Przeskocz do treści

Marek Morawski

Każdy kraj ma swoje prawo wynikające z tradycji, zwyczajów, kultury.

W ciekawy sposób demonstrują to prawo amerykańscy filmowcy. Wiele ich filmów przedstawia tę tematykę w wielu aspektach. Daje to dość dobry pogląd na różne kwestie, które mogą być w odmienny sposób traktowane w USA i Polsce. Wielokrotnie spotkałem się z kwestią niezwykle poważnego traktowania groźby przez prokuratorów w USA. Powiedzenie „Zabiję cię” lub inna groźba, która u nas sprowadza się do kolokwializmu niewiele znaczącego tam nabiera niezwykle poważnego charakteru i brzemiennego w skutkach. Nie można bez konsekwencji tak sobie wypowiadać groźby pod czymkolwiek adresem. Śledczy wychodzą bowiem z założenia, że wypowiadanie gróźb jest de facto psychicznym przygotowaniem, psychicznym zaakceptowaniem spełnienia tej groźby. Oznacza, że w jakimś momencie groźba może zostać spełniona, groźba czyli zadeklarowany zamysł.

Doszedłem do wniosku, że ma to głęboki sens, że nie jest to tylko gadanina, bo za słowami kryją się emocje. To nie jest żartobliwe wypowiedzenie, ze śmiechem, tylko często z toczona wręcz pianą na ustach. To nie jest rzeczywiście nic.

Owszem w prawie polskim mamy groźbę karalną, ale niewiele z tego wynika, nawet w przypadku, kiedy groźba się ziści choćby w wyniku zbiegu okoliczności. Tej zagadki nikt nie podjął się rozwiązać nawet teoretycznie.

Groźby te wypowiadali znaczący politycy dobrze poinformowani, decydenci, osoby publiczne, a nie jakieś płotki. To nie były groźby rzucane dla żartu. Wszyscy to słyszeliśmy, widzieliśmy. To nie jest nieprawda. Pani Kazimiera Szczuka groziła pani prof. Krystynie Pawłowicz „Policzę się z panią na korytarzu po audycji”, poseł Niesiołowski groził panu Suskiemu, że zginie jak Lepper. – „Zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie” – powiedział Janusz Palikot. – Szczególnie dużo takich gróźb padało przed tragedią smoleńską.

Powyższe skojarzenie z prawodawstwem amerykańskim przyszło mi do głowy ponad dwa lata temu, kiedy politycy pewnych ugrupowań rzucali groźby pod kątem innych. Choćby expose premiera w marcu 2010 zawierało pamiętne słowa: ”Nie posłuchacie? Wyginiecie jak dinozaury”. Takich gróźb i podobnych pojawiło się wówczas więcej. Były słowa o niedoleceniu do celu posła Komorowskiego, były też inne dziwnie brzmiące groźby lub o charakterze gróźb: Sikorki: „Lech Kaczyński – były prezydent Polski”, Palikot i nie tylko on wypowiadał się w takim sensie: „My was nie pokonamy, my was zniszczymy”.

Oczywiście odczytywane ex ante brzmią jak pewien folklor polskiej sceny politycznej obozu rządzącego, natomiast ex post to włos się jerzy na głowie i znaki zapytania same się rysują. Groźby uwidaczniają motywy.

Dzisiaj jest smutek. Mamy to, co mamy. Od myślenia jednak nikt nie zwalnia. Skojarzenia się same nasuwają. W kontekście śmierci pół rocznej dziewczynki Madzi, której smutny przypadek media, dziennikarze, a nawet politycy całej Polski rozdrapywali ze dwa miesiące, matkę potraktowano od razu jak groźnego przestępcę, nie wiem, może nie chcę wiedzieć, jak potraktować wydarzenie o niespotykanej randze nie tylko Polsce, ale i w świecie, aby nie wyjść na idiotę pozbawionego rozumu i inteligencji.

Marek Morawski

Jakże często dyskutuje się czy głodnemu należy dać kanapkę czy wędkę, aby złowił sobie rybę. Niegdyś bardzo serio traktowano tę kwestię. Miejsca pracy, bezrobocie to były problemy ideologiczne. P o l i t y c z n e. Nie było miejsc pracy, kraj był rolniczy, brakowało przemysłu. Dokonywano brutalnej akumulacji pierwotnej, by ściągnąć środki na industrializację. Budowano zakłady przemysłowe. Przeważał przemysł ciężki – wielkoprzemysłowa klasa robotnicza – ale rozbudowywano też przetwórstwo. Przybywało miejsc pracy. Staliśmy się krajem przemysłowo-rolniczym. Technologie często były zacofane, technika mało nowoczesna, ale były też przedsiębiorstwa nie tylko na przyzwoitym poziomie, ale i światowym. Te zakłady zagrażały konkurencji, często tej najbliższej, z zagranicy . Wiele z nich unicestwiono ostatnimi laty w przeróżny sposób. Czy kiedyś ktoś to wyjaśni? W   c z y i m   i n t e r e s i e?

Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 roku doprowadzono kraj do zapaści gospodarczej, a następnie komuniści pozbyli się (1989) odpowiedzialności za gospodarkę oddając władzę i uzyskując cichą zgodę na uwłaszczenie się na majątku państwowym. Równocześnie lansowano obłędną koncepcję o nikłej wartości państwowego majątku produkcyjnego, braku nowoczesności itd. Klimat ten sprzyjał celowi – doprowadzeniu do deprecjacji całych fabryk, przewartościowaniu ich, do bankructw w krótkim czasie wielu przedsiębiorstw. Równocześnie rozdano najlepsze firmy w ręce prywatne w postaci funduszy inwestycyjnych i nie tylko. Dziesiątki doskonałych przedsiębiorstw wydano, by bogaciły się prywatne osoby, a nie udziałowcy, państwo, obywatele. Sprzedaż za ułamek wartości jest prezentem, a nie transakcją handlową. Niech mnie ktoś przekona, że jest inaczej.

O wiele więcej firm fizycznie zlikwidowano lub sprzedano w ręce obcego kapitału, po czym zakończyły swój żywot. W ciągu 20 lat, mówimy o kraju nazywanym suwerenną  Polską, ogromna część przemysłu przestała istnieć. Równocześnie doprowadzono do degradacji szkolnictwo. Takie marne szkolnictwo jak się teraz kreuje nie przyczyni się do unowocześnienia, a na dobrą sprawę odtworzenia przemysłu na nowoczesnym poziomie. Trzeba zaczynać niemal od zera, do czego doprowadziła radosna twórczość układających się stron w Magdalence (1989) w myśl zasady: po nas choćby potop. Jakby działano w podbitym kraju. Czy tak jednak nie było?

Nie trzeba mieć wyższego wykształcenia, a być światłym, ale na to potrzeba etosu światłego domu, na dobrą sprawę wszystko jedno czy mieszczańskiego, ziemiańskiego czy chłopskiego. Dom półgłówka nie wydawał nigdy całej, inteligentnej, mądrej głowy. Tak było niegdyś, tak samo jest teraz. Obniżenie poziomu szkolnictwa jeszcze bardziej zniszczy polską społeczność, zniszczy coś tak unikalnego jak polska inteligencja. Można zadać tylko pytanie: Komu i w jakim celu to ma służyć? Przecież bez celu nie przeprowadza się reform obniżających jakość tego, co jest najcenniejsze w życiu każdego narodu czyli procesu kreowania mądrości młodych pokoleń. Rozdawanie dyplomów bez wartości nie jest inwestycją tylko hochsztaplerstwem prowadzonym przez lata przez określone resorty, przez urzędników. To jest po prostu oszustwo. Najwyższa pora, aby społeczeństwo zapytało biurokratów, co zrobili z polską młodzieżą. Przecież są konkretne nazwiska, konkretne polecenia i przerażające skutki. A przecież wystarczyło tylko nie przeszkadzać zamiast realizować obłędne zasady poprawności politycznej i czyichś zaleceń lub chorych pomysłów. Jakby nie patrzeć, nie ma tu nawet odrobiny polskiej racji stanu. Eksperyment? Tego nie wolno robić nawet prywatnie rodzicom w swoim domu. Rodzice nie mogą działać na szkodę dzieci. Dość prosta zasada. Jeżeli się dzieje inaczej, to powinniśmy wołać gromkim głosem: rodzice, nauczyciele i uczniowie. Jeżeli ktoś się z tym nie zgadza, to jest przeciw młodzieży, przeciw ich przyszłości, przeciw dobrobytowi, przeciw rozwojowi kraju i ludzi. Jak nazywa się działanie na szkodę własnego kraju, jego przyszłości? Jak? SABOTAŻ! Jest też inne określenie i każdy go zna.

