Przeskocz do treści

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

W Krakowie od 19 marca trwa protest pięciu osób przeciwko zmianom w szkolnictwie. Wśród protestujących są Adam Kalita i Grzegorz Surdy. W rozmowie z przedstawicielem portalu pomniksmolenski.pl udostępnionej przez Radio Wnet, Surdy mówi: „nasz protest głodowy dotyczy tego, że domagamy się wstrzymania rozporządzania dotyczącego nowej podstawy edukacyjnej, rzeczywistych konsultacji środowiskowych, mówię tu o środowiskach nauczycieli, pedagogów, środowiskach naukowych i rodzicach”. Reformy szkolnictwa wprowadzane przez rząd PO–PSL są krytykowane przez liczne gremia.

Projekt, o którym wspomniał Grzegorz Surdy zakłada, że zostaną obcięte lekcje historii a młodzież w wieku 14-15 lat będzie de facto zmuszana do wyboru drogi życiowej.
Protestuje 5 osób, co jest związane z bazą lokalową. Dołączy jeszcze trzech kolegów w czwartek i w piątek – informuje Grzegorz Surdy. Protest odbywa się w kościele w Rynku Dębnickim.
„Ta władza reaguje dopiero na protesty” zauważa Grzegorz Surdy – „przykładem są decyzje odnoszące się do służby zdrowia czy ACTA. „Polityka rządu to polityka obwieszczania”.
O sprawie protestu głodowego będziemy Państwa informować.

krzysztofpasierbiewiczKrzysztof Pasierbiewicz

Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie dlaczego, mimo serii kompromitujących wpadek, wciąż spora liczba potencjalnych wyborców zamierza głosować na partię, która nie potrafi rządzić. Otóż odpowiedź jest prosta. Ze strachu. Przed Kaczyńskim!!! – dopowiadacie Państwo chórem.

I tu się Państwo mylicie!!! Bo oni głosują za Tuskiem nie tyle ze strachu przed samym Kaczyńskim, co z obawy przed ujawnieniem PRAWDY, którą może zdemaskować prawica! A mówiąc dokładniej głosują tak ogarnięci lękiem, że narodowcy, jeśli przejmą władzę, zdemaskują ich prawdziwy rodowód. Rodowód zakłamywany od wielu pokoleń. 

Bo oni się boją jak ognia, by nie wyszło na jaw, że ich pradziadowie byli analfabetami, złodziejami, bandziorami spod ciemnej gwiazdy, wyzutymi z ludzkich uczuć oprawcami, którzy z zimną krwią mordowali każdego, kto się przeciwstawił ogarniającej Polskę pandemii komuny. Chodzi o to by się nikt nie dowiedział, iż władza Platformy oparta jest na kultywowanej z pokolenia na pokolenie ideologii przemocy, kłamstwa, fałszu i obłudy. 

Poza tym poplecznicy platformy doskonale wiedzą, że ich partia właśnie przekroczyła granicę bezkarności i jeśli utraci władzę, zostanie rozliczona za te wszystkie draństwa, na jakie naraziła Polskę. Dlatego zagłosują choćby na samego diabła, byleby tylko ukryć tę wstydliwą prawdę.

Uwaga! To co napisałem wyżej nie odnosi się do przyzwoitych ludzi, którzy stali się sympatykami Platformy przez przypadek, gdyż dali się nabrać na te wszystkie brednie, jakie obiecywał Premier. Bo tacy też są w partii Tuska, lecz na szczęście ostatnio, co widać w sondażach, poszli po rozum do głowy.

Proszę mi teraz pozwolić, że przypomnę jak to było. Pieta polska rozpoczęła się w Jałcie, kiedy w wyniku zdradzieckich ustaleń Wielkiej Koalicji, okupację hitlerowską Polski zastąpiono aneksją sowiecką. W efekcie, nasze społeczeństwo zostało po wojnie podzielone na hołdującą polskiej tradycji mniejszościową frakcję patriotyczno-narodową oraz większościowy i bezideowy trzon komuszo-ubecki, zaprzedany bez reszty rodzącej się pro-sowieckiej władzy.

W tym układzie, w czasach stalinowskich (lata 40/50) władza w Polsce przeszła w ręce analfabetów przerzucanych masowo z zacofanej wsi do miasta celem wyniszczenia resztek inteligencji o korzeniach przedwojennych. Tym samym rozpoczęto trwający de facto do dnia dzisiejszego proces sowietyzacji Polski realizowany metodą konsekwentnej demoralizacji polskiego społeczeństwa. Brano głównie niepiśmiennych wykolejeńców, bandziorów i degeneratów, bo prawdziwi chłopi mielili swoją godność, która wykluczała przejście na stronę czerwonych.

Uwaga! W tym miejscu chciałbym podkreślić, że w żadnym razie nie zamierzam deprecjonować en mass ludzi pochodzących ze wsi. Wieś polska, także w tamtym czasie, wydała wielu wspaniałych Polaków. Byli to jednak synowie starych chłopskich rodów walczących o polskość pod hasłem BÓG HONOR OJCZYZNA wyhaftowanym na swoich sztandarach. Niestety ta wierna Polsce część społeczności wiejskiej stanowiła jedynie znikomy procent masy chłopskiej, która, nie ma, co ukrywać, zdemoralizowana okupacją hitlerowską, bez skrupułów przeszła na współpracę z czerwonymi.

