzenia żyjącym w 15 krajach za wschodnią granicą, powstałych lub odrodzonych po rozpadzie ZSRR, które nie uznają podwójnego obywatelstwa.

Karta, o którą można ubiegać się od kwietnia 2008 r., umożliwia m.in. refundację wizy, dostęp do polskich szkół i uczelni oraz ułatwienia w uzyskiwaniu stypendiów, a także podejmowanie pracy i prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce.

Karta Polaka jest wydawana przez konsula; jest ważna przez 10 lat od momentu przyznania i może być przedłużana na wniosek zainteresowanego.

Osoby ubiegające się o Kartę Polaka muszą wykazać swój związek z polskością - w tym przynajmniej bierną znajomość języka polskiego, wykazać, że jedno z rodziców lub dziadków bądź dwoje pradziadków było narodowości polskiej; bądź przedstawić zaświadczenie organizacji polonijnej o działalności na rzecz kultury i języka polskiego.

Do grudnia 2015 r. polskie urzędy konsularne przyjęły ok. 170 tys. wniosków o przyznanie Karty, a otrzymało ją ponad 160 tys. osób mieszkających na terenie b. Związku Radzieckiego. Najwięcej wniosków (ponad 76 tys.) złożono na Białorusi, na Ukrainie (blisko 70 tys.) oraz na Litwie (niecałe 6 tys.).

Tekst i ilustracja za: http://wpolityce.pl/polityka/287186-sejm-jednoglosnie-przyjal-nowelizacje-karty-polaka-panstwo-polskie-bedzie-wspierac-podtrzymanie-polskiej-tozsamosci-narodowej

lwowswantoniRuch "Usłyszcie nas!" powstał z inicjatywy parafian i sympatyków kościoła Św. Antoniego w czerwcu 2015 roku. Jego zadaniem jest aktywna pomoc OO. Franciszkanom (duszpasterzom tego Sanktuarium) w staraniach odzyskania budynku parafialnego przy ul. Łyczakowskiej 53. Dawny klasztor i plebania obecnie znajduje się we władaniu Rady miasta Lwowa, a zajmowane są przez Szkołę Muzyczną nr 4.

Obecna praca członków Ruchu skupia się na aktywizacji społeczeństwa, pomocy w zbiórce podpisów do Prezydenta Ukrainy, Rzecznika Praw Obywatelskich i Rady miasta Lwowa, nagłośnieniu istniejących od lat problemów oraz wszechstronnej pomocy i współpracy z ludźmi chętnymi, by wziąć udział w procesie zwrotu domu parafialnego Sanktuarium.

Apel do władz Ukrainy!

lwowswantoni1Zwracamy się do Was, usłyszcie nas! Pozwólcie na rozwój i dalszą działalność! Umożliwcie realizację planów swoich obywateli! Parafianie św. Antoniego i wszyscy którzy przychodzą do Sanktuarium proszą o oddanie Domu Parafialnego. Nie zabierajcie nam możliwości dla organizacji spotkań dzieci i młodzieży.

W filmiku (w języku ukraińskim, linka poniżej - red. KN) ludzie proszą, dzieci proszą i pokładają nadzieję oraz wszystkie swoje dziecięce życzenia w możliwości spotkań w swoich grupach w domu parafialnym przy Sanktuarium św. Antoniego. Dążymy do organizacji odpowiedniej przystani dla wszystkich. Urządzenia miejsca miłego i upragnionego dla wszystkich wspólnot parafialnych oraz każdej osoby która tego potrzebuje.

Zwracamy się do Was! Do burmistrza miasta, do rady miejskiej Lwowa, do najwyższych władz Ukrainy. Nie odbierajcie nam zasobów do istnienia. Miejcie racjonalne podejście do tego, czym bogate jest nasze miasto. Przedstawiajcie interes każdego obywatela co Was wybierał, a i pokażcie tym co na Was nie głosowali, że wasze działania są skierowane ku dobru wszystkich. Został organizowany ruch oddolny p. t. Usłyszcie nas!

lwowswantoni2Potrzebujemy miejsca spotkań jak powietrza, bo każdy chce tu przyjść, a o Sanktuarium św. Antoniego przy ul. Łyczakowskiej wie każdy Lwowianin. I nie tylko. Ludzie przyjeżdżają z zagranicy aby tu się pomodlić i wypraszać cuda. To czy z łaski miejscowej władzy nie może stać się jeden jedyny cud dla mieszkańców Lwowa?

Nie pozostańcie ambiwalentnymi w stosunku do potrzeb własnych obywateli! Przede wszystkim dzieci i młodzieży która potrzebuje szansy na lepsze jutro i ma swoje aspiracje oraz postulaty życiowe.

Nie znamy innej drogi niż szukanie wsparcia u Was, ponieważ jesteście przedstawicielami naszych spraw. Narodowo różni – Polacy, Litwini, Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini – jesteśmy wszyscy obywatelami Ukrainy. Będąc obywatelami jednego kraju, mamy wszyscy te same prawa, gwarantowane Konstytucją Ukrainy, a które Wy jako władza wcielacie reprezentując nasz interes.

lwowswantoni3Jeszcze raz prosimy o wykonywanie powierzonych Wam przez obywateli funkcji – dbania o nasze dobro wspólne. Postulujemy tym samym o zwrot Domu Parafialnego sanktuarium św. Antoniego.

Parafia św. Antoniego to: 300 rodzin, 19 wspólnot parafialnych, ok. 200 dzieci uczęszczających na katechezę, ponad 1 tysiąc parafian.

Apelujemy do władz – Usłyszcie nas!

(Materiał i fotografie na podstawie): http://sanktuarium-antoni.lviv.ua


• https://www.youtube.com/watch?v=KZM_TBkpzVg

wpolityceplZespół wPolityce.pl / ansa / PAP

Na zakończenie dwudniowej, oficjalnej wizyty na Ukrainie, prezydent RP Andrzej Duda spotkał się z we wtorek z mieszkającymi tu Polakami, którym podziękował za pielęgnowanie tradycji narodowych i obiecał wsparcie dla prowadzonych przez nich instytucji.

20151215ad1Polski ambasador na Ukrainie Henryk Litwin podkreślił, że jest to najprawdopodobniej najbardziej liczne spotkanie Polaków Ukrainy z prezydentem Polski od czasu nawiązania stosunków dyplomatycznych między dwoma krajami. Przybyło na nie około pół tysiąca osób z różnych regionów tego państwa (fot. p. Andrzej Hrehorowicz, prezydent.pl).

Jestem wzruszony, gdyż spotkać się z Polakami, którzy żyją na Ukrainie i których rodziny przetrwały trudną próbę czasu, którzy mimo prześladowań zachowali polskość, język i tradycje, to dla prezydenta Rzeczpospolitej wielki honor i wzruszenie. Dziękuję wam za tę obecność — oświadczył Duda.

20151215ad2Szef państwa przypomniał, że według oficjalnych danych na Ukrainie mieszka ponad 144 tysiące osób narodowości polskiej. Ocenił, że przez wiele lat ludzie ci żyli w odczuciu oddalenia od swej ojczyzny (fot. p. Andrzej Hrehorowicz, prezydent.pl).

Wiem, że mieliście to poczucie, że Polska jak gdyby o was zapomniała. Chciałbym bardzo, aby to się zmieniło. Jest bardzo wielu ludzi zasłużonych dla Polaków i dla Polski tu, na Ukrainie, oraz w Polsce, którzy przez lata starali się państwu pomóc, wspierać wasze inicjatywy i działać. Nie zawsze się to udawało i nie zawsze władze państwowe temu sprzyjały. Wierzę, że nadchodzi taki czas, w którym ta sytuacja się zmieni — powiedział.

20151215adPrezydent przekazał, że kwestie związane z polską mniejszością narodową na Ukrainie były przedmiotem jego rozmów z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką (fot. PAP/Paweł Supernak). Zaznaczył, że rozwiązanie problemów tej mniejszości jest drogą do budowania do dobrych relacji pomiędzy Polakami a Ukraińcami.

Jest to wielkie zadanie na najbliższe lata. W moim przekonaniu w tej chwili istnieje bardzo dobry klimat do tego, aby te stosunki poprawiać i sprawiać, że będą one coraz lepsze. Jest to nasze wielkie zadanie, ale i zadanie władz Ukrainy — oświadczył.

Prezydent Duda wymienił najważniejsze problemy, o rozwiązanie których polska społeczność Ukrainy apeluje w pierwszej kolejności. Chodzi przede wszystkim o zwrot należących do niej wcześniej świątyń.

20151215ad3Mówiłem m.in. o trzech polskich kościołach: o kościele św. Mikołaja w Kijowie, kościele Marii Magdaleny we Lwowie oraz kościele w Białej Cerkwi, prosząc o kroki, które umożliwią naszym wspólnotom katolickim odzyskanie tych świątyń — powiedział, co wywołało głośny aplauz zgromadzonych (fot. p. Andrzej Hrehorowicz, prezydent.pl).

Szef państwa zwrócił też uwagę na relacje między Polską i Ukrainą w świetle konfliktów, do których dochodziło w przeszłości. Podkreślił, że pytania dotyczące czasów minionych wymagają szczerej rozmowy.

Tylko prawda o wspólnej historii, ale także o rzeczach, które są trudne, czy wręcz straszne w naszej wzajemnej historii, może stać się podstawą dobrych relacji. I na prawdzie te dobre relacje muszą być budowane, chociażby byłaby to prawda nawet najtrudniejsza — oświadczył.

20151215ad4Duda zadeklarował, że Polska przyczyni się do wzmocnienia instytucji jej mniejszości na Ukrainie, by odczuły one, że ojczyzna ją wspiera (fot. p. Andrzej Hrehorowicz, prezydent.pl).

Dla mnie jest to element silnej Polski — powiedział.

Bardzo chciałbym podziękować za wszystko, co do tej pory dla Polski zrobiliście, chciałem złożyć głęboki ukłon i wyrazy szacunku waszym rodzicom, którzy przechowali polskość często przez wiele lat w bardzo trudnych warunkach. To ogromne dzieło, którego nie sposób ocenić, często było realizowane z narażeniem życia i wielu ludzi za to zginęło — oświadczył prezydent RP kończąc wizytę na Ukrainie. Późnym wieczorem Andrzej Duda powrócił do Warszawy.

Tekst i fotografia za: http://wpolityce.pl/swiat/275209-prezydent-duda-do-polakow-na-ukrainie-wiem-ze-mieliscie-poczucie-ze-polska-o-was-zapomniala-chcialbym-bardzo-aby-to-sie-zmienilo

krakowniezaleznymkInformacja własna

W związku z dwudniową wizytą oficjalną Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, doktora Andrzeja Dudy z Małżonką w Kijowie oraz przypadającym we wtorek, 15 grudnia 2015 roku, punktem wizyty: "19:15 / Udział Prezydenta RP i Małżonki w spotkaniu z przedstawicielami społeczności polskiej na Ukrainie (Akademia Dyplomatyczna, ul. Velyka Zhytomyrska 2). Podczas spotkania planowane jest wystąpienie Prezydenta RP" warto podać - za Wikipedią - że na terenie Ukrainy mieszka według różnych oficjalnych danych od ponad 144.000 do 900.000 Polaków. Nieoficjalnie liczba Polaków w granicach państwa Ukraina szacowana jest nawet na 2.000.000.

Przypominamy dzisiaj Państwu list środowisk Polaków Ukrainy w związku z rosyjską agresją na na to państwo. List z początku lutego 2015 roku:
https://www.krakowniezalezny.pl/w-imieniu-polakow-na-ukrainie

rostyslavkoval1Rostyslav Koval

"Groby sportowców na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie" to pierwsza próba usystematyzowania informacji na temat sportowców pochowanych na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

sportowcynaclwelwowieTa ukraińska, naukowa publikacja powstała we współpracy Lwowskiego Państwowego Uniwersytetu Kultury Fizycznej oraz pracowników cmentarza Łyczakowskiego. Opisuje groby 154 sportowców (79 polskich i 75 ukraińskich).

Informacja dotycząca sportowców polskich jest w języku polskim a pomocą dla PT. Czytelników jest schematyczna mapa grobów i indeks nazwisk.

Wydanie, o objętości 64 stron zawiera także blisko 230 zdjęć.

Książkę mogą Państwo zamówić dzwoniąc do Lwowa na numer +380 679 409 325 (w języku ukraińskim).

wpolityceplZespół wPolityce.pl / gah / kresy24.pl

W momencie, kiedy Ewa Kopacz pozuje na obrończynię praw człowieka i humanitaryzmu, Polacy z Mariupola nie mają możliwości powrotu do Ojczyzny. Nasi rodacy z Zarządu Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu właśnie pracują nad listem do kancelarii prezydenta, premiera i senackich oraz sejmowych komisji ds. łączności z Polakami za granicą, w którym wyrażają chęć przyjazdu do kraju.

Słuchając zapewnień, że Polska jest gotowa przyjąć setki uchodźców-Muzułmanów, ubolewamy, że dla nas – katolików, potomków represjonowanych Polaków, dzieci i wnuków przymusem wywiezionych przez NKWD z Podola i terenów byłej II RP na Donbas polskich żołnierzy, nauczycieli, urzędników, nie ma miejsca w naszej historycznej Ojczyźnie — podkreślają Polacy z Mariupola.

mariupoldapMy, Polacy z Mariupola, nie mamy wygórowanych wymagań, jesteśmy gotowi pracować społecznie za bezpieczny dach nad głową i sprzątać ulice w razie potrzeby na terenie naszej historycznej Ojczyzny” — zaznaczają nasi rodacy (fot. Youtube-CC-BY/Wikimedia Commons).

List jest reakcją polsko-ukraińskiego stowarzyszenia na słowa premier Ewy Kopacz, która zapewniała, że nic nie wiedziała o apelach Polaków z Mariupola. W rzeczywistości nasi rodacy odbijają się od ściany bezskutecznie próbując skontaktować się z polskimi urzędami.

Ten apel to ostatni krzyk rozpaczy Polaków, dla których zabrakło miejsca we własnym kraju. Być może tylko dlatego, że rząd polski wolał przyjmować muzułmanów.

Tekst i ilustracja za: http://wpolityce.pl/polityka/265571-dramatyczny-apel-polakow-z-mariupola-do-wladz-jestesmy-gotowi-sprzatac-w-polsce-ulice

Kolejny odcinek TV Szczęść Boże, a w nim rozmowa z Panią Marią Pyż, publicystką ze Lwowa. W programie m.in.: sytuacja Polaków na Ukrainie, Polacy w Donbasie i polska polityka historyczna:
• https://www.youtube.com/watch?v=tdng_Q9Hfts

citizengoCitizenGO to grupa aktywnych osób, które wspólnie bronią życia, rodziny i oraz tych podstawowych praw i wolności, które wynikają z godności człowieka. Naszą działalność opieramy na chrześcijańskiej antropologii. Nie mamy żadnych wątpliwości, że współczesny świat potrzebuje grupy zaangażowanych, zwykłych ludzi, którzy będą obecni w życiu publicznym. CitizenGO to forma udzielenia głosu tej grupie społeczeństwa, której zazwyczaj nie słychać.

Fotografie w tekście ze strony mariupol.pauliny.org.ua - 26 sierpnia 2015 roku, ofiarę Mszy Świętej w parafii mariupolskiej sprawuje ksiądz biskup Jan Sobiło.

Już 19.262 osoby podpisały petycję!
http://www.citizengo.org/pl/27859-szanowny-panie-prezydencie-szanowny-panie-ministrze

Na podstawie rozmów przeprowadzonych z Ojcem Pawłem Tomaszewskim, a także prezesem Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Mariupolu, Panem Andrzejem Iwaszko:

Szanowni Państwo,

parafiamariupol1wbrew ogólnie panującej opinii, że wszyscy Polacy zostali ewakuowani z terenów zagrożonych, jest spora grupa naszych Rodaków, którzy mieszkają w Mariupolu i okolicach. Wiadomo, jak ważnym strategicznie dla obu stron konfliktu miastem jest Mariupol. Chcielibyśmy więc Państwu przybliżyć sytuację panującą na tym terenie i prosić o wsparcie przez promowanie naszej akcji i wywieranie nacisków na ludzi władzy w Polsce.