Mam nadzieję, że przyjdzie ten moment, kiedy ktoś komuś zada twarde pytania i wyegzekwuje odpowiedź. I odpowiedzialność (sic!). To nie jest nic. To są miliardowe straty, wieloletnie. I wyliczalne. Po prostu ukradziono pieniądze nam wszystkim i każdemu młodemu człowiekowi z osobna. To jest MULTIKRADZIEŻ. Największą wartością USA, jakby ktoś nie wiedział, są ludzie, a nie coś innego jak drogi, budynki, uzbrojenie. To są ludzie czyli obywatele Stanów Zjednoczonych. Tam wiedzą, co to jest wartość i co ją tworzy. Tam liczą takie właśnie śmieszne rzeczy, bo potrafią, choć nasi notable z ich szkolnictwa często się wyśmiewają. Na patyczkach tego się nie policzy. Jak liczyć to też trzeba się kiedyś nauczyć. Protekcja nie wystarczy. Mądra głowa też ma dużo większą wartość niż półgłówek. Warto o tym pamiętać, biurokraci z kiepską głową, choć często i utytułowaną.

Przez lata doprowadzano do niszczenia polskiego kapitału – majątku państwa, który przecież istniał. Zniszczono wędki, być może nie z włókna węglowego, tylko z kija leszczynowego, ale one istniały. Jeśli nie zatruto wód, to rybę można było złapać. Bez wędki czy ościenia nie będzie co jeść.

Do sprzedanych firm przyjeżdża kadra z kraju właściciela. Polskich fabryk, w polskich rękach jest mało. Zostają tylko stanowiska dla pracowników o niskich kwalifikacjach. Jakże to prosty mechanizm do wykoszenia, wyrzucenia naszej młodzieży za granicę. Tam Arabowie czy Turcy z pochodzenia nie chcą pracować tylko żyć z zasiłków na koszt pracujących. Ich coraz bardziej się boją Francuzi, Niemcy i inni. Natomiast Polacy pracują, płacą podatki, tam budują dobrobyt, drogi, koleje, lotniska, szpitale i to za mniejsze pieniądze niż autochtoni. Tam pucują podłogi, myją okna, gary z kiepskim, zdegenerowanym wykształceniem uniwersyteckim. Fajne? Nie! Teoria spiskowa? Nie, skądże. To się właśnie dzieje, tylko trzeba chcieć to dostrzec i zadać sobie pytanie: Dlaczego? Komu to ma sprzyjać? Dla czyjej korzyści się to dzieje? Dla kogo ktoś to robi? Jeśli z głupoty, to skąd wzięto na tak wysokie stanowiska w resortach tylu nierozgarniętych i dlaczego? Czyżby protegowani?

Nie można nie zadać takiego pytania, bo trzeba by zwątpić w własną inteligencję. Nie jest to prawdą? Oczywiście, że tak. Proszę zapytać nauczycieli począwszy od stopnia podstawowego po nauczycieli akademickich, po tytularnych profesorów belwederskich. Od lat skarżą się na programowaną degeneracje szkolnictwa przez nierozważnych reformatorów i tych, co bez zastanowienia zmiany zatwierdzają lub czynią to specjalnie. To nie jest błahostka. To jest troska rzesz nauczycielskich i nie tylko nauczycieli o przyszłość naszego kraju w przeciwieństwie do sabotażu reformatorów.

Zniszczono nam wędki, może kiepskie, ale własne i odbiera się możliwość zrobienia własnej wędki. Teraz będziemy tuczyć innych. Przypadek?

Anna Maria Kowalska

To było do przewidzenia. Naukowcy powiadają, że w ciągu ostatnich 20 lat zasoby słownikowe wyrywkowo badanych języków nowożytnych ponoć pokaźnie się zredukowały. Proces zdaje się postępować. Istnieją podejrzenia, że winne są dwie sprawy: dominacja języka angielskiego w Internecie – i nowoczesne komunikatory, traktujące jako błędne rzadziej używane formy i wyrazy. Języka polskiego wprawdzie nie badano, ale złudzeń w tym względzie lepiej nie mieć. I polszczyzny to dotyczy, to widać i słychać.

O rozkwicie słowotwórstwa zatem można zapomnieć. Zabawy słowem coraz częściej wychodzą z użycia. Znowu coś ważnego i niestandardowego nam uciekło. W dodatku niepostrzeżenie. I nie bez naszej, wspólnej winy.

Coraz rzadziej rozmawiamy, a jeżeli już – to częściej przez telefony komórkowe, bądź za pomocą sms-ów i E – maili, jak twarzą w twarz. Z reguły krótko, węzłowato: „Janek śpi? Śpi. OK”. I wszystko jasne.

Okazjonalnie czytamy książki. Zwłaszcza wielotomowe. Wolimy oglądać obrazki. Przede wszystkim te ruchome. I grać. Gry komputerowe, jak „Chińczyki – trzymają się mocno”.

Zawężamy myślenie do realizacji „konkretnych” celów. To skutkuje niezrozumieniem czegokolwiek poza zestandaryzowanymi, najprostszymi poleceniami. Winne jest zatem tak przesadne „nacelowanie” myślowe, jak i stereotypizacja i technologizacja języka, teraz dodatkowo wymuszana także w ramach pantechnokratycznych form tzw. „edukacji”.

Dlaczego nie przyrasta nam nowych pojęć? Nie ma z czego. Coraz mniej wyobraźni.

Wsysa nas nowy, wspaniały, wirtualny świat. Nic dziwnego, że tępiejemy. Także lingwistycznie.

Nie wiem, jak Państwo, ale ja wciskam: „escape”. I idę w las, bo tam podobno nie poszła nauka.

krakowniezaleznymkInformacja własna

Blisko tonę śmieci zebrali uczestnicy akcji sprzątania parku miejskiego przy Muzeum Lotnictwa na osiedlu Ugorek w Krakowie w minioną sobotę 21 kwietnia. Sprzątały całe rodziny – mamy ojcowie, dzieci oraz babcie i dziadkowie, a pogoda z pięknym słońcem od rana zachęcała do wyjścia na świeże powietrze.

SONY DSCPan Mariusz z ul. Fiołkowej przychodzi tu na spacer ze swoim czworonogim pupilem, twierdzi, że gdyby były tu ustawione kosze na śmieci mniej byłoby ich porozrzucanych w trawie, ale zaraz dodaje, że nie ma tu żadnej interwencji Straży Miejskiej, kiedy nocą podchmieleni wandale niszczą parkowe lampy i rozbijają butelki. Nie ma też pojemników na psie odchody i trudno aby spacerowicz chodził z psią kupą w kieszeni kilka godzin po parku. Na myśl o tym skłaniać się można do chodzenia z psami po osiedlu, niż po przestrzennym parku. Pan Mariusz ma swoją wizję na zagospodarowanie tego terenu w taki sposób, aby wydzielić jego część na wybieg dla zwierząt.

SONY DSCPrzy workach ze śmieciami zastajemy rodzinę, Panią Ewę z dwójką dzieci – Zosią i Frankiem. Dzieciaki chętnie opowiadają jak lubią bawić się w tym parku ze swoją parą psów: Sabą i Tonikiem, to Owczarek i Jamnik. Dziś zostawili swoich ulubieńców w domu i sprzątać  przyszli sami, a mama uznała akcję za bardzo pożyteczną i wychowawczą dla dzieciaków. Tu jest bardzo fajnie, można spuścić psy ze smyczy i z nimi poganiać, tylko te szkła są niebezpieczne, no i brak koszy na śmieci i za mało ławek – prześcigają się w opowiadaniu. Te ławki, które tu są często już się nie nadają do siedzenia, są popsute.

Blisko tonę śmieci zebraliśmy mówi Marcin Smolski, organizator akcji – jest zadowolony, kiedy siedząc na traktorze już po zakończeniu zbiera z pracownikiem Muzeum napełnione worki ze śmieciami. Wreszcie nie będą sobie kaleczyć łap – mówi o czworonogach biegających na spacerze po Lotnisku. Pokaleczenie groziło też dzieciom bawiącym się na trawie, szczególnie obok ławek, pełno było tu szkieł z rozbitych butelek.

SONY DSCPomysł wyszedł od „psiarzy” – śmieje się opowiadając. Postanowiliśmy coś z tym problemem zrobić. Początkowo chcieliśmy sami pozbierać te śmieci, ale w rozmowach ze znajomymi wyszło, ze są chętni do pomocy – rodzice dzieci korzystający z wypoczynku w tym parku.

Pan Marcin – prowadzi działalność z zakresu usług graficznych, jest też fotografikiem. Niedawno założył portal internetowy Zwierzyniec Krakowski, dlatego akcja łatwo zyskała patronat honorowy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. W organizację włączyli się też sąsiedzi sprzątanego terenu, Stowarzyszenie Obrońców Ogrodu im. Polskich Kombatantów, Muzeum Lotnictwa, Rada Dzielnicy III Prądnik Czerwony i Dzielnicy Czyżyny.