W miastach pobudowano dla tego motłochu bloki, które się motłochowi zdały pałacami. Potem umożliwiono motłochowi ukończenie szkoły podstawowej, co ten uznał za awans społeczny. Z czasem, ta z grubsza okrzesana w hotelach robotniczych hałastra o mózgach przeżartych bimbrem i syfilisem przepoczwarzyła się w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. To wtedy powstała rządząca ówczesną Polską klasa renegatów bez określonego rodowodu i moralnego kręgosłupa nazwana „władzą ludową”. Jednocześnie czerwona propaganda tłukła tej gawiedzi do głowy, że swój awans zawdzięcza dbającej o jej interesy pro-sowieckiej władzy, co się zakodowało w mózgach tych wykolejeńców w formie bezwolnego oddania i ślepej wdzięczności dla komuny.

To ci właśnie ludzie stanowili wierny Stalinowi pierwszy rzut Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. To ich mianowano trzęsącymi krajem sekretarzami, ministrami podległego Moskwie rządu, rektorami wyższych uczelni, dyrektorami przedsiębiorstw, komendantami milicji i współpracownikami Urzędu Bezpieczeństwa. To oni mordowali w nierównej walce „żołnierzy wyklętych” poddając ich przed śmiercią straszliwym prześladowaniom i torturom. To oni wydawali wyroki śmierci na akowców dopilnowując by je wykonano.

W następnym pokoleniu nazywanym okresem gomułkowskim (lata 60-te), dzieci zdegenerowanej komuszej wierchuszki zrobiły już maturę, co dało zaczyn tak zwanej „nowej inteligencji”, drastycznie odmiennej kulturowo od inteligencji przedwojennej. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu” charakteryzujących się atawistycznym parciem do kariery bez żadnych hamulców natury moralno etycznej, a także wypływającą z kompleksów nienawiścią do ludzi kultury wysokiej.

W epoce Gierka (lata 70-te) „nowa inteligencja” dzięki komuszym układom pokończyła studia i objęła praktycznie wszystkie kluczowe stanowiska w Państwie. W ten sposób powstała kasta „komuszej arystokracji” wyraźnie uprzywilejowanej w stosunku do pauperyzowanej reszty społeczeństwa, która odmawiała kolaboracji z komuną. Już wtedy można było zauważyć oznaki buty intelektualnie nowobogackich arogantów, których Ludwik Dorn wyjątkowo trafnie nazwał „klasą wykształciuchów”. To wtedy powstały komusze koterie, które nieprzychylnych komunie zepchnęły na margines egzystencji. To wtedy ukonstytuowała się doktryna, że lewactwo to cnota i sposób na życie.

W kolejnym pokoleniu „Solidarności i Okrągłego Stołu” (lata 80/90), skażeni genetycznie sentymentem dla komuny wnukowie służalców Stalina stworzyli podwaliny Trzeciej RP. To spośród nich formowano szeregi Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej (ZOMO), to nimi obsadzano struktury WSI i służb specjalnych, spośród nich werbowano tajnych współpracowników SB, to oni poparli wprowadzenie stanu wojennego ogłaszając generała Jaruzelskiego mężem stanu. To oni po „upadku komuny” zablokowali lustrację. To spośród nich wyrósł Adam Michnik, który wziął na siebie kontynuację procesu demoralizacji i niszczenia tożsamości narodowej Polaków przy pomocy Gazety Wyborczej, by się ostatecznie przy pomocy Geremka, Kuronia i Mazowieckiego dogadać z komunistami przy okrągłym stole. To wtedy postała zabójcza dla Polski oś Czerska – Ordynacka. To wtedy Adam Michnik wespół z Cimoszewiczem przekonali Polaków by wybrali Prezydentem Aleksandra Kwaśniewskiego stawiając tym samym post-komunistów u władzy de facto do dnia dzisiejszego.

To wtedy Polska znów pękła na pół, rozpadając się na „lewacko” post-komunistyczną i „prawicowo” patriotyczno-solidarnościową.    Aż nadeszły nasze czasy (pokolenie lat 2000/2010) naznaczone przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej pod rządami SLD, krótkim okresem rządów braci Kaczyńskich zwanym Czwartą RP, a w ostatnim pięcioleciu zdominowane przez rządy Platformy Obywatelskiej pod wodzą Donalda Tuska, namazanego przez post-komunistów na „wiecznego premiera”.

Po czasie wyszło na jaw (OFE, refundacja leków, ACTA, sport, autostrady, kolejnictwo, reforma emerytalna…), że mamy rząd, który nie potrafi rządzić.

A mimo to Platforma Obywatelska nadal prowadzi w sondażach. Dlaczego? Bo, jak już wspomniałem, ma za sobą głosujący wbrew logice post-komuszy elektorat, który jak diabeł święconej wody boi się każdej nowej władzy, która mogła by zdemaskować ich rzeczywiste korzenie.

Ale nawet ich trzeba było jakoś przekonać do coraz bardziej nieudolnych poczynań Platformy. I znowu do akcji wkroczył rezydujący przy ulicy Czerskiej redaktor gazety nie bez powodu nazwanej Wyborczą. Sprytny guru mentalnie nowobogackich snobów „różowego salonu III RP” doskonale znał odbierającą rozum moc utwierdzenia „wykształciucha” w przekonaniu o przynależności do „ELITY”. Pan redaktor wiedział, że jak takiemu powie, że należy do crême de la crême III RP, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego wyróżnienia bezkrytycznie bronił do upadu. Więcej, że taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę.

Jednocześnie doktrynerzy Platformy rozpętali gigantyczną nagonkę na opozycję prawicową, a Gazeta Wyborcza wyprodukowała tysiące artykułów mających przekonać Polaków, że: prawicowiec to oszołom; historia to zbytek; narodowa tożsamość to antysemityzm; polska tradycja to ksenofobia; honor to przeżytek; moralność to frajerstwo; wiara to ciemnogród; rodzina to anachronizm… i tak dalej. 