1. Sytuacja Polaków na wschodzie Ukrainy:
a) na obszarach pod kontrolą rebeliantów jest tragicznie. Panuje głód, a pomoc nie ma tam jak dotrzeć. Ludziom, którzy postanowili tam zostać nie sposób pomóc, dopóki nie zdecydują się zbiec z okupowanych terenów.
b) rejon wciąż kontrolowany przez Kijów - w pobliżu linii frontu wielu Polaków spotyka los podobny do losu Ukraińców, czyli ogromna bieda. Ceny w sklepach znacznie wzrosły, inflacja szaleje, a ceny za gaz, prąd i wodę są niebotyczne, a mówimy tu o rachunkach za okres letni - ludzie boją się myśleć co stanie się zimą. Na domiar złego Kijów podnosi podatki... Ludzie, emeryci zaczęli w akcie desperacji żebrać, co wcześniej nigdy miejsca nie miało!
Jest na szczęście grupa Polaków, którzy sobie radzą - mają dobry fach w ręku. Niestety ze strachu o przyszłość chcą zacząć wszystko od nowa, w Polsce – nie oczekują wiele, pragną tylko pomocy w odnalezieniu się w nowym środowisku, tak by móc stanąć na nogi.

2. Sytuacja na froncie:
parafiamariupol2Kilka miesięcy temu ludzie kładli się spać i zasypiali słysząc huk artylerii. Odbiło to swoje piętno na wszystkich mieszkańcach, ale można sobie wyobrazić jak wielka to trauma dla osób starszych i dzieci.
W tej chwili nie ma działań wojennych, jednakże społeczność obawia się, że w związku z podpisanym rozejmem, gdzie zadeklarowano stworzyć strefę neutralną, po wycofaniu wojsk Ukraińskich z terenów wsi Szerokie, rebelianci złamią rozejm (jak to już się wcześniej zdarzało), zajmą te tereny i rozpoczną parcie na Mariupol.

3. Obawy:
Przede wszystkim panuje lęk i ciągła niepewności co do przyszłości. Nasi Rodacy cudem przeżyli ostrzał artyleryjski dzielnicy "Wostocznyj", byli świadkami tragicznej śmierci ofiar tego wydarzenia.. Ludzi ogarnia strach, boją się śmierci z głodu, boją się wojny, boją się nawet wychodzić z domu.

4. Działania polskiego rządu:
parafiamariupol3Niestety działania rządu mają często cechę PR-u zamiast rzeczywistej chęci niesienia pomocy Polakom. Akcje pomocy są raczej autoreklamą, bardziej niż profesjonalnym podejściem do tego problemu. Musimy uzmysłowić polskiemu rządowi, że ma szansę zrehabilitować się choć trochę pod koniec swojej kadencji. Wymagamy szczerej współpracy z ludźmi, którzy znają tych Polaków i Polki oraz ich rodziny osobiście, którzy będą mogli za nich poświadczyć.
Zawstydza zarazem fakt postanowienia przyjęcia tak wielkiej liczby imigrantów z innych krajów, obojętnie jak oceniamy taką decyzję.

Polscy Emigranci z Wielkiej Brytanii,
Organizatorami petycji są: Polska Niepodległa Wielka Brytania oraz 17 Województwo.

krakowniezaleznymkInformacja własna

28 sierpnia 2015 roku - podczas krakowskiego spotkania z p. Grzegorzem Braunem oraz sympatykami i współpracownikami Komitetu Wyborczego Wyborców Grzegorza Brauna „Szczęść Boże!” - na temat polityki Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego wobec Polaków na wschodzie wypowiedziała się, mieszkająca we Lwowie, p. Maria Pyż-Pakosz, redaktor serwisów: Polmedia i Radio Lwów. Warto fragmenty tego głosu (spisanego z taśmy filmowej) zapamiętać:

mariapyzpakosz"Na chwilę obecną nie mamy polskiego rządu, jeżeli mamy czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa to mówię, że mamy rząd o znamionach polskości (...) musimy stworzyć polską rację stanu, która będzie dbała o Polaków, nie tylko zamieszkałych w Kraju, ale także o Polaków poza granicami Kraju, dlatego, że rząd polski dotuje mniejszości narodowe, w tym bardzo hojnie mniejszość ukraińską na miliony, czego nie mają Polacy na przykład za wschodnią granicą, dlatego, że no mogą ubiegać się, mogą prosić, mogą chodzić, jeździć, ale zawsze pozostaną tą gorszą kastą, tą gorszą nacją, powiedzmy która tam została, i najchętniej by o nich zapomnieli. My tego nie chcemy, chcemy to przełamać" (fot. kadr filmu p. Marka Czapli).

wimiebogaObserwując wydarzenia na wschodzie Ukrainy, my – miejscowi Polacy, nie możemy stać biernie wobec tego co się dzieje z naszą Ojczyzną, skropioną krwią powstańców styczniowych, żołnierzy Wojska Polskiego broniących „Naszej i Waszej Wolności”, ofiar represji NKWD w latach 30. XX wieku i bratobójczego konfliktu na Wołyniu w latach 1943-44.

Dziś Ukraina, państwo którego obywatelami jesteśmy także my – etniczni Polacy, mieszkający tutaj z dziada-pradziada, stoi chyba przed największym wyzwaniem w całej historii swojego istnienia na mapie świata. Rosyjski agresor, nie reagując na wyrazy „zaniepokojenia” ze strony krajów Europy i USA, dzień za dniem pomaga wspieranym militarnie przez niego separatystom rozszerzać kontrolowaną przez nich strefę na Donbasie, równając z ziemią coraz to nowe miasta i wsie...

ukrainaWbrew opiniom wielu ekspertów, Putin nie zatrzymał się na Krymie. Sztucznie zainicjowana przez rosyjskie służby specjalne rebelia w Doniecku i Ługańsku, już pochłonęła tysiące ofiar, także polskiego pochodzenia. Do walki ze wspieranymi militarnie i finansowo prorosyjskimi terrorystami wstali z bronią w ręku nasi rodacy – Polacy z Mościsk, Lwowa, Żytomierza i Krasiłowa oraz innych miejscowości. W nierównej bitwie oni ramię w ramię z Ukraińcami, Białorusinami i przedstawicielami innych narodowości, także etnicznymi Rosjanami, zamieszkującymi żyzną ukraińską ziemię, bronią możliwości swobodnego rozmawiania w języku ojczystym, modlenia się w tym kościele, do którego uczęszczali nasi babcie i dziadkowie. My, etniczni Polacy, robimy to z myślą także o kraju swoich przodków – ukochanej Polsce.

wzwrzrPragniemy odpowiedzialnie ogłosić wszem i wobec, że my – Polacy na Ukrainie jednogłośnie i jednoznacznie UZNAJEMY ROSJĘ ZA AGRESORA, A SEPARATYSTYCZNE REPUBLIKI, DONIECKĄ I ŁUGAŃSKĄ, ZA ORGANIZACJE TERRORYSTYCZNE. Zwracamy się do polskiego parlamentu, a także innych parlamentów europejskich by też uchwalili podobną decyzje w oparciu o wartości demokratyczne i chrześcijańskie, które są filarami pokojowego współistnienia większości cywilizowanych krajów na świecie.

Ten apel jest wspólną inicjatywą Partii Polaków Ukrainy „Solidarność” (prezes Stanisław Kostecki) oraz największych organizacji społecznych, zrzeszających osoby polskiego pochodzenia na Ukrainie – Federacji Organizacji Polskich (prezes Emilia Chmielowa) i Związku Polaków (prezes Antoni Stefanowicz).

krakowniezaleznymkInformacja własna

W sobotę, 15 listopada 2014 roku Stowarzyszenie Pomocy Polakom na Wschodzie "Kresy" zaprosiło Krakowian na monodram "Z domu niewoli", oparty jest na prozie Beaty Obertyńskiej, a zrealizowany pod egidą Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie przez dyrektora teatru. p. Zbigniewa Chrzanowskiego.

zdomuniewoliBeata Obertyńska (1898-1980) aresztowana przez Rosjan w 1940 roku była przetrzymywana w lwowskim więzieniu "Brygidki", więziona w Kijowie, Charkowie, Odessie, Starobielsku i rosyjskim łagrze Loch–Workuta. Książkę "W domu niewoli" Beata Obertyńska opublikowała raz pierwszy w Rzymie w 1946 roku pod pseudonimem Marta Rudzka.

Wykonawczynią monodramu była aktorka Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie – p. Elżbieta Lewak, a miejscem przedstawienia scena Młodzieżowego Domu Kultury przy ul. Grunwaldzkiej 5.

Zapraszamy do obejrzenia kilku „komórkowych” zdjęć, ich autorem jest p. Mirosław Boruta:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/16Listopada2014mb

(Od Redakcji): W 2012 roku minęło 50 lat odkąd kościół Świętej Marii Magdaleny we Lwowie został odebrany wiernym... Dziękujemy p. Marii Pyż-Pakosz, redaktor serwisów: Polmedia (http://polmedia.pl) i Radio Lwów (http://radiolwow.org) za udostępnienie poniższego materiału, rozmowy z 22 sierpnia 2014 roku:


• https://www.youtube.com/watch?v=XOrlcVwN5Jc

miroslawborutaMirosław Boruta

Pierwsze podczas wakacji - 2 lipca - środowe spotkanie Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki w nowym miejscu - „Za horyzontem, bar podróżników..." (ul. Domki 19) obfitowało w Gości. Byli nimi pp. Jacek Smagowicz z Krajowej Komisji NSZZ "Solidarność", p. Jan Tysson ze Lwowa oraz koleżanki i koledzy ze Związku Konfederatów Polskich Niepodległej 1979-1989.

20140702kk1P. Jacek Smagowicz przedstawił efekty Walnego Zjazdu Delegatów Regionu Małopolskiego, który odbył się 27 i 28 czerwca w Wieliczce. Zebrani nie tylko wybrali władze na lata 2014-2018, ale i omówili program związku, zajmując przy tym stanowiska w wielu istotnych dla Polski sprawach, m.in. w sprawie bieżącej sytuacji w Kraju, dekomunizacji przestrzeni publicznej, mediów czy ochrony podstawowych wartości Narodu. Ponadto delegaci zobowiązali Komisję Krajową do rozmów z Prawem i Sprawiedliwością w kwestii realizacji postulatów związkowych po - miejmy nadzieję - wygranych wyborach samorządowych i parlamentarnych.

20140702kk2P. Jan Tysson, działający w Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej pokazał nam dziesięcioletnie dzieło społecznej akcji renowacji nagrobków na Cmentarzu Łyczakowskim, jednej z czterech najważniejszych nekropolii Polski (prócz krakowskiego Cmentarza Rakowickiego, warszawskiego Cmentarza Powązkowskiego i wileńskiego Cmentarza na Rossie). Opowiedział nam  także o bieżącej sytuacji Ukrainy i Polaków tam mieszkających.

20140702kk3Ostatnim punktem dyskusji merytorycznej były - jak niemal co dzień - polskie kłopoty z wymiarem sprawiedliwości, jawną i ukrytą inwigilacją obywateli nie sprzyjających obecnej ekipie "polityków" Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego czy sędziami, których sposoby pojmowania rzeczywistości ukształtowane zostały przez media dalekie od podstawowych polskich wartości kulturowych. Dalszy ciąg burzliwych obrad zapowiedziano w przyszłym tygodniu 😉

Zapraszam Państwa jeszcze do obejrzenia kompletu zdjęć ze spotkania:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/2Lipca2014

annakeszyckaZ Dariuszem Dudą, krakowskim koordynatorem zbiórki „ Rodacy Bohaterom” organizowanej przez Stowarzyszenie Odra-Niemen,  rozmawia Anna Kęszycka:

Anna Kęszycka: Od kiedy kibice Wisły są zaangażowani w zbiórki darów dla Rodaków na Wschodzie?

Dariusz Duda: Pierwsza akcja zbierania darów dla Kombatantów na Kresach przez kibiców Wisły odbyła się na Wielkanoc 2012 roku. Udało się wówczas zebrać 120 kompletnych paczek dla Kresowych Żołnierzy. Od tego czasu Wiślacy dołączają się do każdej edycji.

Anna Kęszycka: Jak układa się współpraca ze Stowarzyszeniem Odra-Niemen i czy będziecie ją Państwo rozszerzać?

Dariusz Duda: Środowiska kibicowskie w Polsce od samego początku mocno zainteresowały się zbiórkami organizowanymi przez Odrę-Niemen. Nie inaczej było w kręgu kibiców Wisły, będących jednymi z koordynatorów zbiórki w Małopolsce. Pomoc materialna dla rodaków na Kresach to tylko jedna z kilku obszarów, którymi zajmuje się Stowarzyszenie Odra-Niemen. Kolejnymi są kombatanci II wojny światowej, a także Żołnierze Wyklęci. Rodowód Wisły, jako klubu założonego w celu podtrzymywania i krzewienia polskości jeszcze pod zaborami, wychowującego przed wojną takich patriotów jak Henryk Reyman, Adam Obrubański czy Edward Madejski, zobowiązuje do działania na podobnych płaszczyznach. Wiślaccy Patrioci od dłuższego czasu angażują się w upamiętnianie Żołnierzy Wyklętych i propagowanie naszej historii. W lipcu wspólnie z Odrą-Niemen będziemy gościć grupę 35 polskich dzieci z pod Wilna, a także z Białorusi. Organizujemy ich 7-dniowy pobyt w Małopolsce. W tym momencie poszukujemy sponsorów mogących pomóc w każdej formie. Chcemy  tego typu inicjatywy kontynuować w przyszłości. Przykłady współpracy płyną także od naszych przyjaciół ze Śląska Wrocław i Lechii.

Anna Kęszycka: Proszę powiedzieć jak wygląda wyjazd z darami na Kresy. Do kogo przede wszystkim trafia pomoc?

Dariusz Duda: Początkowo akcja miała charakter pomocy dla Kombatantów na Kresach, których wbrew pozorom zostało bardzo wielu za Bugiem. Z uwagi na upływający czas tych osób z miesiąca na miesiąc ubywa. Akcja została przez to rozszerzona na pomoc dla najbardziej potrzebujących rodaków na Kresach. Oprócz tego zgodnie z założeniami akcji dary przeznaczane są także dla Kombatantów w kraju. Jeśli chodzi o wyjazdy za granice pomoc dociera przede wszystkim na Litwę, Białoruś, Ukrainę ale także do Mołdawii i dalej na wschód. Przygotowanie wyjazdu z paczkami zaczyna się praktycznie od momentu przyjmowania artykułów. Najpierw należy je spakować według ustalonego klucza. Następnie w różny sposób dary przewożone są na Kresy. Obecnie z racji zdecydowanego rozrostu akcji paczki, w miarę możliwości, magazynowane są w Białymstoku czy na Rzeszowszczyźnie. W ostatnim etapie, przeważnie busami małe grupy wolontariuszy dostarczają dary wyznaczonym wcześniej osobom dzięki m.in. współdziałaniu z lokalnymi polskimi organizacjami. Cały transport odbywa się dzięki wsparciu i zaangażowaniu wielu wolontariuszy i ich środków transportu. Bardzo często, z racji wieku weteranów AK, oprócz doniesienia paczki trzeba przygotować drzewo na opał czy w inny sposób pomóc bohaterom. Bardzo ważny jest też sam fakt obcowania z rodakami. Trzeba w tym miejscu dodać, że często zapomnianymi rodakami. Świadomość o istnieniu Polaków na Kresach jest w kraju bardzo mała. Akcja przywraca ich niejako do pamięci a są to często całe miasteczka i wsie, szczególnie na północno-wschodnich terenach II RP.

Anna Kęszycka: Czy na Wielkanoc zbiórki przebiegają trudniej? Zdaje się, że szczyt naszej hojności przypada zazwyczaj na Boże Narodzenie?

Dariusz Duda: Zdecydowanie tak. Wynika to przede wszystkim z charakteru jednych i drugich świąt. Tradycja obdarowywania prezentami dużo mocniej związana jest z Bożym Narodzeniem. Przekłada się to na zbiórkę. Do tego dochodzi mniejszy odstęp czasowy miedzy akcją wielkanocną od bożonarodzeniową. Utrudnieniem dla zbierających jest także aura. Temperatury w okolicy Świat Wielkiej Nocy często są wiosenne co nie sprzyja magazynowaniu niektórych artykułów.

Anna Kęszycka: Czy w związku z sytuacją na Ukrainie akcja będzie przebiegała inaczej w tym roku?

Dariusz Duda: Niestety zaogniona sytuacja uniemożliwia przeprowadzenie normalnego wyjazdu na Ukrainę. Większych trudności można spodziewać się także na granicy polsko-białoruskiej. W związku z tym na tą edycję skupiamy się na zbieraniu datków pieniężnych. Stowarzyszenie Odra-Niemen prowadzi specjalne konto, na które można wpłacać datki. Dodatkowo organizowane będą kwesty z kulminacją w Niedzielę Palmową. W Krakowie podczas Marszu Katyńskiego około godziny 16. Paczki można natomiast składać w Akademii Ignatianum na ulicy Kopernika 26.