Przy ulicy Seniorów Lotnictwa spotykamy mamę p. Marcina porządkującą pobocza ulicy, to już teren wykraczający poza park przy lotnisku. Ciągle tu sami sprzątamy, bo kiedy dzwonię do służb miejskich z Nowej Huty aby tu posprzątali to mówią mi, że to jest ulica czwartej kategorii i posprzątają ją na końcu.

SONY DSCTo była nasza pierwsza zorganizowana akcja sprzątania tego terenu i zamierzamy ją kontynuować co najmniej dwa razy w roku mówi Marcin Smolski. To nie zupełnie tak jest, że nie ma starania ze strony Muzeum Lotnictwa o porządek na tym terenie. Stały tu kosze na śmieci, po których zostały wspomnienia, były ławki, są wytyczone alejki spacerowe i urządzenia do zabaw dzieci. Niestety teren jest otwarty i rozległy, trudny do upilnowania. Lampy które oświetlały park zostały niemal doszczętnie pobite i zdewastowane, bo brak tu jakiegokolwiek nadzoru miejskich służb porządkowych.

Uczestnicy akcji których tu spotkaliśmy wszyscy są zgodni, że niezbędna jest interwencja ze strony służb miejskich aby ten teren ochronić przed wandalami, żeby służył ludziom w celu wypoczynku i rekreacji.

Anna Maria Kowalska

Sezon wiosenny w pełni. Trwa nieustanna walka o zrozumienie przekazów z Cyberlandii. Ostatnio pojawiła się bardzo ciekawa modyfikacja pojęcia „recenzji”. O ile dotąd w „realu” recenzja była: „krytyczną i objaśniającą oceną utworu literackiego, naukowego, muzycznego, przedstawienia teatralnego, wystawy, itp. publikowaną w czasopiśmie lub wygłaszaną (np. w telewizji)” (za: Słownikiem Wyrazów Obcych PWN, pod red. J. Tokarskiego, Warszawa 1980, s. 629), o tyle aktualnie, w „wirtualu”, w ramach projektu tzw. „nauki otwartej 2.0 ” dostosowane do języka tworzenia stron internetowych Web 2.0 pojęcie recenzji należy odczytywać jako: „wykorzystanie danej pracy przez innych naukowców, jej cytowanie, odwoływanie się do niej” (za: -a.c., Nowe horyzonty nauki i edukacji [w:] Dodatek specjalny: Edukacja z przyszłością, „Rzeczpospolita” z 25 kwietnia 2012, s.3). Zmiany te mają związek z  „rynkową” reformą programową edukacji, w ramach której nauczyciele i wykładowcy akademiccy są zachęcani do łączenia treści dydaktycznych z nowinkami technologicznymi, np. z testowaniem i wykorzystaniem platform internetowych, przygotowywaniem multimedialnych prezentacji, projektów, publikowaniem na platformach prac uczniów, pisaniem e – podręczników i umieszczaniem ich na platformie przez „chętnych i ambitnych”, itd., itp…..Czekają cenne nagrody! iPady, notebooki, netbooki, tablet…(vide: wzmiankowany „Dodatek…)

No cóż. Maluczko, a będziemy mieli takie „pomieszanie języków” że ani Alain Besançon (co w tym wypadku nie jest dziwne), ani nauczyciele, ani tym bardziej uczniowie nie skojarzą znaczenia najprostszych polskich wyrazów, o zwrotach frazeologicznych nie wspominając….

Co robić? Jak powiada Kostryn w „Balladynie”: „mieć głowę…”

rezolucjadlahistorii25 kwietnia 2012 roku, kolejne głosowanie w Radzie Miasta Krakowa i kolejny wstyd dla Miasta. Kraków przeciwko rezolucji w obronie historii. Bez historii, bez tożsamości narodowej lewacy hodują nowego człowieka, wyrobnika na usługach…

Tekst rezolucji znajdą Państwo na ilustracji obok.

A kto: radni Platformy Obywatelskiej: Małgorzata Bassara, Janusz Chwajoł, Jerzy Fedorowicz, Grażyna Fijałkowska, Andrzej Hawranek, Marek Hohenauer, Małgorzata Jantos, Dominik Jaśkowiec, Bogusław Kośmider, Teodozja Maliszewska, Katarzyna Pabian, Robert Pajdo, Sławomir Ptaszkiewicz, Bogusław Smok, Grzegorz Stawowy, Paweł Ścigalski, Paweł Węgrzyn, Andżelika Wojciechowska, Wojciech Wojtowicz i Jerzy Woźniakiewicz.

Platforma Obywatelska rządzi a Krakowianom wstyd.

Anna Maria Kowalska

Z prawdziwym zdumieniem czytam gorzkie żale prezesów czołowych firm i korporacji w Polsce, narzekających na nieprzygotowanie do podjęcia pracy zawodowej absolwentów wyższych uczelni, ubiegających się u nich o pracę. Jednym z powodów zniechęcenia i niezadowolenia tychże wobec aktualnie funkcjonującego systemu szkolnictwa wyższego jest rzekoma „schematyczność myślowa” absolwentów. Absolwenci nie potrafią myśleć twórczo, niekonwencjonalnie, ale także z odwagą rozwiązywać dalekosiężnych zadań, pracować w grupie….Innymi słowy: prezesi firm oczekują, że to uczelnia wyższa „nauczy” absolwentów, jak „myśleć samodzielnie” i „grupowo”, etc. a także wprowadzi ich w świat pragmatyki biznesu i wielkich korporacji z wysokimi kompetencjami etycznymi.

Bardzo to wszystko ciekawe i zajmujące. Krytyczny punkt widzenia prezesów jest nam zatem znany. Warto jednak podejść do zagadnienia w sposób systemowy także z punktu widzenia ubiegającego się o pracę i zdać sobie sprawę, że i on mógłby mieć pewne, także etycznie uwarunkowane oczekiwania w stosunku do pracodawcy. Prezesi chcieliby, żeby pracownik był w pełni wydajny, a nadto myślał samodzielnie i twórczo, w dodatku dając z siebie wszystko w stanie permanentnego stresu w związku z koniecznością nieustannego liczenia się z natychmiastową zmianą charakteru funkcjonowania firmy, czy też natychmiastowym …. zwolnieniem z pracy. Doskonale Panowie wiedzą, że to marzenie ściętej głowy. Żeby myśleć samodzielnie i rozwijać się, trzeba mieć niczym niezagrożone poczucie własnej wartości, pozycji w zespole i minimum bezpieczeństwa zatrudnienia, a także – bezpieczeństwa płacowego. Żeby mieć z kolei poczucie własnej wartości – trzeba czuć się „Osobą”, traktowaną przez rekruterów i przyszłego szefa z szacunkiem i poważaniem. W programowej zmianie sposobu kształcenia na wyższej uczelni eksponuje się rzekome centralne miejsce studenta w procesie nauczania – a także fakt zdobycia „konkretnego” zawodu. Nic bardziej mylnego! Konkretna wiedza absolwenta po studiach jest, wedle architektów kariery, tak naprawdę – niewiele warta. Na „dzień dobry” architekt kariery „cieszy ucho” potencjalnego pracownika wieścią, że za trzy – cztery lata ten znów będzie musiał zmieniać branżę, bo „takie są uwarunkowania rynku”, w związku z tym trzeba się liczyć z cyklem szkoleń, przygotowujących do wykonywania kolejnego, hipotetycznego zawodu! Jaka jest zatem ranga wykształcenia uniwersyteckiego w obliczu przeprowadzanej aktualnie reformy i dostosowania sposobu kształcenia absolwenta do rynku pracy? Z punktu widzenia tak pracodawców, jak i absolwenta – chwilowa, zależna jedynie od uwarunkowań rynkowych! To zasadnicza zmiana w systemie kształcenia, z której tak naprawdę niewielu pracowników naukowych zdaje sobie sprawę!  „Jedyną stałą rzeczą na rynku jest zmiana” – powtarzają jak mantrę architekci kariery. Toteż nic dziwnego, że specjaliści od doradztwa personalnego proponują młodemu magistrowi „na rozgrzewkę” ćwiczenia, w ramach których ten musi wyobrazić sobie siebie jako…produkt! W założeniach machiny, która bierze go od tej chwili w objęcia – absolwent wyższej uczelni faktycznie staje się „produktem”, poddawanym nieustannym „liftingom”! Czy „produkt” może nawiązać więź osobową z potencjalnym szefem (szefami)? Ile razy w ciągu życia „produkt” zmieni charakter pracy? Czy strategia nieustannej gry, jaką oferuje rynek (także zmiana profilu firm) sprzyja jakiejkolwiek samodzielności myślenia? Przecież trzeba dostosować się do poleceń potencjalnego pracodawcy i uwarunkowań rynkowych! I tu kończy się bajka o samodzielności myślenia, a zaczyna się jego ukierunkowanie: dla dobra strategii firmy! W dodatku „head hunterzy” z konkurencyjnych korporacji uwijają się nieustannie, by „podkupić” naprawdę dobrych pracowników, oferując im wyższe zarobki. Transfery z firmy do firmy nie są w naszej rzeczywistości czymś nader rzadkim. Rządzi twarda konkurencja i pieniądz, nieprawdaż?