W efekcie, choć gospodarczo poszliśmy do przodu, w post-komuszej Polsce nastąpiła dramatyczna cofka kulturowa, a „intelekt” modelowych popleczników Tuska niewiele się już różni od opisanego w „Malowanym Ptaku” Kosińskiego.

A obłuda wyzutej z wrażliwości Platformy sięgnęła niedawno przysłowiowych szczytów, kiedy ta załgana partia bez cienia skrupułów przywłaszczyła sobie chwałę za usankcjonowanie „Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych”. Czy można sobie wyobrazić podlejszą obłudę niż wylewanie krokodylich łez nad losem żołnierzy zamordowanych przez przodków tych, którzy te łzy ronią??? Toż to już nie chichot historii, ale historyczna paranoja!!! I tylko patrzeć, jak potomkowie oprawców zaczną stawiać pomniki wymordowanym przez ich dziadów ofiarom.

Wielu przyzwoitych ludzi zadaje sobie pytanie, czy ludziom Platformy nie wstyd, że gnębiąc opozycję prawicową zdeptali polityczny obyczaj. Że w dążeniu do partyjnej hegemonii sięgają do przestępczych metod. Że wprowadzili w Polsce prawo dżungli. Że kto silniejszy, ten lepszy. Że cham chama chamem pogania. Że znowu wpędzono Polskę w monstrualne długi. Że śledztwo smoleńskie bez zmrużenia oka oddano sowietom. Że Polaków protestujących pod stocznią nazwano wyjącym bydłem. Że bezczeszczono modlących się ludzi. Że usunięto wszystkich niewygodnych, choć byli genialnymi fachowcami… długo można by wymieniać. 

Więc pytam. A czegoż można się było spodziewać po prawnukach renegatów stalinowskiej władzy??? Czegoż można było oczekiwać po potomkach popleczników Bieruta, Gomułki, Gierka, Moczara, Jaroszewicza, Rakowskiego, Jaruzelskiego, Urbana, Michnika, na Donaldzie Tusku kończąc??? Co ci ludzie mogli wynieść z domu prócz prostactwa i służalczości wobec Moskwy? Poza wrodzoną żyłką do cwaniactwa, złodziejstwa, opilstwa i nieróbstwa??? Siła genów jest ogromna!!! Wciąż rządzą nami osobnicy wyzuci z wrażliwości i poczucia przyzwoitości. Ja znam tę kategorię ludzi, gdyż pamiętam, jakimi metodami zaszczuto na śmierć mojego ojca w latach pięćdziesiątych. A potem obserwowałem jak dzieci, wnuki i prawnuki tych oprawców przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie co lukratywniejsze stanowiska w Państwie. 

Ale wróćmy, jeszcze do czasów powojennych. Otóż prawie wcale nie mówi się o tym, że wtedy, obok Żołnierzy Wyklętych, którzy stanęli do walki z komuną pod bronią, do walki z czerwoną zarazą stanęli także Polacy, których orężem zamiast karabinów była ich uczciwość i postawa życiowa wyrosła z tradycji tysiącletniej Rzeczpospolitej. Mam na myśli tych, których w czasach stalinowskich nazywano „zaplutymi karłami reakcji”, za Gierka „wichrzycielami”, po okrągłym stole „oszołomami”, „nieudacznikami” i „ksenofobami”, kończąc na tych, których już w naszych czasach premier Tusk nazwał pogardliwie „moherowymi beretami”, czytaj ludźmi gorszej kategorii. 

Chodzi mi o szeroko pojętą prawicę, albo, jak kto woli kilka milionów przyzwoitych ludzi, którzy nie dali się zgnoić komunie, ludzi mających poczucie godności, którzy poświęcili kariery i zbytki w służbie Polsce. Tych, którzy do dnia dzisiejszego nie ustali w walce z pogrobowcami komuny. Tych bezimiennych, skromnych, cichych bohaterów, których walka z czerwonym łajdactwem polegała na tym, że nigdy nie wstąpili do PZPR, za żadną cenę nie dali się zwerbować bezpiece, nie dali się kupić za talon na meblościankę, nie zdradzili ideałów Solidarności, a potem, w imię wartości wyniesionych z domu, jak od zarazy stronili od zawłaszczających Polskę różowych siewców nowego porządku. 

Długo się zastanawiałem, jakimi słowy można by uhonorować i wyrazić wdzięczność dla tych wspaniałych Polaków i pięknych umysłów.Pisałem, kreśliłem, odkładałem zmięte kartki i próbowałem od nowa. Ale wciąż czegoś brakowało, wciąż było za mało.Aż mi Pan Bóg podsunął refren ballady Reinharda Mey’a: 

Błogosławieni ci Nadłamani, ale Nieugięci
Poplątani, w siebie wpełznięci,
Ci Odrzuceni, Przygnębieni, Przygarbieni.
Do ściany Przyciśnięci.
Błogosławieni ci Szaleni.  

Moim zdaniem słowa tego pięciowiersza wiernie oddają stan ducha milionów uczciwych Polaków, którzy nie bacząc na szykany, krzywdy i ostracyzm ze strony post-komuszych rządów nie ustali w walce z czerwoną pandemią do dnia dzisiejszego. 

Błogosławieni ci Nadłamani, ale Nieugięci

W czasach stalinowskich nadłamywano ich terrorem władzy ludowej i Urzędu Bezpieczeństwa, za Gierka próbowano skruszyć skazywaniem na pauperyzację, w czasie Solidarności, a później stanu wojennego zastraszano ich oddziałami ZOMO i ścieżkami zdrowia, w czasie okrągłego stołu kuszono konfiturami za przejście na stronę różowych, a za rządów Tuska dyskryminowano ich szantażem poprawności politycznej.   Lecz mimo to ci odważni ludzie byli nieugięci, choć już w „wolnej” Polsce przychodzi im za to płacić statusem obywateli drugiej kategorii. I to nie są, jak się błędnie sądzi, tylko ludzie Kaczyńskiego i Ziobry, których ogarnięta paniką Platforma chce wyłączyć z polityki stawiając przed Trybunałem Stanu. To jest wielomilionowe, prawicowe, patriotyczno-solidarnościowe skrzydło polskiego społeczeństwa, które w imię wartości wyniesionych z domu nigdy się zbratało z czerwonymi.  