(Od Redakcji): podajemy nazwę, adres i nr konta Stowarzyszenia Odra-Niemen:
50-007 Wrocław, ul. Kołłątaja 24, lok. 11
27 1440 1387 0000 0000 1132 7222

Jan Bujak

I. Bukowina – czym bywała, a czym jest obecnie

Swojsko brzmiące słowo Bukowina współcześnie najczęściej bywa kojarzone z Bukowiną Tatrzańską, z którą ma zaledwie tyle wspólnego, że w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z pochodzeniem od wyrazu buk, który z kolei dał początek słowu bukowina, pierwotnie a także dzisiaj używanego dla nazwania jakiejś połaci ziemi pokrytej lasami bukowymi. Stąd w najdawniejszych czasach rozmaici kronikarze posługując się nazwą Bukowina nie mieli na myśli dokładnie tego samego obszaru co inni.

bukowinaherbDopiero z czasem i znacznie później mianem Bukowiny zaczęto posługiwać się do nazwania obszaru leżącego na południowozachodnich kresach Rzeczypospolitej Polski za Czeremoszem, a pomiędzy Karpatami Wschodnimi (od zachodu) i środkowym Dniestrem (od wschodu). Wszelako i wówczas Bukowina nadal nie miała wytyczonych granic, a posługujący się jej nazwą nie zawsze mieli na myśli dokładnie to samo. W tym znaczeniu posługiwano się wyrazem Bukowina do czasu zajęcia jej przez Austrię po pierwszym rozbiorze Polski w 1774 roku (il. Herb Bukowiny, za Wikipedią).

Po aneksji Bukowiny przez Austrię wytyczono jej granice podczas kilkunastoletnich rządów wojskowych, a potem wcielono ją do Galicji jako jeden z jej powiatów o powierzchni ok. 10500 km² a równocześnie najsłabiej zaludnionych. W wyniku tego z uwagi na mieszkających tam katolików trzech obrządków Bukowina włączona została do rzymskokatolickiej oraz ormiańskokatolickiej archidiecezji lwowskiej tudzież grekokatolickiej.

bukowinaflagaW roku 1849 Bukowinę odłączono od Galicji i utworzono z niej odrębny kraj koronny z własnym rządem i własnym sejmem, ale nadal powiązany z galicyjskimi strukturami sądowniczymi i prokuratorskimi. Odtąd Bukowinę urzędowo nazywano Księstwem. Ten stan rzeczy utrzymał się do końca pierwszej wojny światowej, po której traktat wersalski m.in. za sprawą bukowińskich Polaków Bukowinę wraz Besarabią czyli Mołdawią oddał Rumunom, którzy połączywszy wszystkie swoje ziemie w jedną całość nazwali państwo Wielką Rumunią (il. Flaga Bukowiny, za Wikipedią).

Bukowina zatem nadal funkcjonowała w dotychczasowym kształcie w ramach państwa rumuńskiego aż do 1940 r., kiedy to imperialistyczny Związek Radziecki zajął północną Bukowinę, włączając ją do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jako jej czerniowiecki obwód administracyjny.

Po najeździe niemieckim na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 r. północna Bukowina na krótko powróciła do macierzy, ale już wczesną wiosną 1944 r. ponownie została oderwana przez ten sam Związek Radziecki i ponownie przypisana Ukraińskiej SRR. Po wyodrębnieniu się w 1991 r. suwerennej Ukrainy północna Bukowina znalazła się w granicach tego państwa.

bukowinadzisiajWszystkie przeobrażenia dziejowe w istotny sposób wpłynęły nie tylko na zmiany polityczne i administracyjne Bukowiny, ale także odbijały się na ogólnej cywilizacji, kulturze, gospodarce, życiu społecznym, oświacie – na całym życiu wielonarodowej i wielowyznaniowej społeczności Bukowiny.

Prawdę mówiąc, dzisiaj już nie ma żadnej Bukowiny. Dawna Bukowina z czasów austriackich czy rumuńskich pozostaje tylko w pamięci najstarszego pokolenia oraz jego wspomnieniach najczęściej idealizujących ją jako krainę szczęśliwości, „małą Szwajcarię” i prawzór Unii Europejskiej. Rzeczywistość była i jest całkiem inna – mniej cukierkowa (il. Bukowina dzisiaj, za Wikipedią).

Jan Bujak

II. Polacy od zamierzchłych czasów do trzeciej ćwierci XVIII stulecia

Wobec braku podstawowych badań nad dziejami średniowiecznymi obszaru zwanego Bukowiną niepodobna określić dokładnie, od kiedy Polacy zamieszkiwali Bukowinę. Na podstawie nielicznych wzmianek w piśmiennictwie naukowym można zaledwie pokusić się o domniemanie, że już przed tysiącem lat, kiedy powstało państwo polskie, jakaś część jego ludności z nieznanych bliżej powodów osiedliła się na tym obszarze stanowiącym rzeczywiste kresy Rzeczypospolitej, pomiędzy którą a Mołdawią nigdy wcześniej ani potem nie wytyczono granicy międzypaństwowej. Tę obecność pośrednio zdają się potwierdzać niektóre fakty z czasów panowania Kazimierza Wielkiego, kiedy to na niewielkim wzniesieniu Ciekuń względnie Cieczyn (obecnie Cecyna) w pobliżu Czerniowiec wzniesiono murowaną strażnicę, po której ślady zachowały się dotąd. Także w tamtym czasie w Serecie znajdowały się już klasztory dominikanów i franciszkanów z Polski. Dzięki ich pracy misyjnej doszło do rozpowszechnienia i utwierdzenia się katolicyzmu na Bukowinie, co znalazło wyraz w zabieganiu władcy mołdawskiego u papieża o utworzenie odrębnego biskupstwa, co też zaowocowało powołaniem pierwszego biskupstwa mołdawskiego, zlokalizowanego w Serecie na Bukowinie w roku 1370 (1).

andrzejjastrzebiecMożna mniemać, iż było to biskupstwo nie tylko dla tubylczych Mołdawian, ale także dla stale przebywających w Mołdawii, a więc i na Bukowinie, Polaków, w tym kupców polskich, którzy otrzymali specjalne przywileje do prowadzenia swej działalności na terenie hospodarstwa mołdawskiego. Oprócz kupców Polakami była przynajmniej część duchowieństwa posługująca w nowej diecezji. A na pewno Polakiem był pierwszy biskup serecki Andrzej Jastrzębiec, zwany także Polakiem (il. Andrzej Jastrzębiec, Andrzej z Krakowa, Andrzej Polak, Andrzej Wasiło jako misjonarz na Litwie, za Wikipedią), oraz jego następcy w przeciągu kilku wieków, dopóki to pierwsze biskupstwo istniało.

kaczykakaplicaO obecności Polaków na Bukowinie od najdawniejszych czasów mogą świadczyć także swojsko brzmiące niektóre nazwy geograficzne, w tym miejscowości posiadające rodowód słowiański i zapewne polski, np. Bystrzyca, Bojan (względnie Bojany), Czartoryja, Czerniowce, Dawidy (Dawidyny), Jackany, Jurkowce, Łukawiec, Łużany, Rarańcza, Rokitna, Waszkowce, Wyżnica, oraz nowszej daty Kaczyka (fot. Kaplica w kopalni soli, za Wikipedią), Mikułowa Polana, Nowy Sołoniec, Wyżynka, które pod administracją austriacką, a potem rumuńską i ukraińską otrzymały inną pisownię tudzież inne brzmienie, a czasem imiona zupełnie nic nie mające wspólnego z poprzednią nazwą.

Znamienne jest również, iż światlejsi bukowińscy Polacy z dziada pradziada zakorzenieni na Bukowinie uważali się za tubylców nie mniej wiekowych niż Ormianie, Rumuni czy Rusini, czym wyraźnie różnili się od Niemców, napływających do tego kraju dopiero po 1774 r. na bardzo korzystnych warunkach stworzonych przez władze austriackie dla przyciągnięcia osadników niemieckich, m.in. z Galicji. Ponadto znamienne jest to, iż na Bukowinie podobno od wieków, a na pewno w XIX i XX wieku znajdowało się wielu polskich ziemian, będących właścicielami ponad połowy jej obszaru. Oprócz nich właścicielami ziemi bukowińskiej aż do 1945 roku były dziesiątki tysięcy naszych włościan, większych i mniejszych przedsiębiorców, rzemieślników, urzędników, kupców, wreszcie kilka zgromadzeń zakonnych oraz kilkadziesiąt rzymskokatolickich parafii tudzież instytucji i stowarzyszeń polskich.

czerniowcedompolskiWreszcie należy zauważyć, że kiedy Austriacy zajęli Bukowinę, język polski był tak powszechnie znany jej mieszkańcom, iż znając go można było porozumieć się z jej mieszkańcami przechodząc ją wzdłuż i wszerz, a dowodzi tego m.in. fakt, że dowódca wojsk austriackich zająwszy tę krainę zaraz na początku potrzebował sprowadzić tłumaczy z języka polskiego na niemiecki. Ponadto znane są i takie ciekawostki, że jeszcze na początku XIX wieku turecki urzędnik pismem urzędowym w języku polskim zwracał się do urzędu austriackiego w Czerniowcach (fot. Dom Polski w Czerniowcach, za Wikipedią), gdzie w programach urządzanych balów najwięcej czasu przeznaczano na muzykę polską. A gdyby komuś tego było jeszcze mało, to pamiętając, że na Bukowinie w przybliżeniu było tyle katolików narodowości polskiej co niemieckiej, można sięgnąć do corocznie wydawanych schematyzmów lwowskiej archidiecezji rzymskokatolickiej i ormiańskokatolickiej i wyliczyć, ile Polaków zamieszkiwało w poszczególnych latach XIX i XX wieku przed poddaniem rzymskokatolickiego Kościoła na Bukowinie jurysdykcji biskupa diecezji jasskiej (2).

Wobec braku odpowiednich badań oczywiście dotąd nie jesteśmy w stanie podać, kiedy i ile było na Bukowinie Polaków, a ile innych narodowości. Wszakże ze stanów ilościowych w XIX. XX. wieku można wnosić, iż te proporcje między najstarszymi tubylczymi narodowościami były podobne jak w dwu ostatnich stuleciach.

Otóż dla pełności informacji o mieszkańcach Bukowiny należy dodać, że oprócz Polaków zamieszkiwało ją wiele narodowości: w największej liczbie Mołdawianie względnie Rumunii i Rusini (obecnie zwani Ukraińcami), ale prócz nich Czesi, Ormianie (głównie tzw. Ormianie Polscy), Słowacy, Turcy, Węgrzy (całe wsie o nazwach węgierskich), Żydzi, a nawet Włosi.

(1) Decyzja papieża została zawarta w liście apostolskim Summi dispositione rectoris z 24 lipca 1370 r., w którym biskupom Pragi, Krakowa i Wrocławia zlecono wykonanie wszystkich czynności związanych z przyjęciem Mołdawian do Kościoła rzymskokatolickiego: erygowanie biskupstwa w Serecie, ustalenie jego granic, wyjęcie spod jurysdykcji wschodniego metropolity halickiego, podporządkowanie bezpośrednio stolicy apostolskiej, podniesienie do rangi katedry jednego z miejscowych kościołów, a w przypadku braku takowego, wybudowanie zupełnie nowej świątyni.

(2) Bliższe szczegóły znajdują się w artykule podpisanego pt. Z dziejów Kościoła katolickiego na Bukowinie [w:] Bukowina po stronie dialogu, Sejny 1999, s. 164-175.

Jan Bujak

III. Polacy pod rządami austriackimi w latach 1774-1918

Po zajęciu Bukowiny przez Austrię w 1774 r. bukowińscy Polacy czuli się podobnie jak ich rodacy w zaborze austriackim, gdzie znajdowali się ich liczni krewni. A ponieważ byli stosunkowo nieliczni i bardzo rozproszeni po obszarze całej krainy w stworzonych przez Austrię warunkach, przez niemal sto lat nie byli w stanie się zorganizować w jakiekolwiek organizacje narodowe nawet w Czerniowcach, gdzie znajdowało się największe skupisko Polaków, i dodać trzeba Polaków z najwyższymi kwalifikacjami w różnych zawodach. Wielu spośród nich z uwagi na wyższe wykształcenie pełniło wysokie urzędy w administracji państwowej i samorządowej, natomiast bardzo liczni zwłaszcza w Czerniowcach rzemieślnicy i kolejarze należeli do kategorii niezrównanych mistrzów w swoich zawodach. Jednakże mimo wysokiej pozycji społecznej wobec braku własnych narodowych organizacji a przy tym przesadnie lojalni obywatele państwa austriackiego nie byli w stanie uzyskać niczego dla współrodaków, ale nawet zachować tej pozycji społecznej i politycznej, jaką zdobyli na Bukowinie za rządów państwa mołdawskiego. Z wzrostem wpływów niemieckich, a potem także rumuńskich i rusińskich, stopniowo eliminowana była polszczyzna ze szkół, a w ślad za tym znikała polszczyzna z życia towarzyskiego i publicznego, a jej miejsce zajmował przede wszystkim język niemiecki, a z czasem języki rumuński i rusiński. Ten okres bardzo niekorzystny dla bukowińskich Polaków trwał ponad sto lat, aż do schyłku XIX wieku, mimo że przyrost naturalny Polaków na Bukowinie należał do najwyższych w tym kraju. W tym czasie okresowe spisy ludności przeprowadzane regularnie co dziesięć lat, wskutek najrozmaitszych zabiegów i najpospolitszych szachrajstw, tego mnożenia się Polaków dziwnym trafem jakoś nie wykazywały.

pleszaTymczasem podczas rządów austriackich na Bukowinie zwielokrotniła się liczba Polaków w Czerniowcach do kilkunastu tysięcy oraz w wielu innych miejscowościach, miasteczkach i wsiach, przy czym niektóre z tych ostatnich powstały jako zupełnie nowe i całkowicie lub w zdecydowanej większości zasiedlone przez Polaków. Do takich wsi zamieszkałych wyłącznie przez Polaków należała Plesza (fot. Polski kościół i cmentarzyk w Pleszy, za Wikipedią), a do zajętych w większości lub znacznej części przez Polaków takie miejscowości jak Baniłów n/Czeremoszem, Baniłów n/Seretem, Bojan, Dunawiec, Kaczyka, Laurenka, Łużany, Mikułowa Polana, Nowa Żadowa, Nowy Sołoniec, Panka, Ruda, Stara Huta oraz inne.

O mnogości Polaków na Bukowinie i w poszczególnych miejscowościach bezwzględnych danych nie dowiemy się zapewne nigdy, ale pewne wyobrażenie o ich skali można sobie wyrobić studiując stosowne artykuły w wydawanej polskiej prasie w Czerniowcach na Bukowinie oraz inne publikacje, np. Archidiecezji Lwowskiej Obrządku Łacińskiego, Emila Biedrzyckiego, Grzegorza Cicimirskiego, Ottona Mieczysława Żukowskiego, Mariusa Petraru i podpisanego J.B. (3)

suczawadompolskiPrzede wszystkim nie wiadomo, ilu tubylczych Polaków zastano na Bukowinie, gdy wojska austriackie wkroczyły na nią jesienią 1774 r. Można przyjąć, iż najwięcej ich znajdowało się w najstarszych miastach i wsiach bukowińskich jak Seret czy Suczawa  (fot. Dom Polski w Suczawie, za Wikipedią) tudzież siedzibach najstarszych parafii i kapelanii. Wiadomo bowiem, iż w latach 1774-1796 r. parafie znajdowały się względnie rekonstruowały przed włączeniem do arcybiskupstwa lwowskiego. Ze schematyzmów archidiecezji lwowskiej wynika, iż dwie najstarsze parafie (kapelanie) erygowano powtórnie w Sadogórze i Serecie w 1777 r., a jedenaście innych odtworzono względnie założono jako nowe w Waszkowcach (1784), Długopolu (Kympulungu 1785), Gurahumorze (1785), Hadikfalvie (1785), Istensegits (1785), Kaczyce (1885), Louisenthal (Fundul Moldovei 1785); Bojanie (1786), Czerniowcach (1786), Suczawie (1786).

Istnienie tych parafii przed koncem XVIII w. pośrednio dowodzi, że w większości z nich musieli znajdować się Polacy w znaczniejszej liczbie, albowiem katolikami na Bukowinie byli wyłącznie Polacy, Niemcy i Węgrzy, z tym że ci ostatni mieszkali w kilku wsiach o nazwach węgierskich, jak Hadikfalva. Z owymi miejscowościami niewątpliwie łączyły się wielkie majątki ziemskie szlachciców polskich od wieków tu mieszkających z nadania władców polskich lub mołdawskich.

kaczykakopalniaJednym z bardziej znamiennych przypadków są dzieje jednej ze stosunkowo młodych osad powstałych pod rządami austriackimi. Jest nią Kaczyka (fot. Kopalnia soli w Kaczyce, za Wikipedią), która jako osada wyrosła głównie siłami Polaków, którzy sprowadzeni zostali m.in. z Bochni i Wieliczki do pracy przy drążeniu jedynej na Bukowinie kopalni soli i byli głównymi budowniczymi zarówno kopalni i osady, a potem aż potąd najcenniejszymi pracownikami wszystkich szczebli, od personelu zarządzającego i inżynierskiego po pracujących przy wydobyciu soli górników i najrozmaitszych specjalności pracowników fizycznych. Oni to wydrążyli w kopalni kaplicę św. Barbary, następnie przy kopalni wznieśli niewielką kaplicę z cudownym obrazem Matki Bożej Kaczyckiej, którą na początku XX. wieku pełniący w Kaczyce obowiązki duszpasterskie misjonarze krakowskiego Zgromadzenia św. Wincentego a Paulo zastąpili wspaniałą świątynią w stylu neogotyckim według projektu polskiego architekta lwowskiego Teodora Mariana Talowskiego.