Czy szanowni Panowie Prezesi firm, zgłaszający zastrzeżenia do sposobu kształcenia absolwentów  naprawdę o tym wszystkim nie wiedzą?

Anna Maria Kowalska

„InfoStudent” publikując artykuł o zalecanych na bazie analiz rynkowych kierunkach, zamawianych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (E. Regis, Co warto studiować, InfoStudent 2011/12, nr 1, s. 10 11), informuje jednocześnie, iż nadeszły „czasy nie dla humanistów”! „Zanim zdecydujemy się na studia humanistyczne lepiej dwa razy przemyśleć swoją decyzję! Badania rynku pokazują, że kierunki takie jak filologie, psychologia czy socjologia to największe „fabryki” bezrobotnych absolwentów. (…) Dlatego specjaliści odradzają podążanie za modą i wybieranie kierunków takich, jak socjologia, politologia czy dziennikarstwo. Humaniści mogą liczyć na zatrudnienie w dużych i stabilnych finansowo firmach, gdzie pojawia się dla nich miejsce w branży reklamowej HR”. (s. 11)

Wygląda na to, że chodzi tu o coś innego. O obawę przed dopływem „świeżej krwi”. Lęk przed niezależnymi politykami, dziennikarzami (IV władza!), czy filologami ze szczegółową znajomością historii kultury. A że uzasadnia się to za pomocą sondaży? W końcu czego to już w III RP za pomocą sondaży nie uzasadniano?

Marek Morawski

Jest jedną z najważniejszych instytucji wpływających na bieżący przekaz informacji lub zmanipulowanych informacji społeczeństwu. Aktualnie nie ma prawnych zabezpieczeń przed przejęciem tej instytucji w całości i podporządkowanie sobie. Wystarczy tylko, by prezydent odrzucił sprawozdanie KRRiT i Rada ulega rozwiązaniu. Kolejną Radę można powołać z ludzi spolegliwych prezydentowi lub dowolnej partii.

W tym momencie kończy się jakakolwiek demokracja lub to, co miało być demokracją. Rozpoczyna się dyktatura kształtowana przez media sterowane przez nowo powołaną Radę. Niezwykle prosty kruczek prawny i cały mechanizm demokratyczny bierze w łeb. Bierze, bo miał brać. Po to tak właśnie zmanipulowano przepisy prawne, po to tak utworzono pozornie demokratyczne prawo. Stworzono ułomne prawo. Zostawiono furtkę do wywalenia demokracji w majestacie prawa. Do sprokurowania antydemokratycznej katastrofy, z wszelkimi pozorami legalności.

Kto ma media, ten ma władzę.

A kto ma władzę, ten stworzy każde prawo, nawet najbardziej bandyckie i utrzyma ustalony przez siebie porządek prawny – w majestacie prawa czyli praworządnie. Przymiotnik „praworządny”  w żadnym wypadku nie jest synonimem „uczciwy”. System prawny wcale nie musi być etyczny. Prawidłowa gradacja stawia etykę na najwyższym poziomie, a system prawny ma bronić norm etycznych, a nie odwrotnie.

Jeżeli ustalenia prawne nie regulują tych kwestii zgodnie z hierarchią wartości, z założeniem utrzymania zasad demokratycznych, to tworzona jest przemilczana fikcja. Na tym polegają pozory demokracji. Dlatego obowiązujący system prawny jest atrapą demokracji.

W systemie demokratycznym taka instytucja jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w żaden sposób nie może być zależna ani od władzy wykonawczej, ani ustawodawczej, choćby to był prezydent. Nawet jeśli nie będzie niczyjej złej woli mogą się zdarzyć okoliczności sprzyjające dokonaniu zamachu stanu. W żadnym przypadku nie wolno pozostawić takiego zbiegu wydarzeń na łasce losu. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ma zbyt dużą realną władzę, ma ogromny wpływ na media, by można ją było wymienić dosłownie jak za pstryknięciem palcami, czego dokonano właśnie w 2010 roku. W takim wydaniu nie spełnia swojej roli absolutnie. Owszem spełnia funkcję utrzymania władzy przez konkretne ugrupowanie, konkretnych ludzi, przez kształtowanie opinii publicznej zgodnie z zapotrzebowaniem, manipulowania informacją. Na dobrą sprawę miesiącami można podawać fałszywe, nieprawdziwe informacje, utrzymując społeczeństwo w niewiedzy, w złej wiedzy. Można fałszować wybory. W pewnych krajach z pewnością fałszowanie ma miejsce. Bardziej wyrafinowane jest otumanianie oglądaczy telewizji lub czytelników preferowanej gazety przez spreparowane jedynie słuszne informacje. Skutek może być lepszy niż fałszerstwo wyborów.

KRRiT powinna być wybierana całkowicie spośród ludzi bezpartyjnych, a władza ustawodawcza i wykonawcza nie powinna mieć żadnego nań wpływu. Społeczeństwo powinno mieć dostęp do jak najbardziej rzetelnej informacji, a nie zmanipulowanej przez taką lub inną partię. Informacja ma być obiektywna i prawdziwa, a radio i telewizja realizować pożyteczne programy. Mało tego. O ile nadzór nad telewizją publiczną powinien być niezwykle istotny i szeroki, to nad telewizją prywatną również w zakresie szerzenia treści nie tylko niezgodnych z przepisami kodeksu karnego czy wykroczeń, ale kolokwialnie mówiąc z informacją nieprawdziwą, nierzetelną, nieuczciwą. Nie mogą być szerzone informacje z rozgłośni czy studiów prywatnych zmanipulowane, fałszywe, wprowadzające społeczeństwo w błąd. Nie mogą być podawane informacje niezgodne z prawdą. To wydaje się oczywiste, ale tak nie jest. Dotyczy to nie tylko fałszowania informacji o stanie państwa, o przeprowadzanych transakcjach ewidentnie niekorzystnych dla Polski, o chowaniu informacji o nieuczciwości konkretnych notabli, tuszowaniu afer, ale i ogromnej ilości faktów dotyczących ludzi czy zdarzeń stawiających rzeczywistość w całkiem innym świetle. Tworzy się wirtualny obraz, bo to przecież nie jest w żadnym przypadku rzeczywistość, nawet wirtualna. Jest to prokurowana fikcja wyłącznie dla celów politycznych w celu oszukania społeczeństwa. System prawny powinien postawić tamę takiemu mataczeniu. Wyborcy każdej opcji powinni mieć rozeznanie jak wygląda prawda, a nie obudzić się pewnego ranka i dowiedzieć, że kasa jest pusta. A władza udaje Greka. Tak nie powinniśmy się bawić w żadnym przypadku.

Jeżeli choćby tylko to się uda, to będziemy mogli powiedzieć, że znajdujemy się na początku demokracji.

Jak to praktycznie zrobić, jak zmienić przepisy nie jest moim celem. Musi zostać zmieniona zasada. To jest warunkiem zaistnienia demokracji w Polsce. Finanse Rady także nie mogą zależeć od władzy ustawodawczej czy wykonawczej. Również odpowiedzialność Rady nie może być podobnie zależna.

W przeciwnym przypadku fikcja będzie trwać, a taniec chocholi się kręcić.

Według mnie media powinny być pod kontrolą społeczną, poza wpływem partii czy jakichkolwiek lobbystów. Najwyższa pora zlikwidować korupcjogenne kręgi lobbystów. Niech nikogo nie zwiedzie gładko brzmiące słowo lobbing. Ono jest tak łagodnie brzmiące jak ostro brzmi słowo korupcja.

Władza nie należy nigdy do całego społeczeństwa, tylko do zwolenników konkretnego ugrupowania. Media natomiast muszą należeć do społeczeństwa. Nie mogą być zależne od jakiejś grupy. Społeczeństwo musi mieć rozeznanie, aby wybrać nie najbardziej zakłamanych, a najlepszych. Media w jednym ręku i to tych, co trzymają władzę nie będą nigdy za grosz obiektywne. Dlatego zasady wyboru KRRiT, sposób jej funkcjonowania musi być określony tak, by nie można było dokonać zamachu na media, a tym samym na władzę. Nie może oznaczać to braku krytyki, unikania krytyki władzy. Po to są media. Brak krytyki władzy już oznacza zależność mediów od władzy i powinno obligować KRRiT do przeanalizowania sytuacji i wyjaśnienia tworzącej się anomalii. Zresztą należy odróżnić krytykę instytucji, urzędów, sztuki szeroko rozumianej od zniesławienia, obrażania, czy posługiwania się argumentum ad hominum czego nie wolno czynić. Niestety to w ostatnim czasie jakby często się myli wielu ludziom.