Poplątani, w siebie wpełznięci

Tak. Ale czyż można się temu dziwić? Przecież tylko ucieczka w siebie mogła być ratunkiem dla kochających Polskę uczciwych i wrażliwych ludzi, gdy patrzyli na to wszystko, co się działo z Polską. 
Bo choć kraj wypiękniał, choć żyje się lepiej i wygodniej, choć sklepy są pełne i za pieniądze można dostać wszystko, coś się stało złego z naszą polską duszą. Polska krwawi, mimo, że jest wolna. Dlaczego? Bo wciąż kilka milionów Polaków czuje się pod rządami Tuska intruzami we własnej Ojczyźnie. 

A jak patrzę na te wszystkie świństwa, które od pięciu lat wyrządza Polsce obóz władzy, coraz częściej myślę, że chyba nawet za komuny nie było aż tak źle. Tę samą opinię coraz częściej słyszę od moich znajomych. 

Gorzkie to stwierdzenie, ale trzeba sprawiedliwie przyznać, że czerwoni przynajmniej stwarzali pozory, że liczą się z ludźmi. Natomiast arogancja, bezczelność i buta Platformy sprawiają, iż coraz częściej dochodzę do wniosku, iż ta partia w pomiataniu ludźmi i oszukiwaniu społeczeństwa posuwa się znacznie dalej, niż niegdyś Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. A tylko patrzeć jak do nich dołączy Alibaba Palikot i jego czterdziestu zdegenerowanych rozbójników. 

Przygnębieni, przygarbieni, do ściany Przyciśnięci

A jacy mogą być wrażliwi i prawi ludzie wobec otaczającego ich zewsząd prostactwa, draństwa, chamstwa, bezguścia i coraz powszechniejszego odmóżdżenia??? Bo modelowy zwolennik Platformy to przebrany w szaty kultury wysokiej euro-burak, albo lepiej jamochłon, któremu do życia wystarcza otwór gębowo-odbytowy, karta kredytowa, plazmowy telewizor na ścianie i świadomość, że jest „lepszy” od „gorszej” reszty. To tacy jak on nie zdejmują nogi z gazu, gdy na zebrę wchodzi matka z dzieckiem, a na „wytwornych” rautach salonu III RP łokciami się przepycha do żarcia, jakby po raz pierwszy w życiu widział szynkę. Tylko tyle Polska odziedziczyła w spadku po komuszo-ubeckich antenatach kasty, która dziś pomiata uczciwymi Polakami!!! 

Czastuszki (Bierut), pieśni o Stalinie (Gomułka) – Festiwal Piosenki Radzieckiej (Gierek) – subkultura disco polo (Kwaśniewski) i zagnieżdżone w wielkich miastach napływowe „towarzystwo” wzajemnego zachwytu nad samymi sobą, vide: blog RRK i „Drugie śniadanie mistrzów” (Tusk et consortes). Oto „kulturowy” dorobek post-komuszych „elit”. 

I choć nie ma już wojsk sowieckich w Polsce, choć mamy już, przynajmniej na papierze wolność i demokrację, to komuna w Polsce nie do końca upadła.   W efekcie ludzie znów boją się politykować na głos w kawiarni, w pracy, ba, nawet przy rodzinnym stole. Boją się, bo wiedzą, że jedno krytyczne zdanie o Tusku i jego Platformie grozi ostracyzmem, towarzyską banicją, odsunięciem od konfitur, z wyrzuceniem z pracy włącznie. 

W czasach stalinowskich ludzie bali się słuchać Radia Wolna Europa. A dzisiaj ich prawnuki lękają się przyznać w pracy, że czytają prasę prawicową, żeby ich mianowany przez Platformę szef nie pozbawił premii. Gorzej! Mediom niepokornym wobec rządu zabiera się prawo do emisji. Więc pytam. Gdzie ta wolność??? Gdzie ta demokracja??? A potem rządzący się dziwią, że ludzie wciąż śpiewają: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!”. 

Znowu powróciła konspiracja. Do dzisiaj pamiętam jak w latach pięćdziesiątych mama przysłaniała okna i obijała ściany kilimami, bo ubecy byli wszędzie, jak w czasie Solidarności z duszą na ramieniu nosiłem ulotki, jak w stanie wojennym robiłem po kryjomu paczki dla internowanych. A dzisiaj? Gdy mowa o polityce, w kawiarniach ludzie znowu przyciszają głos i przysłaniają dłonią usta podając sobie pod stołem odbite na ksero wycinki z prasy politycznie niepoprawnej. Nie o taką Polskę walczyli uczciwi Polacy! Nie o taką! 

Błogosławieni, ci Szaleni

Ostatnio coraz częściej się słyszy opinię, że odkąd Tusk przejął władzę, skończyła się Polska. Że już wszystko przepadło, bo piarowcom Platformy udało się wszczepić w polskie mózgi przeświadczenie, iż na platformerskie rządy nie ma siły, a ci, którzy nadal walczą o prawdziwie wolną Polskę to ludzie szaleni. 