Dzieje kopalni soli i miejscowości Kaczyka świadczą o znanej prawidłowości, że gdziekolwiek pojawili się Polacy, tam zaczynali od stawiania krzyża, kapliczki, wreszcie Kościoła. I to powtarzało się wszędzie tam na Bukowinie, dokąd kiedykolwiek przybyli Polacy. Tak w XIV. wieku było w Serecie i Suczawie, tak zapewne było w Czerniowcach, których istnienie poświadczają dokumenty z 1408. r., i w wielu innych miejscowościach średniowiecznej Bukowiny. Tutaj należy przynajmniej napomknąć, że m.in. przez Bukowinę nadciągały hordy tatarskie i tureckie, w związku z czym królowie polscy na Bukowinie stawiali strażnice lub budowali osady obronne względnie zamki, czego dowodem jest istniejąca w Suczawie do tej pory ulica pod nazwą Zamka, prowadząca do wzgórza, na którym najprawdopodobniej przed kilku wiekami stał polski zamek, a dotąd zachowały się wały obronne usypane przez wojska Jana III. Sobieskiego. Bukowina zresztą była terenem częstych operacji militarnych Rzeczypospolitej, które nie zawsze kończyły niepowodzeniem jak wyprawa króla Jana I. Olbrachta w 1497 r.

czerniowceratuszKolejnym najbardziej wiekowym miastem bukowińskim są Czerniowce (fot. Ratusz w Czerniowcach, za Wikipedią), które z niewielkiej wsi w 1774 r. pod rządami austriackimi najpierw podniesiono do rangi miasta powiatowego Galicji, a po przekształceniu Bukowiny w odrębny kraj w 1849 r. przemianowano na stolicę Księstwa Bukowińskiego. Nie wiadomo od kiedy mieszkańcami Czerniowiec byli Polacy. Może pojawili się tutaj w czasach Kazimierza Wielkiego, a może później. Jednakże fakt erygowania na nowo rzymskokatolickiej parafii w 1786 r. dowodzi, że już wtenczas Polacy musieli tam być, bo w innym razie dla kogoż by powołano placówkę duszpasterską. Dla samych Niemców służących w wojsku austriackim?

Są jednak inne fakty jednoznacznie świadczące o obecności Polaków jako mieszkańców Czerniowiec. Otóż w chwili zajmowania Czerniowiec przez gen. Spleny’ego pojawili się Polacy Tomasz Wójcikiewicz i Brodowski. Emil Biedrzycki podaje, że pierwszy z nich początkowo służył jako tłumacz, a w roku 1786 pełnił urząd kontrolera rady miasta Czerniowce, natomiast 10 lat później (1796) figurował jako ławnik sądu gminnego. Natomiast Brodowski początkowo był protokolantem polskim. Nieco później (1797) niejaki Halaktowicz pełnił funkcję syndyka miejskiego. Że Polacy w niemałej liczbie już w owym czasie znajdowali się w Czerniowcach i coś znaczyli, świadczą dwa fakty: zarządzenie cyrkułu czerniowieckiego z 3 lutego 1803 r. pt. Ballordnung für die königlische Kreisstadt Czernowitz (Porządek balowy dla królewskiego miasta okręgowego Czerniowiec) dla ośmiogodzinnej zabawy na tańce polskie przeznaczał aż 5 godzin, podczas gdy na wszystkie inne zaledwie 3 godziny; naczelnikiem gminy Czerniowce już w 1814 r. był Bełdowicz. Ponadto o dawnej zasiedziałości Polaków w Czerniowcach świadczy to, iż zdecydowana ich większość zamieszkiwała centrum i najstarszą część miasta. W następnych latach wraz z przyrostem liczby Polaków, co ukazuje załączona tabela, rosła ich pozycja w życiu kulturalnym, społecznym, politycznym miasta i kraju. Oprócz wzmiankowanych we władzach gminy czerniowieckiej później zapisało się wielu innych Polaków, dzięki którym Czerniowce jako miasto stołeczne otrzymały postać budzącą do dzisiaj zachwyt.

antonikochanowskiWśród tych rodaków pierwszeństwo dzierży Antoni Kochanowski (fot. Wikipedia), który aż 42 lata służył miastu jako radny miejski, a przez 27 lat (1866-1874,1887-1905) pełniąc funkcję burmistrza względnie prezydenta gruntownie odmienił oblicze miasta, w uznaniu za co otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta (1898), a siedem lat później – honorowego burmistrza (1905). Oprócz niego w charakterze naczelników gminy czerniowieckiej pracowali także Józef Ortyński (1854-1859), Józef Lepszy (1859-1861), a w roli pierwszego burmistrza (prezydenta miasta w latach 1864-1866) Jakub Petrowicz (4). W roli wiceburmistrza Czerniowiec zapisał się dr Bazyli Duzinkiewicz, a w charakterze dyrektora departamentu rachunkowego Magistratu – Kazimierz z Miszczowy Węglowski, na stanowisku szefa departamentu budowlanego inż. Alojzy Friedel. Ten ostatni wraz z doktorem Grzegorzem Szymonowiczem piastowali urzędy w tymczasowym zarządzie miasta (Comisiunea Interimara) po pierwszej wojnie światowej. Ponadto w czerniowieckim Magistracie jako wybitni miejscy radni zasłużyli się m.in. dr Julian Tropeteur (1855-1909), wielki patriota, absolwent prawa Uniwersytetu Czerniowieckiego, radca Sądu Krajowego Wyższego, adwokat, założyciel i członek honorowy Towarzystwa Akademików Polskich „Ognisko”, członek wielu czerniowieckich towarzystw polskich. Drugim niezwykle zasłużonym radnym czerniowieckim był dr Stanisław Kwiatkowski, wieloletni przewodniczący koła radnych polskich, wybitny chirurg i ordynator szpitala czerniowieckiego, poseł na Sejm bukowiński, wieloletni prezes Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej oraz Towarzystwa Szkoły Ludowej, właściciel dwu majątków ziemskich. Do grona czerniowieckich radnych miejskich należeli także kupiec Karol Borysławski; radca dworu dr Bazyli Duzinkiewicz; Emanuel Dworski – jeden z założycieli Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej i dożywotnio czynnych jego członków; wybitny pedagog i dyrektor szkół czerniowieckich Jan Kamiński; Jan Kasprzycki de Castenedolo - wieloletni członek czerniowieckiej Rady Miejskiej i Wydziału Miejskiego zajmujący się opieką nad ubogimi; Wincenty Korytyński – architekt i twórca okazałych czerniowieckich budowli; Tadeusz Kossowski; notariusz Adam Rupprech; Wilhelm Sedelmeyer; wybitny prawnik dr Karol Selzer; ziemianin i polityk dr Kajetan Stefanowicz, Amelia Węglowska.

czerniowceuniwersytet1Oprócz urzędników państwowych i gminych wysokiego szczebla ważną rolę w zorganizowaniu się i działaniu bukowińskiego Koła Polskiego oraz innych instytucji polskich i stowarzyszeń odegrał profesor dr Alfred Halban, który przez kilkanaście lat wykładał prawo na Uniwersytecie Czerniowieckim (fot. Wikipedia), ale oprócz tego był bardzo czynnym członkiem polskich organizacji na Bukowinie. On to był głównym motorem połączenia sił posiadaczy większych posiadłości ziemskich, inteligencji i rzemieślników czerniowieckich oraz rozsianych po całej krainie włościan i drobnomieszczaństwa. On także jako poseł Sejmu bukowińskiego oraz inspektor nauki języka polskiego położył podwaliny intensywniejszej i skuteczniejszej pracy narodowej.

Chociaż w Czerniowcach stale mieszkała w przybliżeniu 1/3 bukowińskich Polaków i to na dodatek z najwyższym wykształceniem i statusem społeczno-politycznym, przez niemal sto lat nie była w stanie utworzyć własnych organizacji i zadbać o własne interesy narodowe. Panujące w tym kraju stosunki polityczne i społeczne najwyraźniej nie sprzyjały stowarzyszaniu się dla zabezpieczania własnych interesów, a być może brakowało ludzi i silnych bodźców do podjęcia pracy narodowej. Czerniowiecka społeczność polska przez dziesiątki lat pozostawała w swoistej izolacji od rozproszonych po Bukowinie rodaków i nie otrzymywała wsparcia od Galicjan, którzy od 1849 r. pozostawili ich własnemu losowi. Pewne ożywienie przez krótki czas pojawiło się w czasie powstania 1863-1864 r., kiedy w Czerniowcach zaistniała polska scena teatralna i bardzo krótko wydawano pierwsze polskie czasopismo pt. Bratek (5).

czerniowceuniwersytet2Kolejne ożywienie w polskim środowisku czerniowieckim i na Bukowinie nastąpiło po upadku powstania, kiedy zaczęli napływać byli uczestnicy powstania styczniowego jako uchodźcy. Zaszła pilna potrzeba udzielenia im wszelkiej możliwej pomocy. Wówczas w 1869 roku doszło do zawiązania Towarzystwa Bratniej Pomocy, które rozwinęło działalność społeczną i kulturalną na niespotykaną przed tym skalę. W miarę ugruntowywania się jego pozycji pod jego macierzyńskimi skrzydłami rodziły się kolejne stowarzyszenia i instytucje polskie najpierw w Czerniowcach, a potem na całej Bukowinie. W roku 1876 zawiązało się Towarzystwo Akademików Polskich „Ognisko” (fot. Uniwersytet w Czerniowcach, za Wikipedią), w setną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3. Maja w roku 1891 polityczne bukowińskie Koło Polskie; w roku 1892 Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” i Koło Pań Towarzystwa Szkoły Ludowej, w roku 1897 Stowarzyszenie Rękodzielników Polskich „Gwiazda” i szereg innych.

janbujakgazetapolskaZ chwilą pojawienia się Koła Polskiego organizacja ta, zrzeszająca także członków wcześniej istniejących stowarzyszeń, stopniowo zaczęła koordynować działalność wszelkich organizacji i instytucji polskich na Bukowinie, przy czym posłowie sejmowi i radni gminni przygotowywali grunt do dalszych przedsięwzięć dla osiągnięcia zakładanych celów narodowych. Wielką pomocą w tych działaniach były wydawane w Czerniowcach polskie czasopisma redagowane w duchu narodowym i katolickim. Przed 1918 rokiem najważniejszym z nich była Gazeta Polska (fot. dziennikpolski24.pl), która w latach 1883-1914 niezmiennie rozpowszechniała wśród rodaków te idee, którymi kierowały się i które głosiły wszystkie oraganizacje polskie na Bukowinie. Takiej roli nie odegrały krócej wydawane czasopisma o innym charakterze, np. ukazujący się w Czerniowcach wzmiankowany Bratek (1864), Ogniwo (1869), satyryczno-humorystyczna Osa (1880-1881), dwutygodnik literacki Przedświt (1882-1883), Przegląd Czerniowiecki (1883) czy satyryczna Osa (1888), bo pojawiły się w innych okolicznościach, ale niewątpliwie świadczyły o budzeniu się Polaków czerniowieckich do działania i w jakimś stopniu przygotowały grunt pod kolejne i trwalsze wydawnictwo prasowe, którym szczęśliwie okazała się Gazeta Polska Klemensa Kołakowskiego, jej właściciela, wydawcy i redaktora naczelnego, a od początku 1907 r. będąca organem bukowińskiego Koła Polskiego pod każdym względem.

Tutaj godzi się zauważyć, że jakkolwiek polityczne Koło Polskie oraz inne nasze organizacje i prasa zdecydowanie dążyły do odzyskania należnych praw i obrony polskich interesów narodowych, to jednak zawsze kierowały się demokratycznymi zasadami sprawiedliwości, na równi szanując prawa własne oraz innych narodowości. Nigdy nie kierowały się szowinizmem narodowym czy religijnym, chociaż częstokroć i bardzo długo napotykali na nieuzasadnioną wrogość przeszkadzającą w działaniu dla dobra wspólnego. Stosując konsekwentnie katolicką naukę społeczną w polityce na ogół nie spotykali się z wzajemnością nawet od tych, w obronie których stawali. Że jednak niekiedy trafiali się wśród innych narodowości ludzie doceniający ponoszone ofiary i przysługi Polaków, świadczy choćby ten fakt, że huculski poeta Józef Jerzy Fedkowicz na znak szacunku i wdzięczności dla wydawcy i redaktora Gazety Polskiej Klemensa Kołakowskiego za popieranie spraw rusińskich publicznie ucałował rękę Polaka.

Mówiąc o życiu polskim na Bukowinie niepodobna nie wspomnieć o ogromnym znaczeniu Kościoła rzymskokatolickiego i ormiańskokatolickiego, od którego za pośrednictwem wspaniałych kapłanów i osób konsekrowanych wychodziło wiele impulsów pobudzających do działań zachowawczych i konstruktywnych w duchu narodowym i katolickim. To, czego ze względów obiektywnych nie mogli robić świeccy, bardzo często czynili polscy księża, zakonnice i zakonnicy. To m.in. dzięki czerniowieckiemu proboszczowi dr. Ignacemu Kornickiemu (1814-1888) w Czerniowcach zawiązało się Towarzystwo Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej, w wyniku innych zabiegów posadowiono w Czerniowcach trzy zgromadzenia zakonne, Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi (1886), Zgromadzenie Sióstr Felicjanek (1887) i Zgromadzenie Księży Jezuitów. Każde z tych zgromadzeń uczyniło tak wiele dla Kościoła oraz rozwoju życia duchowego i narodowego Polaków bukowińskich, że niepodobna w krótkich słowach tego wyrazić. Ponieważ ograniczone rozmiary niniejszego rozdziału nie pozwalają na rozwinięcie tematu, poprzestajemy na stwierdzeniu, że felicjanki prowadząc sierociniec, a marianki Zakłady Naukowo-Wychowawcze (przedszkole, szkołę ludową, gimnazjum, seminarium nauczycielskie – wszystkie z prawami publicznymi – oraz przeróżne kursy i internat dla dziewcząt), oddały ogromne usługi społeczności polskiej i bukowińskiej, wychowując i kształcąc najwartościowszych obywateli.

czerniowcekosciolNatomiast jezuici nabywszy od arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego obszerną nieruchomość w krótkim czasie wybudowali własną siedzibę z kaplicą oraz obszerny kościół w stylu staro-gotyckim (fot. serceisusa.org), umożliwiający wielotysięcznej rzeszy miejscowych katolików uczestnictwo w nabożeństwach i rekolekcjach urządzanych dla różnych stanów. Ponadto czerniowieccy jezuici walnie przyczynili się do powstania i sprawnego funkcjonowania Sodalicji Mariańskiej Pań, Dziewcząt i Panów Polskich, urządzania dostępnych dla wszystkich systematycznych nabożeństw organizacyjnych, odczytów i wymiany myśli, własnej biblioteki, pielgrzymek odpustowych, m.in. do Kaczyki, Częstochowy (np. 30 IV-2 V 1910), udziału w Kongresach Mariańskich (Przemyśl, 26-28 VIII 1911). Szczególną aktywnością odznaczała się Kongregacja Panien przy szkole sióstr marianek pod kierunkiem superiora Juliana Smodlibowskiego, która w sali strzelnicy miejskiej w niedzielę 25 czerwca 1911 r. urządziła wieczorek z występami własnego chóru oraz przedstawieniem sztuki Bernadeta.