KRRiT powinna stać na straży rzetelności w podawaniu informacji, ujawnianiu nadużyć, piętnowaniu wszelkich nieprawdziwych informacji włącznie do wymuszania, obligowania do umieszczania sprostowań i wyrównania ewentualnych strat. Jest to właściwie najistotniejsza funkcja obok innych, które spełnia. Reguły powinny być tak utworzone, aby nikomu nie opłaciło się manipulowanie, fałszowanie informacji. Jakże trudno ustalić takie przepisy. To przecież jak świecona woda na diabła. Prawda aniołki – politycy?

Marek Morawski

Całe życie wiedziałem, że nic się samo nie zrobi, szczególnie coś, co ma służyć nam wszystkim, obywatelom i mieszkańcom tego kraju. Nikt nigdy niczego nie daje za darmo. Demokracja to jest coś, czego się trzeba dorobić przez długie lata, w przeciwnym razie wychodzi z tego pokraka, maszkara niemająca nic wspólnego z prawidłowym oryginałem. Mało tego. Niewielu jest takich, którzy to rzadkie cudo oglądali na własne oczy, a nie nędzną imitację, podróbkę niewiele przypominająca szlachetny oryginał. Osobliwym jest to, że fałszerzy jest okrutnie dużo.

Nie można ukryć, że jest to główny powód tworzenia przeróżnych zabezpieczeń przed zakusami zamachu na demokrację i, jak to się niegdyś ładnie określało, wypaczeniami. Oczywiście takich zabezpieczeń jest sporo i mogą być rzeczywiste lub jedynie stwarzające ich pozory. W tym tkwi rzeczy sedno. W przeciwnym razie nie byłoby sensu o tym pisać.

Podstawową sprawą jest umieszczenie wszystkich atrybutów i warunków w przepisach prawnych czyli w Konstytucji, prawie wyborczym i innych przepisach okołokonstytucyjnych.

Drugą jest sprecyzowanie jakie instytucje i w jakim zakresie będą pilnowały przestrzegania demokracji. Zazwyczaj jest to maksymalnie do około 10 instytucji, powoływanych czy wyłanianych w określonym trybie i w określony sposób. Od tego właśnie zależy, czy demokracja jest demokracją, a władza demokratyczną czy tylko z wielkim zadęciem udającą ją.

Na straży ustroju demokratycznego na ogół stoją takie gremia czy instytucje jak poniżej wymienione, choć nazwy mogą być nieco odmienne:

a) Trybunał Konstytucyjny

b) Trybunał Stanu,

c) Sędziowie Sądu Najwyższego, a po prawdzie wszyscy sędziowie,

d) Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji,

e) Rada Polityki Pieniężnej,

f) Różni rzecznicy (Np. praw obywatelskich, praw dziecka, pacjenta etc.)

Instytucje te mają na celu pilnowanie porządku konstytucyjnego, uczciwości i przyzwoitości, jakości finansów, poprawności pracy urzędów, sprawiedliwości. W gruncie rzeczy chodzi o praworządność i przyzwoitość, przede wszystkim moralność. Etyka powinna być wartością nadrzędną, najwyższą, Jej winno być podporządkowane prawo. Jeżeli tę hierarchię się odwraca, to rozpoczyna się zalegalizowane bezprawie. Nie jest to praworządność, aczkolwiek sprawia wrażenie legalności. Jest to totalitaryzm, despotyzm.

Wymienione instytucje mogą swoje funkcje spełniać jedynie wtedy, gdy będą one niezależne od władzy wykonawczej i ustawodawczej, od środków finansowych, którymi dysponują na swoją działalność, od partii politycznych i wszelkich uzależnień służbowych, politycznych, osobistych. Oznacza to, że wybory tych osób lub gremiów muszą być jak najmniej zależne od partii politycznych, a na dobrą sprawę niezależne. Być może nie będzie to idealny wybór, ale może dość dobrze zbliżony do ideału. Kandydaci nie mogą być desygnowani przez partie i sami muszą być bezpartyjni. Wszelkie tryby awaryjne w celu uzupełnienia ich składu powinny być z góry przewidziane (lista rezerwowa) by dokonać tego łatwo, szybko i najtaniej. Czuwanie nad demokracją nie ma być tworzeniem kolejnej biurokracji.

Zasadą musi być uniezależnienie wszelkich instytucji, gremiów kontrolujących, sprawujących nadzór, potwierdzających zgodność decyzji z systemem prawnym i ostatecznie z Konstytucją. Nie można, nie wolno być sędzią we własnej sprawie. W przeciwnym razie grozi to sprokurowaniem systemu, których historia zna wiele od zarania dziejów. Nigdy się to nie kończyło dobrze, bo nie może. Władza jest twardym narkotykiem i trzeba zawsze o tym pamiętać.

Kilka słów.

Trybunał Stanu ma orzekać w sprawie winy lub jej braku sprawujących władzę. Skład Trybunału powinien być jak najmniej zależny od sprawujących władzę. Jak w przeciwnym razie może wyglądać rozpatrywanie jakiejś sprawy widzieliśmy na podstawie Komisji Sejmowej. Nic dodać, nic ująć. To nie o to chodzi.

Trybunał Konstytucyjny właściwie zajmuje się jakością prawa. W normalnych warunkach, tam gdzie etyka jest wysoko postawiona, wystarczą tylko dobrzy fachowcy. Jeśli natomiast są spolegliwi władzy wykonawczej, czyli etyka się nie liczy i jakość prawa też, to sposób wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego powinien ograniczać wpływ władzy ustawodawczej i wykonawczej na ten wybór.

Sędziowie. W ogromnej mierze kształtują szacunek do państwa lub jego brak. Zakłada się, że władza sądownicza powinna być niezawisła od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Obawiam się, że są zadomowione niezbyt szlachetne praktyki sięgające czasów PRL. Jeżeli byłby nawet jakikolwiek cień podejrzenia ferowania wyroków zgodnie z zamówieniem politycznym to znaczy, że regulacja prawna jest nieprawidłowa i wymaga szybkiej zmiany. Nie może być żadnej zależności.

Rzecznicy też powinni być jak najmniej zależni od władzy. Przecież oni mają bronić obywateli właśnie przed władzą. Nie może tu być żadnych kontrowersji.

Specyficzną instytucją jest Rada Polityki Pieniężnej. Jak najbardziej powinna być niezależna od zawiadujących gospodarką narodowa. Ktoś wydaje pieniądze, ale ktoś musi mu patrzyć na ręce, aby nie przehulał całej schedy. Pilnowanie jakości pieniądza jest niezmiernie ważne, abyśmy nie obudzili się z ręką w znanym naczyniu tak jak Grecy. Żadnej taryfy ulgowej, żadnego pobłażania. Fachowość, ale i właściwa elastyczność i pilnowanie złotówki, inaczej będzie tak samo jak i z zepsutym Euro przez władze UE i jej bankierów.

Wszystkie powyższe instytucje odgrywają wielką rolę w państwie, w jego strukturach. Niewątpliwie największe znaczenie praktyczne i doraźne ma Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, o której napiszę w kolejnym felietonie.

Jeszcze raz powtarzam. Demokracja może wydarzyć się dopiero wtedy, kiedy instytucje te będą niezależne od władzy wykonawczej i ustawodawczej, pieniędzy przydzielanych na prowadzenie działalności, rozliczania z działalności. To jest tylko tyle i aż tyle. W przeciwnym razie to jest farsa, błazenada, a właściwie nazywając oszustwo. Serwuje się coś innego, a mówi że jest coś innego. Sromotnik nie zastąpi borowika, nieprawdaż?

Marek Morawski

Szanowni Państwo, Rodacy!

Rozglądnijcie się wokół siebie właśnie dzisiaj na aktualnym spotkaniu. Ile masz lat? A Twój sąsiad przy stoliku? Teraz sięgnij wzrokiem dalej? Czy to był kataklizm? Dlaczego tak wielu brakuje roczników młodych? Starych rozumiem. Już powymierali lub zostali wymordowani w wojnę, po wojnie (330 tysięcy), w kolejnych zrywach, dzięki którym jeszcze jesteśmy. Gdzie są wasze dorosłe dzieci? Gdzie te trochę starsze i dojrzewające? Nie ma ich. Dlaczego wy tutaj jesteście? Czy nie dlatego, że nie przekazaliście czegoś swoim dzieciom, może wnukom? Warto nad tym podyskutować. Warto się zastanowić jak to naprawić.