Otóż, nie dajmy się zwieść tym komuszym podszeptom. Bo gdyby tak na to patrzeć, to trzeba by uznać, że powstańcy warszawscy byli nieodpowiedzialnymi wariatami, co nam nota bene przez całe dekady próbowali wmówić komuniści. A jednak mamy Muzeum Powstania Warszawskiego zbudowane jako symbol bohaterstwa i mądrości powstańców, którzy stanęli do walki o Polskę zdawało się w beznadziejnych i nie wartych ofiar okolicznościach. 

Podobnie było, kiedy się rodziła Solidarność. Czerwona propaganda też wmawiała wtedy ludziom, że strajkujący Polacy to nieodpowiedzialni szaleńcy, którzy się porywają z motyką na słońce, bo Moskwa nigdy nie da zgody na upadek komunizmu w Polsce. I co? „Niemożliwe” po raz wtóry stało się możliwym. 

I podobnie jest teraz. Po raz trzeci wyniszczająca Polskę post-komusza szajka tłucze Polakom do głowy, że tylko Platforma może nam dać szczęście, a ci, którzy są odmiennego zdania to oszołomy i szaleńcy. 

I znowu, właśnie ci „błogosławieni szaleńcy” są ostatnią nadzieją na prawdziwie wolną Polskę. Bo tylko oni, z pomocą mądrej części społeczeństwa, mogą nas wyzwolić z post-komuszych szponów. 
I trzeba to zrobić niezwłocznie! Nim będzie za późno! 

Czy pamiętacie jeszcze słowa refrenu hymnu Polski Podziemnej??? Nie? Więc przypominam: 

Do broni! Jezus Maryja! Do broni!!! 

Bo Palikot obrasta w piórka, za węgłem Ordynackiej już się czai do skoku odchudzony Kwaśniewski, a na Czerskiej, Michnik od rana do nocy główkuje nad nową receptą na uległą wobec Moskwy Polskę.

Anna Maria Kowalska

Późnym wieczorem zatelefonowała do mnie wyraźnie wzburzona koleżanka. Z nieskładnego potoku słów zdołałam wywnioskować, że spotkała ją przykrość. I to przykrość wyrafinowana, wykalkulowana w najdrobniejszych szczegółach. Dowód na to, że inteligentne zło naprawdę istnieje.

A było tak: napisała jakiś czas temu artykuł na „nośny” temat. Spodziewała się polemiki, z tej racji, że tekst był wyrazisty i jednoznaczny w moralnej wymowie. Czekała jakiś czas. Nic takiego jednak nie następowało. Minęły mniej więcej dwa tygodnie…i dopiero wówczas wybuchła prawdziwa bomba.

Na jednym z portali internetowych, ku Jej zdumieniu, ukazał się fragment Jej artykułu, użyty w zupełnie odmiennym kontekście. Miał tworzyć tło dla publikacji danych „wrażliwych”, dotyczących ważnej instytucji zaufania publicznego, a opublikowanych przez anonimowego internautę. Nie było tam, na szczęście, Jej nazwiska. Znalazł się jednak tytuł pisma, w którym ów artykuł został opublikowany, zatem tożsamość Autorki była do ustalenia. Wykorzystanie w tej sprawie tak tytułu czasopisma, jak i tekstu, napisanego na diametralnie inny temat wciąż budziło w Niej ogromne emocje. Pytała, jak się zachować, co robić? Na szczęście w krótkim czasie, nawet bez Jej interwencji tak artykuł, jak i „wrażliwe” dane ostatecznie usunięto.

Nie usunięto jednak samego problemu. Taki sposób wykorzystania publikacji z moralnego punktu widzenia jest przecież ewidentnym złem i  nadużyciem. Co ważniejsze – nie zrobiły tego przecież krasnoludki!

Oby Internet był w przyszłości wolny od takich działań.

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

Korytarze w półmroku, chłodniej w salach. Dyrektorzy krakowskich szkół oszczędzają na wszystkim. To oni są odpowiedzialni za finanse szkoły, a miasto ogranicza środki. 

Urzędnicy miejscy obcięli o około 10 procent wydatki na szkoły. To wiąże się ze zwolnieniami nauczycieli, portierów, sprzątających. W lutym tego roku pojawiło sie zarządzenie prezydenta Krakowa o etatyzacji dające dyrektorom wolną rękę w zatrudnianiu pracowników. Wiceprezydent Anna Okońska-Walkowicz odpowiedzialna za szkoły uważa, że to dobry pomysł. Problem polega na tym, że to właśnie miasto rozlicza dyrektorów szkół, które coraz bardziej funkcjonują jak firmy, a nie ośrodki w których wychowuje się i kształci.

Oszczędności prowadzone są kosztem uczniów i nauczycieli. Na korytarzach i w salach  lekcyjnych panuje półmrok, mimo tego, że i tak w większości szkół są tak zwane jarzeniówki szkodliwe dla oczu. Dyrektorzy postawieni są w dwuznacznej sytuacji – między urzędnikami a nauczycielami, zmuszeni do oszczędzania. Do momentu ukończenia tego artykułu nie słyszałem by podobne oszczędności były prowadzone w Urzędzie Miasta Krakowa.

Anna Maria Kowalska

Aktualny numer „Wiadomości UJ” przynosi radosne wieści: uczelnie krakowskie: UJ, AGH, UP, UE i PK w ramach czekających je wyborów władz rektorskich pozostaną przy starych zasadach . Żadna z w/w uczelni nie zdecydowała się na konkurs otwarty, w którym o stanowisko rektora mogłaby ubiegać się osoba z doktoratem i doświadczeniem menedżerskim w „zarządzaniu przedsiębiorstwem” (vide: E. Regis, Rektorska zmiana warty, Wiadomości UJ nr 6 (205), marzec 2012, s. 4). Jeszcze bardziej cieszy druga wiadomość: jak do tej pory nie podjęła takiej decyzji żadna polska uczelnia.