Oprócz proboszczów czerniowieckich najpiękniejsze karty dziejów bukowińskiej stolicy zapisali wspierający ich wikariusze i katecheci nauczający religii w miejscowych szkołach ludowych oraz średnich księża: Antoni Czyżewski (katecheta gimnazjalny w latach 1822-1855); Feliks Lewandowski (cooperator w latach 1909-1913); Władysław Lewandowski (katecheta w latach 1870-1913); Józef Łuczko (najpierw cooperator a potem katecheta w latach 1913-1921), Aleksander Opolski (cooperator i katecheta w latach 1891-1916, 1921); Leopold Schweiger (cooperator i katecheta w latach 1886-1922); Zygmunt Szymonowicz (katecheta w latach 1905-1914); Feliks Żelewski (katecheta w latach 1909-1913); Jan Żukiewicz (cooperator i katecheta w latach 1834-1846) i wielu innych.

domskibniewskichPodobną rolę względem bukowińskich Polaków spełnili polscy kapłani, którzy częstokroć po krótkiej pracy przygotowawczej w Czerniowcach najczęściej resztę niekiedy długiego duszpasterskiego życia spędzili w pomniejszych parafiach prowincji bukowińskiej. Do takich należeli księża proboszczowie stróżenieccy Andrzej Ptaszyński, Józef Krzyżanowski (przed pierwszą wojną światową i dziesięć lat po niej) i Ignacy Kukla (bezpośrednio po ks. J. Krzyżanowskim aż do ewakuacji do Polski na przełomie lat 1945/1946); ks. Józef Janiszewski związany z Seretem i Głęboką (fot. Dom Skibniewskich w 1925 r., za Wikipedią), ks. Jan Mościcki przez wiele lat związany z parafią w Starej Hucie (przed pierwszą wojną światową i w okresie międzywojennym) czy ks. Marceli Zawadowski w Waszkowcach nad Czeremoszem, który za swoją wielkiego poświęcenia długoletnią pracę duszpasterską i patriotyczną narodową po 1940 roku pokutował w więzieniach rumuńskich, gdzie zmarł w strasznych męczarniach z powodu nie leczonej choroby. To tylko kilka przykładów z całego ciągu bohaterskich kapłanów, którzy nie oszczędzając siebie mimo skrajnie trudnych warunków bytowych i posługiwania duszpasterskiego wiernie wypełniali swoje posłannictwo.

Dzięki ich działalności duszpasterskiej i narodowej przy poparciu arcybiskupów lwowskich w okresie panowania austriackiego na Bukowinie w latach 1774-1918 mimo ubóstwa odrestaurowano, przebudowano, poszerzono względnie wzniesiono wiele kaplic, mniejszych i większych kościołów, zwiększyła się liczba parafii i dekanatów. Tak jak wszędzie na świecie, gdziekolwiek pojawiali się Polacy, tak też i na Bukowinie pojawiały się znaki ich obecności: krzyże, przyzagrodowe kapliczki, niewymyślne architektonicznie świątynie, plebanie, cmentarze parafialne, a na nich grobowce i nagrobki. Niektóre z nich były wspólnym dziełem polskich i niemieckich katolików, inne wyłącznym wytworem pobożnych Polaków. Wszystkich łącznie piszący doliczył się stu kilkudziesięciu. Dodać należy, iż niektóre z nich (np. w Łużanach) zostały spalone lub zburzone podczas działań wojennych w latach 1914-1918 (6). Inne np. w Bojanie stały się powodem zesłania ks. proboszcza Jakuba Cwynarskiego na Syberię za sprzeciwienie się wykorzystaniu wieży kościelnej na stanowisko karabinu maszynowego przez Rosjan. Tutaj zwraca się uwagę tylko na jeden znamienny krzyż dla dziejów bukowińskich Polaków. Jak wspomniano, wielu bukowińczyków żywo zareagowało na wybuch powstania styczniowego, sympatyzowało z nim, niekiedy wspierając go materialnie i potajemnie wspomagając organizację powstańczą. Być może wielu Bukowińczyków miało w szeregach powstańczych najbliższych krewnych.

strozenieckosciolJeden z takich Bukowińczyków postanowił uczcić bohaterskich bojowników o niepodległość krzyżem pamiątkowym z godnym napisem. Stróżenieckie władze lokalne i bukowińskie wdały się w rzecz i ostatecznie w Stróżeńcu obok kościoła parafialnego św. Anny  (fot. rkc.kh.ua) stanął krzyż pamiątkowy z ocenzurowanym napisem Rok 1863. Krzyż ten mimo złowrogich niemieckich zakusów dzięki patriotycznej postawie miejscowych proboszczów przetrwał do drugiej wojny światowej. Co stało się z nim później, nie wiadomo.

Oprócz Czerniowiec tylko jedna bukowińska parafia miała szczęście do posiadania na swoim terenie zgromadzenia zakonnego. Tą uprzywilejowaną parafią była niewielka wioszczyna Kaczyka z przyległościami. Choć Kaczyka była jedną z młodszych osad, to jednak od samego jej zalążka mieszkali w niej Polacy i to oni jako biali górnicy sprowadzeni głównie z Bochni i Wieliczki byli głównymi twórcami jedynej na Bukowinie kopalni soli i rosnącej z upływem czasu miejscowości.

kaczykabazylika1Z chwilą zaś powierzenia tej parafii zarządowi krakowskiego Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a’Paulo w listopadzie 1902 r. ta osada górnicza w krótkim czasie zmieniła się zarazem w najważniejsze sanktuarium maryjne (fot. cacica.eu), w którym największe uroczystości odpustowe odbywały się w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) oraz święto Matki Bożej Różańcowej na początku października. Krakowscy misjonarze dzięki prowadzonym na całej Bukowinie misjom i rekolekcjom oraz wzniesieniu w krótkim czasie wielkiej świątyni w stylu gotyckim według projektu profesora politechniki Lwowskiej Teodora Mariana Talowskiego (1857-1910) naprzeciw szybu kopalnianego wywołali wielki ruch pielgrzymkowy do Matki Boskiej zwanej Kaczycką nie tylko w najokazalsze wzmiankowane uroczystości. W dziejach tej oraz innych okolicznych parafii z dominującą ludnością polską zapisało się wielu wspaniałych misjonarzy, z pomiędzy których przed 1918 rokiem szczególnie zasłużyli się superiorzy ks. Kasper Słomiński i ks. Wojciech Grabowski.

kaczykabazylika2 Pierwszy z nich rozpoczął budowę nowego kościoła w Kaczyce (fot. cacica.eu) i doprowadził do jego konsekracji przez arcybiskupa lwowskiego dr. Józefa Bilczewskiego w niedzielę 16 października 1904 r., a drugi dokończył dzieła wyposażając jego wnętrze. Dzięki takim ofiarnikom duchownym i świeckim, jak wzmiankowani powyżej, mimo wybitnie nie sprzyjających okoliczności Polacy wszystkich stanów zachowali nieskalaną wiarę katolicką i silne poczucie narodowe, popychające do ogromnych wyrzeczeń, ofiar materialnych, długiej i wytrwałej pracy na wielu frontach. To oni spowodowali, że wreszcie po stu kilkudziesięciu latach Polacy powoli zaczynali odzyskiwać należne im prawa polityczne, w stosunkowo krótkim czasie powołali do życia Towarzystwo Zaliczkowe i Oszczędności w Czerniowcach (1899, zwane też Bankiem Polskim) oraz Polską Kasę Rękodzielniczą (1911), założyli w Czerniowcach trzy bursy polskie – katolicką imienia Issakowicza (1896), dla uczniów szkół średnich im. Adama Mickiewicza (1904) i dla młodzieży rękodzielniczej im. Jana Kilińskiego (1908) – oni sprawili, że z wielkimi oporami zaczęli odzyskiwać naukę języka polskiego w szkołach publicznych, w Czerniowcach otworzyli prywatne Gimnazjum Polskie z prawami publicznymi (1911), a całą Bukowinę pokryli siecią kilkudziesięciu Czytelni Polskich TSL oraz polskich kas raiffeisenowskich, wszelakich kursów i półkolonii. Ponadto wybudowali trzy okazałe Domy Polskie w Czerniowcach (1905), Suczawie (1907) i Waszkowcach nad Czeremoszem (1910), a szereg innych i mniejszych po miastach i wsiach. Z tych ostatnich zachowały się tylko niektóre, przy czym od kilkudziesięciu lat wykorzystywane są dla innych celów i nie służą Polakom.

Do większych dokonań należało nabycie gruntu, budowa boiska sokolego w Czerniowcach i ogólnobukowińka narodowa uroczystość poświęcenia tegoż oraz zorganizowanie pierwszej i jedynej Polskiej Organizacji Powiatowej pwiatu stróżenieckiego (1911) dzięki niezwykle ofiarnej pracy Tytusa Czerkawskiego, który ponadto zorganizował w tym powiecie szereg kół dziewcząt względnie kobiet polskich, mających na celu wychowanie patriotyczne wielkiej rzeszy prawych obywatelek przyszłego państwa polskiego.

Wracając do spraw duchowych i religijnych należy zauważyć, że Bukowina była jedynym krajem monarchii Habsburskiej, w którym wyłącznie dzieci polskie w drugiej połowie XIX w. pozbawiono nauki języka ojczystego wbrew obowiązującemu prawu zagwarantowanego konstytucją i zmuszono do nauki religii w języku niemieckim, podczas gdy wszystkie inne narodowości korzystały z wykładów we własnych językach i z lekcji religii w językach ojczystych, niemieckim, rumuńskim względnie rusińskim oraz węgierskim. O zmianę tego stanu rzeczy Polacy toczyli długą walkę, zanim z wielkimi oporami udało się utworzyć szkoły ludowe z polskim językiem wykładowym najpierw w czerniowieckich szkołach ludowych, a potem zaledwie w niektórych szkołach ludowych miasteczek i wsi z dużą ilością Polaków (7).

mikulowapolanakosciolWspółdziałające z innymi bukowińskimi organizacjami polskimi czerniowieckie Towarzystwo Szkoły Ludowej przed 1915 rokiem założyło kilkadziesiąt Czytelni Polskich TSL na przedmieściach Czerniowiec (Kaliczanka, Klokuczka) i w następujących miejscowościach: Bahrynowce, Baniłów n/Seretem, Baniłów n/Czeremoszem, Bojan, Czudyn, Dawidy (Dawidyny) Zrąb, Dornawatra, Dunawiec, Frasyn, Głęboka, Gurahumora, Jackany (Ickany), Karapczów n/Czeremoszem, Kocmań, Krasna, Laurenka, Łużany, Mikułowa Polana (fot. Kościół, za: poianamicului.ro), Milijów, Nowa Żadowa, Nowosielica, Nowy Sołoniec, Bukowiec (Paltynosa), Panka, Piotrowce, Plesza, Radowce, Ruda, Sadogóra, Seret, Solka, Stara Huta, Stróżeniec, Terebleszty, Waszkowce n/Czeremoszem, Waszkowce n/Seretem, Wyżnica, Zastawna i Żuczka. Przy większości z nich zaistniały Polskie Kasy Raiffeisena, prywatne szkoły TSL, np. w Bułaju, Łużanach, Pance, Rarańczy i Starej Hucie, kursy języka polskiego i historii ojczystej, a latem półkolonie zwane korpusami wakacyjnymi (8).

Większość tych Czytelni i przedsiębiorstw przy nich istniejących świetnie funkcjonowała, nawet gdy zarządzali nimi ludzie ledwie umiejącymi czytać, pisać i rachować. W większości z nich mimo niewielkich zbiorów kwitło czytelnictwo książek i prasy, odbywały się niedzielne i świąteczne spotkania towarzyskie, popularne odczyty i dyskusje oraz wiece na tematy żywotne, spotkania opłatkowe i przedstawienia jasełkowe w okresie Bożego Narodzenia i święcone w czasie Wielkanocy. Ponadto z okazji świąt narodowych i kościelnych urządzano uroczyste obchody złożone z uroczystych nabożeństw, okolicznościowych przemówień i prelekcji, deklamacji wierszy, śpiewu patriotycznych i religijnych pieśni, amatorskich przedstawień teatralnych i kończących je zazwyczaj zabaw tanecznych. W ten sposób obchodzono uroczyście rocznicę ślubów Jana Kazimierza jako święto Królowej Korony Polskiej oraz rocznicę uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja, rocznice naszych powstań narodowowyzwoleńczych, rocznicę śmierci Adama Mickiewicza, jubileusze ks. Piotra Skargi, Zygmunta Krasińskiego, Juliusza Słowackiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego oraz jubileusze istniejących na Bukowinie instytucji i organizacji polskich.

Podobnie oddawano cześć rodakom szczególnie cenionym za ich działalność na rzecz bukowińskich środowisk polskich, jak dr Stanisław Kwiatkowski (poseł sejmowy i radny czerniowiecki oraz prezes Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej tudzież Towarzystwa Szkoły Ludowej).

wyznicamuzeumOprócz tego bardzo uroczyście obchodzono jako ogólnobukowińskie wydarzenia narodowe poświęcenie Domów Polskich w Czerniowcach (3 grudnia 1905), Suczawie, Waszkowcach (3 lipca 1910); poświęcenie boiska sokolego w Czerniowcach (4 lipca 1909), powstanie gniazd Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Czerniowcach (22 stycznia 1892), Kaczyce (19 maja 1907), Wyżnicy (1903) (fot. Wyżnica, Muzeum Krajoznacze, za Wikipedią) i Waszkowcach n/Czeremoszem (3 lipca 1910).

Ta rozległa i coraz owocniejsza działalność polskich instytucji i stowarzyszeń na Bukowinie zamarła po wybuchu pierwszej wojny światowej. Znaczna część działaczy podlegających obowiązkowi służby wojskowej została zmobilizowana, najmłodsi ochotniczo zaciągnęli się do Legionów Polskich. Jeszcze inni jako urzędnicy państwowi zostali ewakuowani do Czech względnie w inne rejony Austrii. Z chwilą zajęcia Bukowiny przez Moskali i podczas działań wojennych zniszczono znaczną część szkół, Czytelni Polskich oraz ich zbiorów. Poszukiwanie zaś polskich działaczy narodowych przez władze moskiewskie spowodowało, że niektórzy z nich jak superior kaczycki ks. Wojciech Grabowski czy dr Stanisław Kwiatkowski musieli się ukrywać. Inni, jak wspomniany proboszcz Bojany ks. Jakub Cwynarski za swoją duszpasterską postawę został skazany na zesłanie, z którego już nie powrócił. Jednym słowem bukowińscy Polacy podczas wojny utracili bardzo wiele wybitnych jednostek, bez których po nastaniu pokoju trudno było przywrócić dawną świetność przedwojenną, zwłaszcza iż pod koniec wojny rzezie ukraińskie we wschodniej Małopolsce, przemarsz wojsk polskich i pobyt licznych uchodźców wymagał dużych nakładów i osobistego zatrudnienia.

Przedstawiwszy bardzo ogólny zarys istotnego fragmentu dziejów bukowińskich Polaków pod rządami austriackimi należy go zamknąć kilkoma istotnymi uogólnieniami. Z punktu widzenia prawa obowiązującego w Austrii położenie Polaków na Bukowinie było podobne jak w Galicji. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. W przeciwieństwie do położenia Polaków galicyjskich Polacy na Bukowinie byli mniejszością w stosunku do Rumunów i Rusinów i na dodatek, poza nielicznymi osadami wyłącznie lub prawie wyłącznie zajmowanymi przez Polaków, żyli w znacznym rozproszeniu, co przy ówczesnych środkach komunikacyjnych, skazywało ich na izolację od rodaków innych miejscowości. Bezwzględnie wykorzystywały to ówczesne władze zdominowane przez germanizatorów, rumunizatorów i prorusińskie w zależności od układania się warunków politycznych. Uwidoczniało się to przy okresowych (co 10 lat) spisach powszechnych, które zawsze świadomie i z premedytacją pomniejszały liczbę posługujących się językiem polskim jako ojczystym. Temu celowi służyło m.in. wyodrębnienie górali polskich i nazwanie ich Słowakami oraz przypisywane Polakom obcej mowy towarzyskiej tylko dlatego, że tak wbrew oświadczeniom zainteresowanych decydował komisarz spisowy lub inny urzędnik gminny. Tego typu praktyki sprawiały, że urzędowe spisy ludnościowe wykazywały dużo mniejszą liczbę Polaków. Podobne praktyki panowały w niektórych gminach i szkołach, gdzie częstokroć Polakom przypisywano narodowość niemiecką, rumuńską czy rusińską. Wszystko to sprawiało, że chociaż przybywało Polaków, w statystykach szkolnych i urzędowych Polaków ubywało. Z szkół znikał język polski jako wykładowy, a nawet jako przedmiot nadobowiązkowy.

nowysoloniectablicaUświadomienie sobie poniesionych strat przez światlejszych Polaków sprawiło, że uznano za konieczne zorganizowanie społeczeństwa polskiego dla skutecznego przeciwstawienia się niebezpiecznym tendencjom. W miarę powstawania kolejnych organizacji czerniowieckich, a potem rozszerzania ich na inne ośrodki polskie na Bukowinie pod kierownictwem bukowińskiego politycznego Koła Polskiego wzmocniono poczucie narodowe, dumę narodową i stopniowo zaczęto odzyskiwać utracone pozycje (fot. Tablica w Nowym Sołońcu, za Wikipedią). Zjednoczenie wszystkich stanów w pracy dla jednego celu spowodowało, że w wyniku wysiłku wszystkich stowarzyszeń i instytucji polskich m.in. wychowano nowe pokolenie Bukowińczyków, którzy po wybuchu pierwszej wojny światowej masowo i ochotniczo zgłaszali się do Legionów Polskich, służąc głównie w jednostkach II. Brygady, zwanej Żelazną lub Karpacką z racji niezłomności i skuteczności w działaniach bojowych w Karpatach, na Bukowinie, w Besarabii i na Wołyniu.