Apelujemy do Was. Ustalcie jakiś dzień dla młodych i przyprowadźcie swoich bliskich, młodych i kochanych. Przygotujcie atrakcyjny program, spotkanie, dyskusję. Pokażcie dlaczego się spotykacie i dlaczego oni też powinni z Wami być, tworzyć jedność. To nie my, wiekowi mamy się spotykać na pogaduszki. My nie musimy się przekonywać. Zbyt dużo już widzieliśmy. Teraz widzimy jeszcze więcej, zatem chcemy się spotkać i zaprotestować. Swoją wiedzą, swoim doświadczeniem mamy pokazać młodym, dlaczego istotne są wartości, które wpisują się w hasło „HONOR”, w hasło „OJCZYZNA”, w hasło „BÓG”. W każde z osobna i we wszystkie razem „BÓG-HONOR-OJCZYZNA”. Tego nie można bardziej lapidarnie ująć. To jest kwintesencja.

Za miesiąc znowu ich przyprowadźmy i poprośmy, aby przyprowadzili swoich przyjaciół. Przyszłość mają tworzyć młodzi, o przyszłość muszą walczyć młodzi, a my im musimy pomagać, my musimy zapewnić ciągłość pokoleniową, umysłową, duchową, a nie tylko reprodukcję niczym na fermie hodowlanej. To już zostało zresztą zrobione.

Nie będzie to łatwe, zatem nie może być takie spotkanie puszczone na żywioł. To my musimy zapewnić atrakcyjność, wszystko doskonale przygotować, nawet przeprowadzić próbę generalną. Ważkie akcje wygrywano dzięki doskonałemu zaplanowaniu. Ma być ciekawie, a nie nudno.

Nie możemy pozostawić młodych tylko dla telewizji. Przegrają wówczas swoje życie i swoich dzieci. Role już zostały rozdane, ale nie musimy się na to zgadzać. Oni też nie muszą.

Jest nas coraz więcej. Nie dajmy się ogłupiać i nie pozwólmy ogłupiać naszych potomków. Jak to zrobić należy właśnie do Was.

Zacznijmy działać i wygrywać!

Marek Morawski

Demokracja jest rządami ludu, a konkretnie społeczeństwa, za pośrednictwem wybranych przez siebie przedstawicieli. Stwierdzenie to jest prawdziwe w ogólnym zarysie, ale wysoce niewystarczające. Nie wystarczy również zapis w Konstytucji, że w Polsce jest ustrój demokratyczny. Jest to zbyt mało. Nawet jeśli uwzględni się przepisy wyborcze, to nie oznacza, że to będzie ustrój demokratyczny.

Demokracja, aczkolwiek tego się nie podnosi, zakłada uczciwość szeroko rozumianą. Nie może być inaczej, bowiem początki współczesnej demokracji wpisują się w czas, kiedy nikt nie tylko nie negował honoru, ale honor był immanentną cechą działacza politycznego, przynajmniej większości ugrupowań politycznych. Były to czasy, kiedy szlachectwo zobowiązywało, chłop (a nie najemnik) musiał być honorny, a rzemieślnik wygrywał wyścig z konkurencją jakością, starannością, dbałością o klienta. Wszelka nieuczciwość była ujawniana i taki człowiek przegrywał konkurencję. Każdą. Dzisiaj są inne czasy. Liczy się oszukanie, stworzenie wirtualnego obrazu będącego imitacją rzeczywistości, narysowanie własnej sylwetki najlepszej do akceptacji przez wyborców. Dobrobyt może być fikcją, byle ludzie w to uwierzyli. I wierzą. Nie wiem jak to się dzieje, bo jeżeli w portfelu mam jeden tysiąc złotych, to bez względu kto by nie mówił inaczej, nie będą to dwa tysiące. Podobnych obrazków można przytoczyć wiele. Tanieją lekarstwa przez podwyżkę, Zarabiamy więcej, otrzymując mniej, Inflacji ponoć prawie nie ma, podczas gdy podatki, paliwo, energia, opłaty rosną i to sporo. Takich abrakadabra nie brakuje. Równocześnie aferzyści popełniają czyny aferalne o znikomej szkodliwości społecznej i właściwie słusznie, bowiem tylko dzięki temu budzą czujność. Oszustwo przy sprzedaży soli to pomysłowy wynalazek, zatem sprawę umorzono. A niezapłacone podatki, to za nich zapłacą wygnani do pracy staruszkowie lub staruszki. Popracują i umrą i o to chodzi, a nie żeby jeszcze pobierali jakieś emerytury. Emeryturę ma brać człowiek 45 letni zasłużony dla reżimu. Ma sobie jeszcze pożyć i mieć za co dostatnio żyć. Spracowany zaś nie powinien się plątać po przychodniach, tylko zająć kolejkę po najmodniejszą jesionkę. Może być i z dębu, a tańsza będzie z płyty wiórowej. Wraz z konduktem i tak to będzie stanowiło sporą sumę, więc przedłużony wiek pracy przyda się na odkładanie na pogrzeb. Prawda jak to się wszystko zgrabnie układa.

Są różne ustroje. Wszystkie dziwnym trafem mają skłonność do przekształcania się w systemy totalne, autorytarne. Każda władza, nawet ta, która nieustannie szermuje słowem demokracja, demokratyczny chciałaby więcej luzu dla siebie, mniej kontroli. Z reguły demokracja jest potrzebna tylko do przejęcia władzy. Ograniczenia natomiast też są potrzebne, ale dla przeciwników politycznych. Niesymetryczność? O to właśnie chodzi.

Punktem wyjścia, szczególnie w dzisiejszym świecie określanym jako nowoczesny, jest utworzenie podstaw prawnych jakoby demokratycznych. Na to się wszyscy przeciwnicy polityczni godzą. Wszyscy wyrażają zgodę na to, by były to ustalenia ułomne, stwarzające mnóstwo pozorów demokracji i umożliwiające w dogodnym momencie bez jakichkolwiek zmian przejście do rządów de facto autorytarnych, do jednowładztwa, do władzy totalnej. O tym się nie mówi. Nikt tego nie porusza. Jest milcząca zgoda wszystkich stron. Władza. To jest dopiero opium dla zażywających jej. Wiara określana pogardliwie przez ateuszy jako opium dla ludu to zaledwie używka. Władza jest herą do kwadratu.

Oczywiście to zrozumiałe. Pretendenci do władzy w gruncie rzeczy chcą zawsze zrobić w konia wyborców, a nie kolesi, nawet z innej partii. Głoszone idee są tylko farbką. Świadczy o tym to, jak łatwo zmieniane są poglądy polityków, posłów. Zresztą często nie prezentują oni żadnych poglądów. Poglądy zaś są tym, co w danej chwili może przynieść korzyści sobie lub partii. Mało jest takich, którym przyświeca idea dobra wspólnego, polska racja stanu, nie mówiąc o dobru społeczeństwa czy bardziej patetycznie narodu. Im więcej szumu, tym lepiej. Wartości pogrzebano wraz z „Solidarnością”, może jeszcze dawniej. Działacze, jakże często znane wszystkim nazwiska, pokazali prawdziwe oblicza. Tym razem chodziło o skok na władzę i de facto kasę. Każdy, kto mógł w tym pomóc był dobry. Wierność idei, lojalność wobec walczących o zmiany to były wartości z innej epoki.

Nie jest przypadkiem, że wielu ludzi nie może się, powiem kolokwialnie, pokapować kto jest kto. W tej sytuacji wszelcy usłużni wiszący na garnuszku władzy kreują rzeczywistość wirtualną. Manipulatorzy, propagandyści, spece od mataczenia, opluwania, obrzucania błotem, ideolodzy na zawołanie, różni gorliwcy etc.

Nie jest to demokracja. Jest to oszukańczy system, na który wyrazili niegdyś zgodę wszyscy, co uchwalali Konstytucję i wszelkie przepisy okołokonstytucyjne. Jest to tak samo oszukańcze jak Konstytucja z 1952 roku przywieziona z Moskwy. Pozornie wszystko było zapisane, wszelkie wolności, prawa wyborcze, równości praw, tylko że  to nie funkcjonowało. Nie funkcjonowało tak samo jak teraz. Były to pozory demokracji, niemal doskonała atrapa demokracji. Wtedy nazywano to demokracją ludową, teraz zorientowano się, że demos to lud, zatem władza ludowa ludu brzmiałoby głupio. Pozostawiono określenie demokracja już bez przymiotnika. Tyle, że jeżeli zebrę nazwie się koniem, to choćby ją przemalować, to koniem nie będzie, tym bardziej, jeśli to samica.

Dlaczego nie ma demokracji, dlaczego jest ułomna, to wykażę w dalszych tekstach.