Dlaczego cieszymy się z takiego obrotu sprawy? Powtórzmy raz jeszcze: uczelnia to nie firma, przedsiębiorstwo nastawione na biznes, ale miejsce poszukiwania prawdy obiektywnej i prowadzenia badań naukowych. W takich sytuacjach lepiej odwołać się do ciągłości akademickich tradycji, niż godzić się na niefortunne i niepotrzebne środowisku zmiany. Mówiąc o ciągłości tradycji, co zapewne oczywiste, mam na myśli czasy sprzed PRL-u. Czekamy na reformę szkolnictwa wyższego, która dokona się z uwzględnieniem szerokiego spektrum opinii środowiska – i będzie rzeczywistym wyrazem potrzeb polskiego świata akademickiego.

Anna Maria Kowalska

Jestem nerwowy, że szkoda gadać.
Chciałem się nawet wczoraj przebadać….
Co jest przyczyną? Zaraz się dowiesz…
Choć tego tysiąc piór nie wypowie…
Wróciłem z zajęć. Coś przekąsiłem,
Książki z rozkoszą w kąt odrzuciłem…
Otwieram maila: znów. Wiadomości.
Że mogę wygrać. W klipę, czy w kości?

Już o tym radio pieje od roku,
I TV Student mąci mój spokój,
Nareszcie system, nasz system słodki
Też oferuje jakieś łakotki,
Bony i premie, ciastka i lody,
Klękajcie, przeto, przed nim narody….
A po cóż? Na co? Dlaczego? Czemu?
Żebyś nareszcie się człeku, przemógł!
I chociaż sprawa to z gruntu chora,
Jednak ocenił w mig profesora!
Oceń, ach, oceń (nie, ja nie bredzę),
Czy przekazuje profesor wiedzę?
Czy był „konkretny”? „mobilizował”?
Czy nieżyczliwy? Ironizował?
Czy dwóje stawia, czy same piątki?
Czy w bibliografii ma nieporządki?
Czy punktualny? Czy jest czytelny?
Czy jednorodny, czy też podzielny?
Pytam globalnie, drogi Kolego…
(Mówię Ci, można zgłupieć od tego)!
Życia Ci szkoda? Czasu Ci szkoda?
Pięć minut wstydu – potem nagroda!
Dostaniesz Alpy, Ural, Rodopy,
Błagam…Alaskę…..Pół Europy…
Morał:
A student stoi. Ma w dłoniach głowę…
Realnie biorąc, zadatki zdrowe
Do Kulparkowa. Lecz na nic lament.
On nie oceni. Twardy jak diament.
Bo – jak świat światem, od oceniania,
Jest prowadzący. Szkoda gadania!
I żaden system tego nie zmienia.
Na tym polega jakość kształcenia.

Anna Maria Kowalska

Czy wiecie Państwo, że obecny polski student to nieomal stachanowiec? Raport „Eurostudent” sprzed dwóch lat pokazuje rzecz paradoksalną: studenci polscy uczą się mało (przeciętnie 10–11 godzin tygodniowo) – a dużo i ciężko pracują na swe utrzymanie. Studenci studiów licencjackich: 19 godzin tygodniowo, zaś roczniki magisterskie – 25 godzin tygodniowo. Podobno „mniej wolnego czasu mają tylko Portugalczycy” (cytat i dane za: A. Niedojad, Znak nowych studenckich czasów, Wiadomości UJ, Luty 2012, s. 10).

Brawo! Pogratulować warunków zdobywania wykształcenia. Ciekawe, co na to Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego?

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

Według informacji krakowskiego Kuratorium znikną cztery przedszkola, osiem szkół podstawowych lub gimnazjum i aż 16 szkół ponadgimnazjalnych. Już sześć spośród tych ostatnich szkół nie przyjmowało uczniów na ten rok szkolny. Dane te dotyczą Małopolski, natomiast w samym Krakowie zlikwidowany ma być, między innymi, Zespół Szkół Mechanicznych, Zespół Szkół Ekonomicznych. To oczywiście niektóre szkoły, o pozostałych pisałem kilka tygodni temu:
https://www.krakowniezalezny.pl/interwencje/okonska-walkowicz-chce-likwidacji-szkol

Do końca lutego samorządy muszą zdecydować o ewentualnej likwidacji szkół. A likwidacje będą na pewno, co związane jest z powtarzającym się jak mantra stwierdzeniem, że „brak pieniędzy”.

Edukacja należy do jednego z tych sektorów życia publicznego, obok bezpieczeństwa i służby zdrowia, w którym nie powinien pojawiać się argument o biedzie bo są to najważniejsze dla narodu sektory. Słaba edukacja to słabe społeczeństwo, potrafiące wprawdzie się podpisać i przeczytać w miarę prosty tekst, ale mające problem z kojarzeniem faktów i logicznym myśleniem.

miroslawborutaMirosław Boruta

Fotografie Henryk Szewczyk

Z odruchu serca i inicjatyw, które powstały jeszcze w grudniu w Krakowskim Klubie Gazety Polskiej wzięła się ta wyprawa, opisana poniżej przez p. Henryka Szewczyka, redaktora naczelnego miesięcznika „Sądeczanin”.

marcinkowice1Dziękuję za udostępnienie tej relacji, dziękuję tym, którzy dopomogli nam wybrać książki, zrobić dyplomy, zabrać filmy, pojechać z dobrym słowem… Dziękuję też za prezenty, które mogliśmy przekazać do Biura Klubów: płytę CD z nagraną uroczystością z 23 listopada ub. r., materiały i foldery ukazujące piękno Marcinkowic oraz książki historyczne poświęcone Bohaterom tej ziemi.