(3) Mamy tu na myśli coroczne schematyzmy Archidiecezji Lwowskiej obrządku łacińskiego z XIX. i XX. w.; Emila Biedrzyckiego Historia Polaków na Bukowinie (Kraków 1973) ; Grzegorza Cicimirskiego Polacy na Bukowinie i zadania oświatowe TSL (Kraków 1907); Ottona Mieczysława Żukowskiego Bukowina pod względem topograficznym, statystycznym i historycznym ze szczególnym uwzględnieniem żywiołu polskiego (Czerniowce, Lwów 1914); Mariusa Petraru Polacy na Bukowinie w latach 1775-1918 (Kraków 2004) i szereg publikacji J.Bujaka łącznie z najświeższą pt. Gazeta Polska 1883-1914 (Kraków 1913).

(4) Jakub Petrowicz był potomkiem rodziny szlacheckiej. Urodził się w Bossańczy w powiecie suczawskim 24 lipca 1815, zmarł 1899 r. Nauki początkowe pobierał częścią w domu rodzicielskim w Bossańczy, częścią w suczawskiej szkole ludowej. Do szkoły średniej uczęszczał w Czerniowcach i ukończył ją w 1831 r. Potem z oddawał się gospodarstwu rolnemu i pod okiem ojca oraz brata dr. Krzysztofa stał się wybitnym teoretykiem i praktykiem przede wszystkim w rolnictwie. Ożenił się z Antoniną Mikulową, córką Stefana Mikulego, a siostrą Karola Mikulego, dyrektora lwowskiego Towarzystwa Muzycznego. Po ożenku osiadł we wsi rodzinnej Werenczanka i w krótkim czasie dzięki wzorowemu zarządowi podniósł wydajność gospodarstwa. Będąc właścicielem realności w Czerniowcach w roku 1864 został wybrany radnym miejskim , a następnie pierwszym prezydentem m. Czerniowce. W przeciągu jednej trzyletniej kadencji pod wielu względami odmienił miasto do niepoznania. W poczuciu odpowiedzialności za majątek rodzinny odmówił kandydowania na burmistrza w następnej kadencji. Za pracę burmistrzowską został odznaczony Orderem Żelaznej Korony III. klasy, a Rada Miasta w uznaniu jego zasług umieściła jego portret naturalnej wielkości w sali prezydialnej Magistratu (Wg. Jakub Petrowicz. Pierwszy prezydent miasta Czerniowce (Wspomnienie z okazji 10-ej rocznicy zgonu). Gazeta Polska 1909, nr 97, s. 3).

(5) Szersze omówienie dotyczące polskiego teatru, Bratka oraz następnych czasopism polskich w Czerniowcach czytelnik znajdzie w: Zaczyny dziennikarstwa polskiego na Bukowinie (Kraków 2006).

(6) Zainteresowani sprawą więcej wiadomości znajdą w artykule J. B. Bukowina – rzymskokatolickie obiekty sakralne [w:] Świat relacji polsko-rumuńskich. Suceava 2012, s. 319-336. Oprócz ogólnego zarysu dziejów tegoż budownictwa jest tam wykaz miejscowości i obiektów sakralnych wraz szczegółowymi informacjami o niektórych, jeżeli udało się do nich dotrzeć.

(7) Więcej szczegółowych wiadomości na powyższy temat zainteresowani znajdą w ostatnio wydanej monografii pt. Gazeta Polska 1883-1914, Kraków 2013, gdzie m.in. jest mowa o szkołach ludowych w: Baniłowie n/Czeremoszem, Bojanie, Bułaju, Czerniowcach, Denesówce, Dunawcu i Laurence, Głębokiej, Gogolinie, Gurahumorze, Jackanach, Kocmaniu, Łużanach, Mikułowej Polanie, Nowej Żadowie, Nowosielicy, Pance, Piotrowcach, Pleszy, Radowcach, Rarańczy, Rudzie, Sadogórze, Starej Hucie, Stróżeńcu, Suczawie, Tereblesztach, Toporowcach i Waszkowcach n./Czeremoszem.

(8) Bliższe wiadomości na ich temat w: Gazeta Polska 1883-1914, Kraków 2013.

Lwów – Kijów, 24 lutego 2014 r.

fopnulogoFederacja Organizacji Polskich na Ukrainie wyraża głębokie współczucie wszystkim rodzinom zamordowanych w Kijowie i innych miastach Ukrainy podczas ostatnich tragicznych wydarzeń. Oddajemy hołd ofierze krwi Bohaterów Majdanu i pogrążeni w bólu modlimy się za wieczny spokój ich dusz. Pamięcią i modlitwą ogarniamy również wszystkich rannych a także tych, których los do dziś jeszcze pozostaje nieznany.

Jako obywatele Ukrainy narodowości polskiej wyrażamy nadzieję, że przemiany rozpoczęte pokojowym protestem Euromajdanu i okupione krwią jego heroicznych obrońców zaowocują budową państwa w pełni demokratycznego i szanującego godność oraz wolę swoich obywateli. My, Polacy z Ukrainy, podobnie jak nasi ukraińscy członkowie rodzin, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy chcemy żyć w bezpiecznej, demokratycznej Ukrainie, która jest częścią europejskiej rodziny wolnych narodów. Deklarujemy pełne wsparcie dla demokratycznie wyłonionych władz oraz gotowość wzięcia współodpowiedzialności za pomyślny rozwój Ukrainy w jej obecnych granicach.

Historia na zawsze złączyła nasze narody. Polacy i Ukraińcy od wieków mieszkali obok siebie, zakładali rodziny, pomagali w budowie swoich domów, rozwijali miasta i modlili się do tego samego Boga. W naszej wspólnej historii nie brakuje jednak momentów tragicznych, bolących wciąż ran i niezaschniętych łez. Nie chcemy i nie możemy o nich zapominać, bo oznaczałoby to brak szacunku dla naszych ojców i dziadków. Najbardziej jednak bolesne karty naszych wspólnych dziejów nie mogą przysłonić nam odpowiedzialności za los naszych dzieci, wnuków oraz przyszłość Ukrainy i Polski. Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy i nie ma wolnej Ukrainy bez wolnej Polski.

Dziś, w przełomowym momencie historii państwa ukraińskiego oraz jednym z kluczowych momentów w dziejach współczesnej Europy, Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie stanowczo oświadcza, że każde słowo i czyn, które będą zmierzać do skonfliktowania naszych narodów są sprzeczne z interesem oraz wolą Ukraińców i Polaków. Podsycanie negatywnych emocji oraz budowanie politycznego kapitału na tragicznych momentach naszej historii nie służy dziś ani państwu ukraińskiemu, którego pełnoprawnymi obywatelami są przedstawiciele polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie, ani państwu polskiemu, będącemu dla nas drugą ojczyzną.

Apelujemy do środowisk kresowych w Polsce i wszystkich naszych rodaków o wsparcie dla procesu budowy demokratycznego państwa ukraińskiego. Dziękujemy tym wszystkim Polakom - obywatelom Ukrainy, którzy byli obecni wśród obrońców Majdanu i tym naszym rodakom, którzy od wielu tygodni nieśli im pomoc. Dziękujemy polskim lekarzom, dziennikarzom i politykom oraz wszystkim ludziom dobrej woli za wspaniałe gesty solidarności ze społeczeństwem ukraińskim, którego częścią jesteśmy.

Niech żyje wolna Ukraina i niech żyje wolna Polska!

Z up. Zarządu FOPnU Teresa Dutkiewicz, wiceprezes

Tekst i ilustracja za: http://www.kuriergalicyjski.com/index.php/polacynaukr/polskaaktywn/3084-o-wiadczenie-federacji-organizacji-polskich-na-ukrainie

Jan Bujak

IV. Bukowińscy Polacy w granicach Wielkiej Rumunii (1918-1940)

Jak wspomniano w poprzednim rozdziale znaczna część Polaków walczyła podczas pierwszej wojny światowej w formacjach austriackich i polskich. Część z nich poległa na polu chwały, część walczących w Legionach Polskich lub szeregach austriackich zasiliła stan osobowy wojska polskiego i pozostała w Polsce, inna część po trudach wojennych powróciła do swoich rodzin na Bukowinie podobnie jak ewakuowani do Austrii. Znacznie uszczuplone środowiska polskie na Bukowinie próbowały odrodzić i odtworzyć przedwojenne stowarzyszenia i instytucje polskie. Okazało się jednak, że chociaż bukowińscy Polacy w 1918 r. opowiedzieli się za przyłączeniem Bukowiny do królestwa Rumuńskiego i otrzymali zapewnienie ze strony rumuńskiej, iż zachowają należne im prawa narodowościowe z czasów austriackich, to jednak nie doczekali się dotrzymania obietnic.

wielkarumuniaPo pierwszych kilku latach rządów rumuńskich (il. Mapa Wielkiej Rumunii, 1920-1940, za Wikipedią), które miały zgodnie z traktatem wersalskim na obszarze Bukowiny postępować zgodnie obowiązującym prawem austriackim przez dziesięć lat, usunięto język polski z dotychczasowych szkół polskich. Od nauczycieli polskich podobnie jak urzędników polskich zażądano znajomości języka rumuńskiego. Na kierownicze i dyrektorskie stanowiska wprowadzono Rumunów, skutkiem czego wielu dotychczasowych dyrektorów i urzędników rozmaitych przedsiębiorstw, w tym kolejarzy z wysokimi kwalifikacjami zawodowymi i nauczycieli narodowości polskiej poczuło się niepotrzebnymi i opuściło Bukowinę, by udać się do Polski i pracować dla jej odrodzenia. W ten sposób bukowińscy Polacy po poniesionych stratach wojennych zostali pozbawieni kolejnej grupy najpotrzebniejszej inteligencji do odrodzenia względnie zorganizowania się do życia w nowych i mniej korzystnych warunkach. Według obliczeń Karola Schwanna w roku 1923 w okręgu Konsulatu Generalnego w Czerniowcach na Bukowinie znajdowało się 40000 Polaków, z czego połowa znajdowała się w czterech miejscowościach (Czerniowce – 16250, Stróżeniec – 1500, Nowy Sołoniec – 1300, Waszkowce – 1190), a reszta w dwudziestu czterech miejscowościach (9).

Większość przedwojennych instytucji i stowarzyszeń nie mogła istnieć i działać. Takim stowarzyszeniem okazało się dawniejsze polityczne Koło Polskie, Towarzystwo Szkoły Ludowej, inne musiały zmienić statuty i swój charakter. Zaszła potrzeba tworzenia nowych stowarzyszeń dostosowanych do narzuconych ograniczeń. Nawet bukowińskie parafie i zgromadzenia zakonne nie mogły nadal należeć do zwierzchności znajdujących się Polsce. W połowie lat dwudziestych XX. w. bukowińskie rzymskokatolickie i ormiańskokatolickie parafie oderwano od archidiecezji lwowskich i przyłączono do diecezji w Jassach, a bukowińskie zgromadzenia zakonne stały się zalążkami podprowincji formalnie niezależnych od zgromadzeń macierzystych w Polsce. Polacy pragnący nadal pozostać na Bukowinie musieli przyjąć obywatelstwo rumuńskie. To samo dotyczyło osób konsekrowanych. A mimo to nie mieli prawa pełnić funkcji kierowniczych w przedsiębiorstwach rumuńskich i posiadać drukarni.

Mimo bardzo znacznego uszczuplenia grona najaktywniejszych działaczy, Polacy rozpoczęli intensywną pracę nad zorganizowaniem się od nowa i kontynuowanie działalności sprzed wojny. Nadal najaktywniejsze okazało się środowisko czerniowieckie. Jednym z przejawów tego było polskie czasopiśmiennictwo.

Pierwszym niezależnym organem polskim stał się Głos Ludu, którego pierwszy numer ujrzał światło dzienne przed schyłkiem 1918 r. Tygodnik ten od samego początku był wyrazicielem opinii jednego z nowych ugrupowań, które chciało przewodzić Polakom nie tylko bukowińskim, ale całej Wielkiej Rumuni. Redakcją pisma kierował były redaktor przedwojennej Gazety Polskiej, Henryk Stanisław Zucker (1863-1932).

gazetapolska1890Niebawem obok tego pisma w roku 1921 zaczęła się pojawiać Bukowińska Gazeta Polska, z ktorej artykułów programowych wynikało, iż nawiązując do przedwojennego dorobku polskiego na Bukowinie pragnie kontynuować politykę wcześniejszego Koła Polskiego i programu Gazety Polskiej z lat 1883-1914 (fot. Gazeta Polska, winieta z 1890 roku, za: wolka-turebska.internetdsl.pl). Nie wiadomo, kto ją wydawał i redagował. Być może głównym jej sprawcą był dr Stanisław Kwiatkowski i ktoś z jego najbliższego kręgu, kto deklarował: Gazeta ta będzie służyć tylko myśli narodowej, ale takiej, jak ją odczuwa serce polskie, proste! Serce niewykoślawione pychą, nieprzykute do rydwanu przełożonych, nie przygniatane obawą niełaski ministrów, niezatrute myślą o zasługiwaniu się awansu lub intratnej posady! W Gazecie będą tylko głosy takich serc, w których panuje jedna myśl POLSKA! (10).

Żywot Bukowińskiej Gazety Polskiej był krótki, najprawdopodobniej kilkumiesięczny, ale być może nie bezowocny, bo pod koniec 1922 r. Głos Ludu przemianował się na Gazetę Polską, która z czasem nazwana zostala Czerniowiecką Gazetą Polską, która do początku lat trzydziestych reprezentowała poglądy jednej z orientacji bukowińskich Polaków. Z czasem w połowie lat dwudziestych pojawił się Głos Prawdy, wydawany przez jeszcze inne ugrupowanie nazwane Kołem Polskim, a któremu przewodził dr Grzegorz Szymonowicz. Pismo to, początkowo wydawane dwa razy w tygodniu, później jako tygodnik, od samego początku ostro walczyło z Gazetą Polską jako organem ugrupowania uprawiającego zupełnie odmienną politykę. Ciągłe utarczki między obydwoma ugrupowaniami i ich organami nie służyły zjednoczeniu i zorganizowaniu się Polaków bukowińskich, besarabskich i mieszkających w całej Rumunii. W roku 1930 na krótko do istniejących wydawnictw prasowych dołączył Głos Ludu, organ ludzi pracy nie akceptujących ideologii socjalistycznych. W pierwszym powojennym dziesięcioleciu niewielki wpływ na rozgardiasz w środowiskach polskich wywarł fakt istnienia ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Bukareszcie i pierwszych czerniowieckich konsulów RP (11).

ksiadzalukasiewiczDopiero dzięki następnym konsulom i części działaczy bukowińskich jak ks. prałat Andrzej Łukasiewicz (fot. Ksiądz prałat Andrzej Łukasiewicz, za: bohosiewicz.pl) (12), dr Aleksander Skibniewski z Głębokiej, Tytus Czerkawski z Baniłowa n/Seretem oraz innych przywódców organizacji polskich udało się zażegnać wewnętrzne konflikty, powołać do życia Komitet Porozumiewawczy z jego organem prasowym Polak w Rumunii (1931-1933) i za ich pośrednictwem ponownie scalić środowiska polskie, czego ostatecznym przypieczętowaniem w roku 1933 stał się Związek Stowarzyszeń Polskich w Rumunii, Polski Związek Szkolny, Kurier Polski w Rumunii (1933-1939) z jego dodatkami Kurier dla dzieci; Kurier kobiecy; Kurier młodzieżowy; Głos młodzieży polskiej w Rumunii; Kurier rolniczo-ogrodniczy i handlowy i samodzielnym wydawniczo pt. Młodzi (1936) (13).