Anna Maria Kowalska

6 czerwca 1979, uczestnicząc w spotkaniu z kapłanami w częstochowskiej katedrze Jan Paweł II dał świadectwo wielkiego zaufania Polaków do kapłańskiej posługi. Jednocześnie sformułował także ważne ostrzeżenie, które wszyscy powinniśmy wziąć sobie do serca szczególnie dziś, w trudnej sytuacji naszej Ojczyzny:

„ (…) Dziedzictwo kapłańskiej wiary, posługi, solidarności z całym Narodem w jego najtrudniejszych okresach, które stanowi jakby fundament historycznego zaufania dla kapłana polskiego wśród społeczeństwa, musi być wciąż wypracowywane przez każdego z Was i wciąż niejako zdobywane na nowo. Chrystus Pan pouczył kiedyś Apostołów, jak mają o sobie myśleć i czego mają od siebie wymagać: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17,10). Musicie więc, Drodzy Bracia Kapłani polscy, pamiętni tych słów i pamiętni dziejowych doświadczeń, stawiać sobie zawsze te wymagania, które wynikają z Ewangelii, które są miarą Waszego powołania. Ogromnym dobrem jest ten kredyt zaufania, którym cieszy się polski kapłan wśród społeczeństwa, jeśli tylko jest wierny swojej misji, jeśli jego postępowanie jest przejrzyste. Jeśli jest zgodne z tym stylem, jaki Kościół w Polsce wypracował w ciągu ostatnich dziesięcioleci: stylem ewangelicznego świadectwa i społecznej służby. Niech Bóg broni, ażeby ten styl miał ulec jakiemukolwiek „rozchwianiu”.

Kościół najłatwiej jest (darujcie to słowo) pokonać również przez kapłanów. Jeżeli zabraknie tego stylu, tej służby, tego świadectwa – najłatwiej jest pokonać Kościół przez kapłanów. W Polsce to nie zachodzi. Ale też stale trzeba czuwać, żeby to przypadkowo, w jakiejś mierze, na jakiejś drodze nie nastąpiło. Nie rozwinęło się coś w niewłaściwym kierunku. Musicie bardzo czuwać, musicie wszyscy mieć tego ducha rozeznania. Kościół w Polsce dzięki kapłanom jest niepokonany. Jest niepokonany dzięki tej jedności kapłanów z Episkopatem.  I z kolei jedności całego społeczeństwa z kapłanami i Episkopatem. Ale Kościół przez kapłanów można także pokonywać. Przed tym trzeba bardzo się strzec” [1].

„Chrystus żąda od swoich uczniów, „aby światłość ich świeciła jasno przed ludźmi” (por. Mt 5,16). Zdajemy sobie najlepiej sprawę z tego, ile w każdym z nas jest ludzkiej słabości. Z pokorą myślimy o zaufaniu, jakie w nas pokłada Mistrz i Odkupiciel, oddając w nasze ręce kapłańskie władzę nad swoim Ciałem i Krwią. Ufamy, że z pomocą Jego Matki potrafimy w tych trudnych, często nieprzejrzystych czasach, postępować tak, aby „światłość nasza świeciła przed ludźmi”. Módlmy się o to nieustannie. Módlmy się z największą pokorą” [2].

[1] Z. Modzelewski SAC, J.Sadzik SAC, D.Szumska (red.), W pielgrzymce do ojczystej ziemi. Jan Paweł II w Polsce, 2 czerwca – 10 czerwca 1979, Paryż 1980, s. 129 – 130.

[2] Tamże, s. 130.

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

18 kwietnia 2012 roku w Rynku Głównym w Krakowie odbył się wiec patriotyczny na zakończenie uroczystości II Rocznicy Pogrzebu Śp. Pary Prezydenckiej – Lecha i Marii Kaczyńskich. W tej kilkudziesięciotysięcznej manifestacji wzięli udział Polacy z całego kraju i zza granicy. Ze stopni krakowskiego Ratusza przemawiają poseł i wiceprzewodnicząca Prawa i Sprawiedliwości – Beata Szydło, poseł Antoni Macierewicz oraz redaktor Tomasz Sakiewicz.


http://www.youtube.com/watch?v=whT8-uC-k8M

Relację filmową z tego wydarzenia przygotował p. Stefan Budziaszek:
http://www.youtube.com/watch?v=QX_t-K8pWX4

A fotorelację pp. Andrzej Rychławski (fot. 1-57), Jan Lorek (fot. 58-90) i Marcin Pałys (fot. 91-104):
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/18Kwietnia2012ar2

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

18 kwietnia 2012 otworzyła swe podwoje Księgarnia „Gazety Polskiej” na ul. Jagiellońskiej 11 w Krakowie, w ścisłym centrum Naszego Miasta. W uroczystości uczestniczyli m.in. szef Księgarni – Ryszard Gitis, prezes Klubów Gazety Polskiej – Ryszard Kapuściński i redaktor naczelny pisma – Tomasz Sakiewicz. Relacja filmowa – Piotr Zborowski, montaż Stefan Budziaszek.

http://www.youtube.com/watch?v=jp5C34vhrgg

Nie wszyscy są z Krakowa, ale proszę podpiszcie poniższą petycję i jeszcze najlepiej prześlijcie swoim znajomym 😉 W pobliżu Rynku Głównego istnieje świetne, klimatyczne kino, które ma być z końcem kwietnia zlikwidowane. Średnio wierzę w to, że ta petycja przyniesie jakiś skutek, ale może warto pokusić się o poświęcenie 5 min. na podpisanie się pod nią, bo a nuż się uda i nadal będzie można obejrzeć film w fajnej atmosferze z pysznym popkornem w łapie 😉 a nie w multipleksie za chorą cenę.

http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=8594

Dzięki 😉

akokrakow18 kwietnia 2012 roku w Krakowie odbyła się I Konferencja Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie, pt. "NAUKA POLSKA - PRAWDA JEST NAJWAŻNIEJSZA".

Program konferencji:

Powitanie zgromadzonych Uczestników konferencji przez Przewodniczącego Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego w Krakowie oraz o. dr. Stanisława Jaromiego OFMConv

• dr Katarzyna Świerszcz (SAN w Warszawie): Nauka w służbie prawdy – służbą (integralnemu) człowiekowi
• prof. dr hab. inż. Janusz Kawecki (PK): Odpowiedź środowiska akademickiego na przesłanie bł. Jana Pawła II
• ks. dr płk. Wiesław Bożejewicz (SGGW): O głębsze zrozumienie wydarzeń
• prof. dr hab. inż. arch. Anna Mitkowska (PK): Uwagi o stanie polskiego szkolnictwa wyższego (uniwersyteckiego) w początku drugiej dekady XXI wieku
• prof. dr hab. inż. Wojciech Mitkowski (AGH): Uwagi o kierunkach zmian szkolnictwa wyższego w Polsce
• prof. dr hab. Włodzimierz Bernacki (UJ): Reformowanie czy deformowanie? Stan szkolnictwa wyższego w Polsce
• dr inż. Krzysztof Pasierbiewicz (AGH): Jak przywrócić rolę wychowawczą polskiej szkoły?
• prof. dr hab. inż. Andrzej Korbel (AGH): Nauka Polska – Prawda jest jedna

Podsumowanie Konferencji, dyskusja nad projektem Listu Otwartego do Środowiska Akademickiego.
Zakończenie Konferencji.

stefanbudziaszekStefan Budziaszek

I Rocznica Pogrzebu Śp. Pary Prezydenckiej – uroczystości w dniu 18 kwietnia 2011 w Krakowie. Po Mszy Świętej w Bazylice Mariackiej, kilkudziesięciotysięczna manifestacja wyruszyła z Rynku Głównego, Drogą Królewską pod Krzyż Narodowej Pamięci. Głównym organizatorem uroczystości był Krakowski Klub Gazety Polskiej. W tym czasie, pod wawelskim wzgórzem, grupa ok. stu „demonstrantów” – oddzielona kordonem policji – usiłowała zakłócić przebieg uroczystości.


http://www.youtube.com/watch?v=xpMfqlYhvew

Zamieszczone poniżej wykresy każą się zastanowić nad rolą jaką pełnią w Polsce Donald Tusk i Platforma Obywatelska:

Roczny, przeciętny czas pracy w wybranych krajach OECD

tysolrpcp

Emerytury w Unii Europejskiej

tysoleweu

Wysokość średniej emerytury w krajach UE
(w przeliczeniu na złote)

tysolwse

Przewidywana średnia długość życia (w latach)
w Europie osób urodzonych po 2010 r.

tysolpsdz

Źródło: http://www.tygodniksolidarnosc.com/2012/13/spec_13.pdf

Anna Maria Kowalska

Zachodzę w głowę, dlaczego na niektórych portalach internetowych środowiska tak dotąd rzekomo „tolerancyjne” i „otwarte” na to, co dzieje się w Kościele Katolickim w Polsce – ze straceńczą odwagą piórami młodzieży i „trolli” przypuszczają frontalny atak na myślących zgodnie z duchem Vaticanum II i tradycji: hierarchów, proboszczów, wikariuszów i zwyczajnych wiernych. Zwłaszcza tych z nich, którzy chcą wierzyć i nauczać w zgodzie z ortodoksją, bez włączania wszędzie – (często nie na temat) m.in. teorii Freuda, Junga, religii Wschodu i kontrowersyjnych nurtów dawnej i współczesnej myśli „quasi – teologicznej”, od której wieje herezją na kilometr. Pytanie brzmi: skoro krytykujący proboszczów i wiernych tak promują np. „różnorodność w Kościele” – dlaczego nie ma w nich ani krzty akceptacji dla tych, którzy po prostu dostrzegają zło i chcą się zwyczajnie, po ludzku i bez żadnych „udziwnień” i zmian modlić w parafiach do osobowego, Trójjedynego Boga? Skąd nagła gotowość do przewrócenia wszystkiego „do góry nogami” i wprowadzania w Polsce „nadzwyczajnych”, rewolucyjnych wręcz rozwiązań: amerykańskich, brytyjskich, niemieckich, czy nawet  mających swe źródło w innych religiach? Skąd uporczywa mania dawania ich na siłę za wzór myślenia i zachowań „kulturowych”? Czyżby tzw. „Kościół otwarty” czuł się zaniepokojony nie dość szybkimi postępami sekularyzmu, oraz Nowej Ery, jak się zdaje – przez niektórych, zwłaszcza świeckich „wewnątrzkościelnych” krytyków z utęsknieniem wyczekiwanej?