A to, czego w relacji nie ma (bo taki jest „ten kraj” pod rządami Platformy Obywatelskiej) opowiedziałem we środę – 1 lutego – w Klubie.

Henryk Szewczyk

marcinkowice2Marcinkowice odwiedziła dzisiaj mocna delegacja krakowian, aby wręczyć 8-letniemu Jasiowi Piszczkowi dyplom uznania za postawę zaprezentowaną 23 listopada ub. r. podczas uroczystości pod tablicą smoleńską z udziałem Jarosława Kaczyńskiego. Wierszyk, który wówczas chłopiec wygłosił na cześć prezesa PiS, obiegł całą Polskę, a dyrektorka SP im. Józefa Piłsudskiego w Marcinkowicach miała później kłopoty z powodu udziału uczniów w uroczystości na skwerze katyńskim, którym szkoła na co dzień się opiekuje. 

marcinkowice3- Gdy zobaczyliśmy co się potem w mediach działo wokół tego wydarzanie, to uznaliśmy, że musimy przyjechać do Marcinkowic i wyrazić swoją solidarność i uznanie dla patriotycznej postawy tej społeczności i poznać osobiście Jasia Piszczka i jego rodziców, bo tu bije serce Polski – mówił dr Mirosław Boruta, przewodniczący Krakowskiego Klubu „Gazety Polskiej”, wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. W składzie delegacji, która dzisiaj przyjechała do Marcinkowic, był ponadto Marek Michno, małopolski wicekurator oświaty w latach 1999 – 2003, oraz Stanisław Markowski, znany muzyk i fotografik, autor muzyki do oficjalnego hymnu „Solidarności”. Dyplom podpisała także w Krakowie Barbara Nowak, prezes Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich.

marcinkowice4W obecności m.in. wójta gminy Chełmiec Bernarda Stawiarskiego oraz rodziców chłopca: Katarzyny i Andrzeja Piszczków goście wyściskali chłopca i wręczyli mu dyplom uznania z taką oto dedykacją: „Jasiowi Piszczkowi za wierność Ojczyźnie i oddanie Polakom, którzy jej uczciwie służyli i służą”. Jasiu otrzymał też kilka książek o tematyce patriotycznej, m.in. album Joanny i Jarosława Szarków pt. „Kocham Polskę” oraz Stanisława Markowskiego „Ku wolności”. Goście rozpływali się również w pochwałach dla rodziców chłopca,  nauczycieli z Marcinkowic i władz samorządowych gminy Chełmiec, dla których też mieli prezenty. W odpowiedzi Andrzej Piszczek zapoznał pokrótce krakowian z patriotyczną tradycją Marcinkowic, gdzie dwukrotnie gościł Józef Piłsudski i powiedział, że wychowuje dwójkę swoich dzieci w duchu polskości i katolicyzmu. – Nikt mi nie będzie narzucał, jak mam wychować własne dzieci – stwierdził Andrzej Piszczek, a goście z Krakowa gorąco mu przytakiwali.

Ostatnim akordem spotkania była wspólna modlitwa na słynnym skwerku katyńskim, pod tablicą smoleńską, upamiętniającą 6 ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, związanych z Marcinkowicami. Potem jeszcze wszyscy udali się na gościnną plebanię ks. prałata Józefa Babicza.

Kraków, 25.01.2012 r.

Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta Krakowa

Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości Rady Miasta Krakowa odbył spotkanie z dyrektorami likwidowanych Młodzieżowych Domów Kultury oraz dwa spotkania z p. wiceprezydent Anną Okońską Walkowicz. Materiał który otrzymaliśmy od p. Prezydent oraz materiał, który został wypracowany przez radnych posłużył naszym ekspertom do przeprowadzenia analizy stanu MDK-ów po proponowanej ich likwidacji i przekształcenia w instytucje kultury.

Z materiału wynika, że w 2012r. Gmina Kraków do przeprowadzenia tej operacji przekształcenia musi dopłacić około 2 mln zł. Prawdą jest też, że oszczędności mogą w roku 2013 wynosić 12 mln zł.

Pani Wiceprezydent oświadczyła na spotkaniu z naszym Klubem, że po zmianie MDK-ów w instytucje kultury Gmina Kraków zaproponuje im dotację w wysokości 50% obecnej dotacji. Według nas aby MDK-i utrzymały obecny standard tak w zakresie ilości dzieci jak i poziomu zajęć Gmina Kraków powinna ich dofinansować na poziomie 80%. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że dyrektorzy tych jednostek muszą zmienić system zarządzania i zdobyć pozostałe 20%.

Zasięgnęliśmy również informacji u Pana Ministra Andrzeja Zdrojewskiego na temat dofinansowania przez Ministerstwo. Oświadczenie Ministra było dla nas czytelne, że po przekształceniu MDK-ów w jednostki kultury i wyjścia tych podmiotów z edukacji – subwencji (dotychczasowego dofinansowania) nie otrzymają.

Gdy przekształcimy MDK-i w jednostki kultury, zachowując 50% dotacji gminnej, bez dotacji państwowych, nie będzie tak, że część dzieci znajdzie się na ulicy zamiast na zajęciach w MDK-u. Nasuwa się pytanie, czy nam Polakom to się opłaci?

W raporcie Banku Światowego jest zawarty kierunek, aby dzieci kształcić w takim zakresie na jaki stać ich rodziców. Można z tego wywnioskować, że jest to element liberalnej polityki która idzie w kierunku takim, że biedniejsze dzieci będą gorzej wykształcone co wiąże się z małymi, a prawdopodobnie z żadnymi szansami zajęcia miejsc w elitach społecznych.