Wszystkie te czasopisma jako reprezentujące odmienne punkty widzenia nie odegrały takiej roli jak Gazeta Polska w latach 1883-1914. Również najstarsze organizacje jak Polskie Towarzystwo Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” , Stowarzyszenie Rękodzielników Polskich „Gwiazda”, Towarzystwo Akademików Polskich „Ognisko” czy „Lechia” w nowych okolicznościach nie posiadały warunków do rozwinięcia działalności na taką skalę, jak przed wybuchem wojny. Podobnie Polska Macierz Szkolna, a po niej Polski Związek Szkolny mimo najlepszych chęci nie były w stanie kontynuować działalności na taką skalę, jak istniejące przed nimi Towarzystwo Szkoły Ludowej, które jeszcze w pierwszych latach powojennych doprowadziło do wzniesienia szeregu Domów Polskich na prowincji (14), uruchomić na nowo Czytelnie i Szkoły Polskie. Jednakże po pierwszych kilku latach władze rumuńskie ograniczyły tę działalność do czynności natury prywatnej, co pociągnęło za sobą pozbawienie dzieci polskich ojczystego języka wykładowego, a najczęściej nauki tegoż języka jako przedmiotu. Polska Macierz Szkolna, a potem Polski Związek Szkolny próbowały zrekompensować te straty przez urządzanie prywatnych szkółek i kursów języka polskiego. Jednakże skromne środki finansowe nie wystarczały na objęcie kształceniem wszystkich dzieci i całej młodzieży. Emil Biedrzycki podaje na podstawie sprawozdań PZS z połowy lat trzydziestych XX w., że nauką polszczyzny w prywatnych polskich szkołach powszechnych na całej Bukowinie objętych było zaledwie 900 uczniów, a w szkołach państwowych 1718, gdy z kursów języka polskiego korzystało zaledwie 166 osób. Było to stanowczo za mało w stosunku do potrzeb kilkudziesięciotysięcznej mniejszości polskiej na Bukowinie.

leonardmoczulskiOgraniczone działania towarzystw oświatowych okresu międzywojennego w jakimś stopniu były wspierane przez inne legalnie działające organizacje, m.in. powstałe w tym okresie, jak podporządkowany rumuńskiemu przywództwu Związek Harcerstwa Polskiego, Związek Byłych Ochotników Wojsk Polskich oraz ogólnorumuński Komitet Wychowania Fizycznego. Ten ostatni rozwinął na znaczną skalę ruch sportowy wśród młodzieży polskiej. Doprowadził do powstania całego szeregu klubów sportowych pod nazwami polskimi i rywalizacji między nimi w urządzanych rozgrywkach w wielu dyscyplinach sportowych, lekkoatletycznych i gier zespołowych. Związek Byłych Ochotników Wojsk Polskich poprzez swoich delegatów urządzał spotkania z rodakami, aby przy tej sposobności wygłaszać odczyty i rozdawać wydawnictwa polskie (fot. Generał Leonard Moczulski [Mociulschi], 1889-1979, wierny i zasłużony żołnierz Rumunii, za: dompolskibukareszt.ro).

Wszystkie polskie organizacje i instytucje we współdziałaniu z rzymskokatolickimi i ormiańskokatolickimi kapłanami polskimi nadal urządzały uroczyste obchody świąt kościelnych i narodowych jak poprzednio, ale wzbogaconych o obchody rocznicy odzyskania niepodległości 11 listopada 1918 r, zwycięskiej bitwy warszawskiej 15 sierpnia 1920 r., rocznicy szarży rokitniańskiej (13 czerwca 1915 r.), wymarszu pierwszych drużyn bukowińskich do powstających Legionów Polskich (25 sierpnia 1914 r.), imienin marszałka Józefa Piłsudskiego (19 marca), Święta Morza itd.

To rozwijało się i trwało do napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. Po tej dacie wszystko to zamarło wskutek skupienia się na wszechstronnej pomocy dla uchodźców z Polski. Sprawie uchodźców podporządkowane zostały zainteresowania czerniowieckiego Kuriera Polskiego w Rumunii i całej bukowińskiej społeczności polskiej przede wszystkim w tych miejscowościach, przez które przejeżdżały wielotysięczne rzesze żołnierzy i cywilów, potrzebujących żywności, noclegów i moralnego wsparcia. Wraz z tą falą uchodźców na Zachód odpłynęła również pewna ilość bukowińskiej młodzieży polskiej. Najaktywniejsza część bukowińskiego społeczeństwa – w tym duchowni - włączyła się do prac konspiracyjnych na rzecz Rzeczypospolitej. Poza tym życie zwłaszcza środowisk prowincjonalnych znacznie zubożało i sprowadzało się głównie do praktyk religijnych. Przyczyniły się do tego: okazywana nieufność władz rumuńskich i przeprowadzane w domach polskich rewizje. Ten stan rzeczy utrzymywał się do schyłku czerwca 1940 r.

(9) Dunawiec z Laurenką – 930, Bojan – 920, Kaczyka – 900, Suczawa – 890, Głęboka – 800, Mikułowa Polana – 700, Kocmań 560, Żadowa – 450, Radowce – 430, Seret – 430, Panka – 390, Plesza – 375, Bułaje – 360, Łużany – 330, Baniłów n/Czeremoszem – 320, Jackany – 310, Ruda – 310, Gurahumora – 300, Wyżnica – 300, Zastawna – 260.

(10) Co zmusiło lud polski na Bukowinie powołac do życia Niezawisłą Radę Ludu Polskiego? Bukowińska Gazeta Polska 1921, nr 1, s. 2.

(11) Pierwszym konsulem honorowym Rzeczypospolitej był wielce zasłużony dla Bukowiny, Czerniowiec i bukowińskich Polaków dr Stanisław Kwiatkowski (1862-1925), wybitny lekarz, ordynator szpitala czerniowieckiego, radny miasta Czerniowiec, poseł na sejm bukowiński, wieloletni prezes czerniowieckiego Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej, Czerniowieckiego Koła Towarzystwa Szkoły Ludowej, założyciel pierwszego prywatnego Gimnazjum Polskiego w Czerniowcach – jeden z najwybitniejszych i najofiarniejszych działaczy narodowych. Po nim urząd konsula RP w latach 1920-1928 pełnił Eustachy Lorenowicz. Następnie placówkę objął Mieczysław Grabiński na okres 1930-1933. W latach 1933-1940 urząd Konsula Generalnego RP w Czerniowcach sprawnie i nader owocnie piastował z wielkim pożytkiem dla bukowińskich Polaków Marian Uzdowski.

(12) Ks. prał. Andrzej Łukasiewicz (1879-1951) w tym czasie był proboszczem parafii ormiańskokatolickiej w Czerniowcach i zapisał się w pamięci Ormian Polskich i Polaków bukowińskich jako bardzo czynny i ceniony patriota tudzież społecznik. Jego mądrym zabiegom Polacy i Ormianie Polscy zawdzięczają powołanie Komitetu Porozumiewawczego, który doprowadził do zjednoczenia wszystkich Polaków i ich organizacji w jednym Związku Stowarzyszeń Polskich w Rumunii, zawieszenia kilku zwalczających się periodyków polskich i wydawania w ich miejsce Polaka w Rumunii, organu tegoż Komitetu. Księdzu prałatowi A. Łukasiewiczowi wiele zawdzięczają zasłużone dla kultury polskiej Towarzystwo Bratniej Pomocy i Czytelni Polskiej w Czerniowcach – macierz niemal wszystkich organizacji polskich na Bukowinie i w Rumunii, którym prezesował w okresie międzywojennym. Za jego sprawą pojawił się Kurier Polski w Rumunii. Tygodnik. Organ Związku Stowarzyszeń Polskich, który z upływem czasu i okoliczności politycznych zmienił tytuł i podtytuł, po wybuchu wojny stał się organem wszystkich Polaków nie tylko stale, ale i przejściowo przebywających w Rumuni i na uchodźstwie.

(13) Więcej wiadomości o Kurierze Polskim w Rumunii znajduje się w referacie J. B. pt. Czasopiśmiennictwo Polaków bukowińskich wobec napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. [w:] Druga wojna światowa na tle stosunków polsko-rumuńskich. Suceava 2000, s. 90-112.

(14) W okresie międzywojennym istniały i funkcjonowały Domy Polskie m.in. w następujących miejscowościach: Baniłów, Czerniowce, Dawidy Zrąb, Dunawiec, Jackany-Dworzec, Głęboka, Kaczyka, Karapczów, Kocmań, Laurenka, Łukawiec, Mikułowa Polana, Nowa Żadowa, Nowy Sołoniec, Panka, Plesza, Sadogóra, Stróżeniec, Suczawa, Waszkowce, Wyżnica i Zastawna.

miroslawborutaMirosław Boruta

13 lutego 2014 roku w sali konferencyjnej Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, przy ul. Jagiellońskiej 6 została zaprezentowana monografia autorstwa dr. Jana Bujaka, ps. „Bukowińczyk” na temat czerniowieckiej "Gazety Polskiej 1883-1914"

20140213jb0Tak podczas prezentowania monografii, jak i odpowiedzi na pytania, pochodzący z Bukowiny i jeżdżący tam często Autor wykazał maksimum kompetencji i znajomości środowiska bukowińskich Polaków.

Trzeba się niezwykle cieszyć, że Polska posiada takich ekspertów i żałować, że do ich poziomu ani trochę nie dorastają władze "odpowiedzialne" za pomoc dla środowisk polskich za granicą. Część zebranych rozstała się z nadzieją, że ta sytuacja niebawem, po wyborach, ulegnie zmianie na lepsze 😉

janbujakgazetapolskaWarto także docenić wysiłek p. dr. Jana Bujaka i Jego Najbliższych, by dzieło "Gazeta Polska w Czerniowcach 1883-1914" (fot. dziennikpolski24.pl), kopalnia wiedzy o Polakach i ich wysiłkach dla utrzymania polskości ujrzało światło dzienne.

Docenił to z pewnością jeden z uczestników wieczoru, p. Antoni Gazda pisząc, drukując, a wreszcie i recytując okolicznościowy wiersz.

Utwór  "Niech orzeł runie" z 23 stycznia 2014 roku, zadedykowany został pp. Anieli i Janowi Bujakom dla Wszystkich Dzieci Bukowiny:

Dla nas Ojczyzna się zaczyna, tam gdzie kochana Bukowina,
gdzie Orzeł skrzydła swe rozległe wznosi nad serca niepodległe,
i nad ten głos co nuci swojsko serdeczną pieśń:
Kocham Cię Polsko!

20140213jb1Naród, Ojczyzna, Patriotyzm –
każdy potrafi myśleć o tym
a może coś uczynić nawet
z szansą na wrogość i niesławę.

Zbyt często tak to z nami bywa,
że Orzeł w nas się w lot wyrywa,
mając spętane woli skrzydło
myślą przewrotną, złą, obrzydłą.

W "czekoladowym kacu" leży
nim znów – że Honor ma – uwierzy,
nim wielką walkę w sobie stoczy,
nim się w Rycerza przeistoczy.

20140213jb2Bo w końcu spadnie zeń plugawy
kaftan frazesów, słów głupawych –
i moc się w troskę przyoblecze
i runie ogniem cnót i mieczem...

W boju ze zdrajcą i szalbierzem,
nie sięgnie serca lęk, obawa –
czy aby nie przegrana sprawa,
bo Prawda – będzie mu puklerzem.

Dzięki p. Antoniemu Gaździe możemy także zaprosić Państwa do lektury biogramu dr. Jana Bujaka, pióra dr hab. Henryki Kramarz, em. profesor Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie:
http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/19/slownik.html.

(Od Redakcji): Warto wiedzieć, że w latach 1866–1874 oraz 1887–1905 burmistrzem Czerniowiec był Antoni Kochanowski, drugi po Jakubie von Pietrowiczu Polak na tym stanowisku. W 1930 roku miasto, należące wówczas do Rumunii, miało 112 427 mieszkańców w tym Polacy (i polscy Ormianie) stanowili 8% (ok. 9.000 osób). W 1925 roku do Rady Miejskiej Czerniowiec wybrany został Grzegorz Szymonowicz, który sześć lat później objął urząd wiceburmistrza.

Dzisiaj polska społeczność Czerniowiec liczy 2. 500 osób, a Dom Polski w Czerniowcach mieści siedzibę główną Obwodowego Towarzystwa Kultury Polskiej im. Adama Mickiewicza, które zrzesza ponad 500 osób.

Jan Bujak

V. Rozdwojenie Bukowiny w wyniku drugiej wojny światowej i jego następstwa dla Bukowińczyków narodowości polskiej

Trzy kwartały po rozdrapaniu Polski przez Niemcy i Związek Sowiecki podobny los spotkał Bukowinę, której północną część zagarnął Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, południową pozostawiając przy Rumunii. Wskutek tego wielu Polaków pełniących funkcje urzędowe w Rumunii oraz ziemianie uszli do Rumunii. Pozostali na miejscu doświadczyli losu charakterystycznego dla obywateli radzieckiego totalitaryzmu. Jednych wywieziono na Syberię (15), innych rozmaitymi środkami naglono do kołchozów, wszystkim utrudniano praktyki religijne, m.in. młodzież szkolną zmuszano do udziału w lekcjach w dni świąteczne, jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Równocześnie tajemnie przygotowywano listy Polaków do kolejnych deportacji. W tym czasie nie działały żadne organizacje polskie, a ich wcześniejszy dorobek w znacznej części został rozproszony lub zniszczony.

W przeciągu kilku miesięcy rozwinęła się niemiecka akcja propagandowa zmierzająca do repatriacji Niemców. Ponieważ część Polaków znajdowała się w mieszanych związkach małżeńskich z Niemcami, u schyłku 1940 r. wraz z Niemcami opuściła Bukowinę. Do Niemiec wyjechali też Polacy obawiający się aresztowania i zsyłki „na białe niedźwiedzie”. Od jesieni 1940 do 1946 katolikami na północnej Bukowinie byli wyłącznie Polacy. Być może ta sprawa inaczej wyglądała na Bukowinie południowej, gdzie może ktoś z Niemców nie uległ nachalnej agitacji i pozostał w Rumunii. Jest pewne, że wskutek akcji wyjazdowej do Niemiec znowu skurczyła się liczba Polaków na Bukowinie.

Po najeździe niemieckim 22 czerwca 1941 r. na ZSRR północna Bukowina ponownie wróciła pod rumuńskie panowanie. Ale to panowanie zdecydowanie różniło się od rządów króla Karola II. Rumunia sprzymierzona z Niemcami zmieniła stosunek do Polaków, a ponieważ toczyła wojnę z Sowietami powoływała do wojska również Polaków będących rumuńskimi obywatelami. Tym spośród nich, którzy władali językiem niemieckim, stwarzano możliwość służby w wojsku niemieckim. Jak na ironię udało się niektórych zbałamucić i ubrać w mundury niemieckie. Ta współpraca niemiecko-rumuńska zaowocowała m.in. aresztowaniem wielu Polaków za patriotyczną działalność w okresie przedwojennym i po niemiecko-radzieckim najeździe na Polskę. Ofiarami tej współpracy padło też kilku polskich księży, m.in. długoletni waszkowiecki proboszcz i działacz narodowy ks. Marceli Zawadowski, czerniowiecki proboszcz parafii ormiańskokatolickiej i działacz polski okresu międzywojennego ks. prałat Andrzej Łukasiewicz. Dla pierwszego z nich pobyt zakończył się śmiercią. Nie wiadomo, ilu Polaków zginęło w więzieniach, a ilu na frontach.

Ostatecznie sojusz rumuńsko-niemiecki zakończył się fatalnie dla Rumunii, północnej Bukowiny i zamieszkujących ją Polaków, którzy wiosną 1944 r. ponownie znaleźli się pod rządami bolszewickimi. Wkrótce potem także na północnej Bukowinie zaczęły się nieliczne banderowskie mordy na Polakach i napady na majątki i obiekty przemysłowe – puszczane z dymem. Noce rozświetlane łunami pożarów przez długi czas wytrącały Polaków ze snu i budziły powszechną trwogę. Tymczasem władze radzieckie zarządziły pobór do wojska, pozostawiając w domach starców, kobiety z nieletnimi dziećmi i młodzieżą. Przez dłuższy czas nie był znany los powołanych do wojska, aż w końcu okazało się, iż oni znaleźli się w wojsku polskim. To z czasem dało podstawę do ubiegania się o wyjazd ich rodzin do Polski.