Jeśli tak nie jest, jeśli to tylko moje subiektywne mniemania (w co nie wątpię!) – mam do natrętnych Krytykantów, zwłaszcza tych młodego pokolenia – prośbę. Zamiast – wzniecając waśnie i zarabiając „punkty” w karierze publicystycznej – ulegać  perswazjom starszych roczników i na ich rachunek promować w Polsce postarzałe europejskie i światowe „nowinki” – otwórzcie się nareszcie autentycznie na tradycyjnie myślących, starszych, młodych, i będących w średnim wieku Polaków: stanu duchownego i świeckiego. Ale do tego potrzeba przecięcia „pępowiny”, autentycznego uznania prymatu papiestwa, odrobiny zdrowej pokory i porzucenia tych, którzy sieją wątpliwości i zamęt.

Anna Maria Kowalska

Choć już po Wielkanocy, a kwiaty w rozkwicie
(Jabłonie kwieciem białym sypnęły obficie),
Obudzone niedźwiedzie cieszą się, aż miło,
Przyleciały bociany – potomstwa przybyło…

Pan Tadeusz wciąż smutny! I nic nie pomaga!
W działaniu rezygnacja, na twarzy – powaga,
Mars na czole, a oczy w niebyt zapatrzone…
Gdy pojawią się goście – odchodzi na stronę,
Coś mruczy, chwilę potem strzepnie lekko dłonią:
At, lichota! Powiada. Kusy, Sokół gonią,
Dobiegają do niego – on jakby nie wiedział…
Jakby zmysły postradał. Dawniej nie usiedział,
Wszędzie go było pełno: teraz milczy w kątku,
I patrzy, jako inni pilnują „porządku” 😉

Ksiądz Robak już w zaświatach, nic tu nie pomoże…
Odeszły na plan drugi przeto Sprawy Boże,
Zostawione samopas…Wkrada się byt nowy,
„Nowej etyki” powiew i swąd „salonowy”,
Jakież wpływy? Niemieckie? Francuskie? Tubylcze?
Co robić wobec tego? Może lepiej milczeć?

Zosia i Telimena rej wodzą. Czytały
Swego czasu lewackie jakieś dyrdymały
Coś o płci kulturowej…Kto by się tam wyznał?
Dość, że Zofija naraz chce zostać mężczyzną,
Podmawia Telimenę…A ta nie od tego…
Próbują do tej myśli przekonać Sędziego…

Ten macha na to ręką. Kto by tam bab słuchał!
Lecz sprytna Telimena szepcze mu do ucha,
Jakieś wieczorne schadzki, uśmiechy, zaloty…
Romanse, romansidła, hodowane koty
Z kurzu (emancypacja! Już nikt tu nie sprząta!)
Brud z ubóstwem się włóczą z kąta w kąt do kąta,
Jakby już mało było swawoli Sędziego,
Hrabia Zosię nakłania, by wyszła za niego,
Mimo że ślubowała wszak Tadeuszowi….
(Takie maniery mają ludzie „postępowi”!)
Zofija sama nie wie, co ma robić dalej.
Płeć zmieniać, czy w miłosnym czas przepędzać szale
Z mężczyzną atrakcyjnym, z uroczym „partnerem”,
Świetnie jeżdżącym konno, nie z małżeńskim „zerem”?
Tadeusz przy nim – cherlak, szaraczek bez mała!
Krew Horeszków się w Zosi wiosną odezwała…
A że tam kazirodztwo, czy coś koło tego?
Wszak czytała wywody z „Mędrca Powszechnego”
Że piekło to przeżytek, staroświecki wymysł
I postępowi szkodzi…To doprawdy cynizm,
By piekło przywoływać, strasząc lud wokoło,
Broniąc praw, by bytował szczęśliwie, wesoło…
Zakazy są opresją; wszystko dozwolone!
Przeto, gdyby ją Hrabia pragnął wziąć za żonę
Czemu marnować w takim stadle lata młode?
Tracić zdrowie, swobodę świeżość i urodę?
Nigdy! Powiada Zosia i do Tadeusza
By mu tę wieść przekazać co prędzej wyrusza…

Przeczuwa to Tadeusz…Raptem – cóż takiego?

Ocknął się obok łóżka…..po prostu – spadł z niego.

Sen to był, sen straszliwy! Wszystko nieprawdziwe!
I Zosia była wierną, i Ksiądz Robak żywie,

Bóg wskazał podszept złego, co nawiedza ziemię,
By nie dało się skusić Soplicowe plemię,
A On łask nie poskąpi w swej szczodrobliwości.

Za co niech będą dzięki Panu z Wysokości.

Anna Maria Kowalska

Nie wiem, jak Państwo, ale ja nadzwyczaj lubię „światłą”, „twórczą” i „ubogacającą” „nowomowę bis”, z którą przychodzi mi się stykać w rozmaitego rodzaju korporacjach, czy firmach, ale także w artykułach i dokumentacji, dotyczącej ich funkcjonowania. Kto stara się tam o pracę, staż, czy odbycie praktyki, już wygrał los na loterii. Gdziekolwiek aplikuje, czyta przygotowane przez rekruterów z pietyzmem „info” o możliwościach zdobycia „mnóstwa nowych doświadczeń”, „wiedzy praktycznej w środowisku biznesowym” i szansach „nauczenia się w krótkim czasie tego, do czego inni muszą dochodzić latami”. Naturalnie, na tym nie koniec! Każda bez wyjątku instytucja oferuje zachwyconym kandydatom „ambitne projekty”, „budowanie przyjaznej atmosfery” w zespole – i, co najważniejsze, „naukę poruszania się po rynku pracy”. Po takiej zachęcie już wiemy, że na pewno warto, podejmując tam praktykę, „zainwestować w swój rozwój”, owocujący, ni mniej, ni więcej, tylko…… „doświadczeniem, które można wpisać do CV”.

Zaiste, z tak wyśmienicie i wszechstronnie przygotowanymi lingwistycznie „zasobami” „kapitału ludzkiego” na pewno już pierwszego kwietnia 2013 będziemy potęgą gospodarczą Europy.

Antoni Gazda

13 kwietnia 2012 roku

Polskie serca nie zginęły
póki pamiętacie!
Choć nam kule świat zdmuchnęły
Wy nadal kochacie!

     Marsz, marsz do Polski
     przez nadzieje, przez troski;
     przez prawdę i zgodę
     Jesteśmy Narodem!

Jak Prezydent do Katynia
leciał solidarnie,
tak niech Wasza pamięć zawsze
szuka nas ofiarnie.

     Marsz, marsz do Polski
     przez nadzieje, przez troski;
     przez prawdę i zgodę
     Jesteśmy Narodem!

Minie żałość i żałoba,
zabliźnią się rany,
dał nam przykład Syn Światłości,
jak zwyciężać mamy.

     Marsz, marsz do Polski
     przez nadzieje, przez troski;
     przez prawdę i zgodę
     Jesteśmy Narodem!

Rano / II Biało-Czerwony Marsz Pamięci w Krakowie:

Relację filmową z tego wydarzenia przygotował p. Stefan Budziaszek:
http://www.youtube.com/watch?v=FNUf5mGGSLQ

A fotorelację p. Andrzej Kalinowski:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/10Kwietnia2012ak

Po południu / Uroczyste obchody II Rocznicy Tragedii Smoleńskiej w Krakowie:

Relację filmową z tego wydarzenia przygotował p. Stefan Budziaszek:
http://www.youtube.com/watch?v=0wlpxEnxxl8

A fotorelację pp. Andrzej Rychławski (fot. 1-28), Halina Romańska (fot. 29-32), Józef Bobela (fot. 33-47) i Jan Lorek (fot. 48-52):
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/10Kwietnia2012