Poza tym życie biegło zwyczajnym trybem realnego komunizmu. Rodziny pozbawione sprawnych mężczyzn obciążano podatkami i obowiązkowymi dostawami (zboża, mięsa, nabiału i innych płodów rolnych) przekraczającymi rzeczywiste możliwości. Do tego dochodziły: nocne wyłapywanie młodzieży obojga płci do pracy w Dombasie, brak skutecznej ochrony przed banderowcami, ograniczenie swobody poruszania się (na każde oddalenie się z miejsca zamieszkania należało uzyskać jednorazową przepustkę). Okoliczności doprowadziły do tego, że kiedy pojawiła się możliwość wyjazdu do Polski, w pierwszym rzędzie rodziny wojskowe nie bez rozterek (16) zgłosiły się do komisji ewakuacyjnej. Potem uczynili to inni, tak że w przeciągu lat 1945-1946 transportami wyjechało przynajmniej 10573 Polaków, po których na Bukowinie północnej pozostały tylko ich majątki wartości 3332837 rubli, w tym ponad 1666,41 ha ziemi oraz 294088 budynków wartości 3281225 rubli, kościoły, kaplice i cmentarze oraz znacznie mniej liczni rodacy (17), częstokroć w małżeństwach mieszanych. Zdarzały się przypadki, że rodzice z częścią dzieci pozostawali, podczas gdy reszta potomstwa wyjeżdżała do Polski, skazując się na długotrwałe rozstanie bez możliwości kontaktowania się z rodzinami. Polacy pozostali na Bukowinie do 1990 nie liczyli się jako odrębność narodowa. Zarówno po stronie ukraińskiej jak i rumuńskiej polskość i wiarę katolicką zachowywali dzięki nielicznym księżom i prywatnym zabiegom. Dopiero po 1990 r. zaistniała możliwość tworzenia narodowych organizacji i uczenia się języka polskiego.

suczawaNa Bukowinie północnej powstało Towarzystwo Kultury Polskiej im. Adama Mickiewicza, na Bukowinie południowej – Związek Polaków w Rumunii, który nawiązawszy do dawniejszych tradycji rozwinął działalność w skali całej Rumunii, od przeszło dwudziestu lat wydaje czasopismo Polnus, które informuje o życiu bieżącym Bukowińczyków, a od 2009 publikuje miesięcznymi odcinkami Kronikę bukowińskich Polaków. Jak niegdyś Czerniowce, tak obecnie Suczawa (fot. Suczawa, za: Wikipedią) jest głównym ośrodkiem życia polskiego na Bukowinie i w całej Rumunii, czego wyrazem są corocznie urządzane suczawskie Dni Polskie a w ich ramach sympozja naukowe, owocujące tomami drukowanych materiałów.

bukowinalubanZgoła inaczej miała się sprawa Bukowińczyków z południowej części. Tam akcja ewakuacyjna odbywała się na odmiennych warunkach, rozpoczęła się później i trwała dłużej. Ostatecznie Polacy z całej Bukowiny zostali osiedleni na ziemiach odzyskanych, czyli głównie na Dolnym Śląsku, w Lubuskiem i na Pomorzu Zachodnim. Z kresów jagiellońskich zostali przerzuceni na kresy zachodnie Rzeczypospolitej. Dwa transporty, jeden z Żadowy i okolic pod koniec 1945 r. oraz drugi ze Stróżeńca na początku 1946 r. dotarły do Lubania (fot. "Bukowina ocalona od zapomnienia", za: luban.pl). Przybysze z pierwszego osiedlili się głównie w Pisarzowicach, z drugiego – w Uniegoszczy i Lubaniu. Ile ich przybyło transportami, a ile w inny sposób, np. mężczyźni zdemobilizowani z wojska polskiego czy przebywający w Niemczech od 1940 r., tego niepodobna obliczyć bez szczegółowych badań dokumentacji archiwalnej.

polonusKilka wzmianek powyżej wskazuje, że bukowińskie społeczeństwo polskie było zróżnicowane.

W Czerniowcach i pomniejszych miastach znajdowali się ludzie z wyższym i średnim wykształceniem: lekarze, farmaceuci, prawnicy, ekonomiści, inżynierowie, technicy, duchowni, nauczyciele, rzemieślnicy różnych zawodów pełniący ważne funkcje państwowe i samorządowe, w miasteczkach i na wsiach przede wszystkim rolnicy, rzemieślnicy i nieliczne jednostki inteligencji – ogromny potencjał intelektualny, zawodowy i majątkowy (fot. Okładka "Polonusa" z 2013 roku, za: dompolski.ro).

(15) Jako jeden z typowych a tragicznych przypadków przytoczyć można sprawę dwu rodzin Czmilaków ze Stróżeńca. Najpierw trzej kilkunastoletni chłopcy, Wawrzyniec, syn Józefa i Marii, Bronisław i Władysław, synowie Franciszka i Heleny zostali skazani na obozy za próbę ucieczki do Rumunii, a potem rodziców dwu synów wysłano na Syberię względnie do Kazachstanu. Wszelki ślad po trzech młodzieńcach zaginął.

(16) Powodem rozterek było to, że bukowińscy Polacy posiadali własne nieruchomości. W miastach byli właścicielami domów jednorodzinnych, wielorodzinnych kamienic, willi i pałaców; na wsiach – wielkich majątków ziemskich z obszernymi zabudowaniami dworskimi lub różnej wielkości gospodarstw włościańskich. Pozostawienie cennego wielopokoleniowego dorobku bez jakiejkolwiek rekompensaty nie przychodziło łatwo, zwłaszcza iż nikomu nie udzielano gwarancji uwłaszczenia na terenie Polski mającej odzyskać niepodległość. Jednakże w końcu górę brało polskie poczucie narodowe i świadomość, że pod rządami komunistycznymi nie ma żadnych widoków na polepszenie bytu.

(17) Tutaj należy zauważyć, że na 12019 zgłoszonych do wyjazdu z północnej Bukowiny aż 1446 z rozmaitych względów ostatecznie nie ruszyło się z miejsca.

Zakończenie

Krótki zarys kilkuwiekowych dziejów naszych rodaków bukowińskich pokazuje, iż nie tylko zdołali zachować tożsamość narodową, ale i godnie walczyli o odzyskanie niepodległego państwa polskiego. Wytrwałą pracą i przelaną krwią w walkach dali podstawę do wniosku: Odkąd Polska Polską, a Bukowina Bukowiną, obie te krainy z polskości słyną.

Bibliografia załącznikowa

Emil Biedrzycki: Historia Polaków na Bukowinie. Kraków 1973.
Jan Bujak: Bukowina – rzymskokatolickie obiekty sakralne. [w:] Świat relacji polsko-rumuńskich. Suceava 2012, s. 319-336.
Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów. Życie i działalność księży polskich na Bukowinie [w:] Polonus. Wydanie specjalne. Suceava 2003, s. 33-50.
Jan Bujak: Bukowińczycy na miarę czasów [w:] Bliżej siebie. Relacje polsko-rumuńskie. Suceava 2003, s. 232-242.
Jan Bujak: Czasopiśmiennictwo Polaków bukowińskich wobec napaści niemiecko-radzieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r. [w:] Druga wojna światowa na tle stosunków polsko-rumuńskich. Suceava 2000, s. 90-112.
Jan Bujak: Czytelnia Polska w Nowej Żadowie (1907-1945) [w:] Annales Universitatis Pedagogicae Cracoviensis. Kraków 2009, s. 245-257.
Jan Bujak: „Gazeta Polska” 1883-1914. Kraków 2013.
Jan Bujak: Ksiądz infułat Wojciech Grabowski – superior Księży Misjonarzy, proboszcz w Kaczyce. [w:] Kontakty polsko-rumuńskie na przestrzeni wieków. Suceava 2001, s. 125-131.
Jan Bujak: Migracje Bukowińskich Polaków w latach 1939-1950 [w:] We wspólnocie narodów i kultur. Suceava 2008, s. 15-27.
Jan Bujak: „Nowa Polska” (Bukareszt-Czerniowce 1939-1940). Rocznik Historii Prasy Polskiej. 2005 T. 8, z. 2, s. 71-98.
Jan Bujak: Polacy w 600-leciu Czerniowiec [w:] Relacje polsko-rumuńskie w historii i kulturze. Suceava 2010, s. 365-398.
Jan Bujak: Święta Anna. Kraków 2005
Jan Bujak: Wyboista droga oświaty polskiej na Bukowinie [w:] Polacy z Bukowiny. Żary 2002, s. 131-141.
Jan Bujak: Z dziejów Kościoła katolickiego na Bukowinie. [w:] Bukowina po stronie diałogu. Sejny 1999, s. 164-175.
Jan Bujak: Zaczyny dziennikarstwa polskiego na Bukowinie. Kraków 2006.
Grzegorz Cicimirski: Polacy na Bukowinie i zadania oświatowe TSL. Kraków 1907.
Anna Danilewicz: Z rumuńskiej Bukowiny na Dolny Śląsk. Kraków 2004.
Kazimierz Feleszko: Bukowina moja miłość. T. 1-2. Warszawa 2002.
s. Teresa Frącek RM: Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w latach 1939-1945. Warszawa 1981.
Eugeniusz Kłosek: Świadomość etniczna i kultura społeczności polskiej we wsiach Bukowiny rumuńskiej. Wrocław 2005.
Marius Petraru: Polacy na Bukowinie w latach 1775-1918. Kraków 2004.
Polacy w Rumunii mówią o sobie. Wybór, opracowanie tekstu, przypisy i wstęp Anna Mamulska. Lublin, Leszno 2000.
Otton Mieczysław Żukowski: Bukowina pod względem topograficznym, statystycznym i historycznym ze szczególnym uwzględnieniem żywiołu polskiego. Czerniowce, Lwów 1914.

Notatka biograficzna

Jan Bujak urodził się 16 maja 1935 r. w rodzinie polskiej w Nowej Żadowie na Bukowinie, która w tym czasie należała do Królestwa Wielkiej Rumunii. Tutaj w atmosferze katolickiej i polskiej przeżył pierwszych 10 lat swojego żywota, pokoju i wojny, będąc uczestnikiem życia środowiska polskiego i świadkiem uchodźstwa polskiego w 1939 r, dwukrotnego zajęcia Bukowiny przez Czerwoną Armię (koniec czerwca 1940 i wiosna 1944 r.) oraz bolszewickich represji w latach 1940-1941 i 1944-1945. Pod koniec 1945 r. jako członek licznej rodziny przybył do Lubania i osiadł w Pisarzowicach. Po edukacji podstawowej i średniej (Pisarzowice, Lubań), studiach polonistycznych na Uniwersytecie Wrocławskim w charakterze profesora języka polskiego pracował w szkołach Oleśnicy, Lubania i Krakowa (LO, ZSZ, Technikum Ekonomiczne i Włókienniczo Mechaniczne, 1958-1976), a następnie po uzyskaniu stopnia doktorskiego (1974) jako adiunkt Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (1976-2000). Oprócz zajęć dydaktycznych z różnych przedmiotów prowadził badania naukowe. Współpracował z redakcjami Polskiego Słownika Biograficznego, Zeszytów Prasoznawczych, uczestniczył w krajowych i międzynarodowych konferencjach naukowych, od 1999 r. aż dotąd wygłasza referaty na sympozjach corocznie organizowanych przez Związek Polaków w Rumunii. Jego aktywność badawcza zaowocowała powstaniem Fundacji Bukowińskiej Bratniej Pomocy, licznymi publikacjami w popularnych (np. Kronika bukowińskich Polaków w suczawskim Polonusie) i specjalistycznych wydawnictwach naukowych oraz kilkoma książkami.

mariamachl1Maria Machl

30 października z inicjatywy p. Macieja Wojciechowskiego wyruszyła z Krakowa do Lwowa wycieczka, której celem było uczczenie 95 rocznicy walk o Lwów i 55-lecie Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Uczestnikami wyprawy byli również klubowicze z Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki.

krakowiecZatrzymaliśmy się tuż za granicą - w dawnej miejscowości letniskowej - w Krakowcu. Wznosi się tu XVIII-wieczny kościół św. Jakuba z unikatową fasadą. Niestety, jego wnętrze znajduje się w całkowitej ruinie. Z kolei na krakowieckim cmentarzu zachowało się wiele śladów polskości - stare krzyże, piękne nagrobki, kapliczka. Przed figurą Matki Boskiej z Dzieciątkiem zniszczonej przez kule niemieckich żołdaków zmówiliśmy krótką modlitwę i udaliśmy się do Brzuchowic pod Lwowem, gdzie mieliśmy noclegi w gościnnym Domu Pielgrzyma przy Wyższym Seminarium Duchownym. Miejsce okazało się niezwykle urokliwe, ustronne, otoczone lasem.

kkgpimjkWieczorem wzięliśmy udział w uroczystej gali z okazji 55-lecia Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, na którą przybyli najwyżsi przedstawiciele władz Polski na Ukrainie - ambasador i konsul. Świat artystyczny reprezentował  m.in. Andrzej Seweryn. Razem z p. Maciejem Wojciechowskim miałam przyjemność złożyć życzenia, w imieniu Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki polskim aktorom i podziękować Im za krzewienie polskości. Kwiaty złożyliśmy na ręce najstarszego aktora, a zarazem przyjaciela naszego Klubu - p. Jana Tyssona.

lwowzaNastępnego dnia udaliśmy się do kościoła św. Marii Magdaleny, gdzie pod przewodnictwem arcybiskupa metropolity lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego została odprawiona msza św. w intencji absolwentów, uczniów i pedagogów Szkoły im. św. Marii Magdaleny. Szkoła, założona w 1816 roku, za czasów sowieckich została pozbawiona patronki. Nosiła numer 10. Dziś imię patronki zostało przywrócone.

Po mszy św. i akademii szkolnej mieliśmy czas na zwiedzanie Lwowa. Przy pięknej, słonecznej pogodzie poznawanie tak wspaniałego i tak bardzo polskiego miasta było prawdziwą przyjemnością.

lwowjtOd godzin popołudniowych aż do wieczora oprowadzał nas p. Jan Tysson, który z niespożytą siłą i ze swadą dzielił się z nami swoją ogromną wiedzą o Lwowie.  Mogliśmy podziwiać piękno Katedry Łacińskiej, Kościoła Jezuitów, Katedry Ormiańskiej, Cerkwi Przemienienia Pańskiego. Zajrzeliśmy do Cerkwi Wołoskiej i Kościoła św. Andrzeja, zachwycaliśmy się uroczymi kamieniczkami przy Rynku, uliczkami i zaułkami Lwowa. Chłonęliśmy atmosferę tego niezwykłego miasta.

Ostatni dzień naszej wyprawy - 1 listopada - to 95 rocznica heroicznej Obrony Lwowa i dzień Wszystkich Świętych. W tym dniu, pełnym zadumy i refleksji oddaliśmy hołd bohaterom i zapaliliśmy znicze na Cmentarzu Obrońców Lwowa w Brzuchowicach. Pod bardzo zniszczonym i zaniedbanym Pomnikiem Obrońców Lwowa w Rzęsnej Polskiej złożyliśmy kwiaty od Klubu Gazety Polskiej im. Janusza Kurtyki w Krakowie.

lwowcjZnicze zapaliliśmy także na Cmentarzu Janowskim, gdzie znajdują się kwatery Obrońców Lwowa, niestety również zaniedbane. W okresie II Rzeczypospolitej władze polskie wybudowały kwatery Strzelców Siczowych, naszych przeciwników. Obecnie kwatery te są wyeksponowane i zadbane. Groby naszych bohaterów zdewastowane i w ruinie...

Z uwagi na bardzo napięty program wyprawy, mogliśmy tylko "przebiec" przez sale Galerii Sztuki, gdzie właśnie odbywała się wystawa malarstwa dwóch znakomitych malarzy lwowskich - Antoniego i Kajetana Stefanowiczów. Ogromny żal, że u nas są tak mało znani, ale podobno ta wystawa ma trafić także do Krakowa...

Cmentarz Łyczakowski zachwycił nas swoim niepowtarzalnym pięknem: usytuowany na licznych pagórkach, zachwycający wspaniałymi nagrobkami przy krętych alejkach - zniewala urokiem. Wśród starych drzew zabytkowej nekropolii można podziwiać kapliczki, obeliski, zabytkowe rzeźby. Na tym, jednym z najstarszych cmentarzy w Europie, założonym w 1786 roku spoczywają wybitni przedstawiciele naszego Narodu: pisarze - Maria Konopnicka, Władysław Bełza, Seweryn Goszczyński, Gabriela Zapolska, matematyk - Stefan Banach, malarz - Artur Grottger i wielu innych wybitnych przedstawicieli rodzin lwowskich.

lwowcoOsobną część Cmentarza Łyczakowskiego stanowi Cmentarz Orląt Lwowskich. Tu w kaplicy stojącej na szczycie wzniesienia odprawił Mszę Świętą arcybiskup metropolita lwowski Mieczysław Mokrzycki. W znajdujących się poniżej kaplicy katakumbach, złożyliśmy kwiaty przy kwaterze najmłodszych bohaterów Obrony Lwowa. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich groby są zadbane, na wszystkich płoną znicze, ale widok Pomnika Chwały pozbawionego kolumnady, zniszczonej przez sowieckie czołgi w 1971 r. po prostu zasmuca.

Po wszystkich cmentarzach oprowadzał nas niestrudzony p. Jan Tysson, któremu jesteśmy ogromnie wdzięczni. Ale podziękowania należą się przede wszystkim organizatorowi wyprawy, p. Maciejowi Wojciechowskiemu, autorowi tego bardzo napiętego programu - wróciliśmy do Krakowa bogatsi w wiedzę o Kresach i miłość do Lwowa.