Dziś rozmawiamy o tym czy radni miasta Krakowa tak samo zapatrują się na tą sprawę jak eksperci Banku Światowego, czy też chodzi nam o dobro wszystkich dzieci i krakowian.

Klub Prawa I Sprawiedliwości uważa, że najważniejsze jest inwestowanie w dzieci i młodzież i dlatego sprzeciwiamy się likwidacji Młodzieżowych Domów Kultury.

Bolesław Kosior – przewodniczący Klubu

I jeszcze linka do rozmowy przewodniczących dwóch największych klubów w Radzie Miasta:
http://www.tvp.pl/krakow/publicystyka/tematy-dnia/wideo/krakowscy-radni-o-reformach-w-domach-kultury-25-i-2012/6304278

Protest Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego w Krakowie w sprawie decyzji odmawiającej telewizji TRWAM miejsca na multipleksie cyfrowym

akokrakowDo końca lipca 2013 roku ma zniknąć sygnał telewizji naziemnej na rzecz sygnału telewizji cyfrowej. Niestety, decyzja Urzędu Komunikacji Elektronicznej w porozumieniu z przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jest taka, iż na pierwszym polskim multipleksie zabraknie miejsca dla jedynej katolickiej telewizji w Polsce. Dla Telewizji Trwam.

Stało się to pomimo protestów wielu organizacji społecznych i politycznych, w tym Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu.

120216ndZabrakło miejsca na multipleksie cyfrowym dla Telewizji, której oglądalność przewyższa oglądalności wielu innych nadawców, którzy uzyskali akceptację. Dla telewizji, której wymiar społeczny jest nie do zastąpienia, dla telewizji wartości najwyższych (Il. Nasz Dziennik, Nr 39 (4274), 16 lutego 2012, wyd. internetowe).

Brak kryteriów kwalifikacyjnych, jak również argumentacja, odwołująca się do niezgodnych z prawdą faktów medialnych, mająca stanowić podstawę do odrzucenia wniosku, prowokuje do pytań o bezstronność postępowania kwalifikacyjnego.

My, niżej podpisani, w poczuciu obywatelskiej odpowiedzialności za pomyślny rozwój Rzeczypospolitej Polskiej, jako suwerennego, solidarnego Państwa, w trosce o utrzymanie naszej tożsamości narodowej, więzi rodzinnych i społecznych, mając świadomość roli pluralistycznych mediów w całokształcie życia Kraju, protestujemy przeciwko tej decyzji i żądamy jej zmiany.

Komitet Założycielski AKO w Krakowie:

1. dr inż. Andrzej Augustynek (AGH),
2. dr hab. Włodzimierz Bernacki (UJ),
3. prof. dr hab. inż. Włodzimierz Bochniak  (AGH),
4. dr Mirosław Boruta (UP),
5. prof. dr hab. inż  Stanisława Dalczyńska-Jonas  (AGH),
6. dr Andrzej Duda  (UJ),
7. prof. dr hab. inż. Jan Tadeusz Duda  (AGH),
8. prof. dr hab. Maria Dzielska (UJ),
9. prof. dr hab.  Jerzy Fijał  (AGH),
10. prof. dr hab. Janusz Gołaś (AGH),
11. dr inż. Marta Januś (AGH),
12. prof. dr hab. Ryszard Kantor  (UJ),
13. prof. dr hab. inż. Andrzej Korbel  (AGH),
14. prof. dr hab. Grażyna Korpal  (ASP),
15. dr hab. inż. Adam Korytowski (AGH),
16. dr hab. inż. Wojciech Kucewicz (AGH),
17. dr hab. Marta Lempart-Geratowska  (ASP),
18. prof. dr hab. Edward Malec  (UJ),
19. dr hab. inż. Janusz Mikuła  (PK),
20. prof. dr hab. inż. Janina Milewska-Duda  (AGH),
21. prof. dr hab. inż. arch. Anna Mitkowska (PK),
22. prof. dr hab. inż. Wojciech Mitkowski, (AGH),
23. mgr Marek Morawski,
24. mgr inż. Andrzej Ossowski (AGH),
25. dr hab. Józefa Panek  (CM UJ),
26. dr Tomasz Panz (UJ),
27. dr inż. Krzysztof Pasierbiewicz (AGH),
28. prof. dr hab. Stanisław Sędziwy  (UJ),
29. dr inż. Feliks Stalony-Dobrzański  (AGH),
30. prof. dr hab. Krystyna Stamirowska  (UJ),
31. dr n. med. Jolanta Świerszcz  (CM UJ),
32. prof. dr hab. Stefan Taczanowski (AGH),
33. prof. dr hab. Ryszard Terlecki (WSF-P „Ignatianum”)

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

W środę nauczyciele, uczniowie i rodzice pojawili się na sesji Rady Miasta dotyczącej likwidacji części szkół w Krakowie. Nie zgadzają się z propozycjami Anny Okońskiej-Walkowicz, wiceprezydent Krakowa, odpowiedzialnej za edukację.

Zniknąć mają, między innymi, Gimnazjum nr 14 na Azorach, Szkoła Podstawowa nr 16, Zespół Szkół Specjalnych  nr 2, czy XXXI Liceum. Łącznie 12 szkół. Argument Okońskiej jest taki: za drogie utrzymanie, za dużo pieniędzy przeznaczanych na jednego ucznia i za mało uczniów.

W rozmowie w „Tematach dniach” w TVP Kraków, w środę, Okońska-Walkowicz podkreśliła, że dwadzieścioro kilkoro uczniów w klasie to za mało. Jednak, jak zauważają specjaliści, mniejsza ilość uczniów w klasach sprzyja lepszej nauce. Nauczyciel częściej przepyta ucznia z klasy dwudziesto- lub mniej osobowej, rzadziej z klasy trzydziestoosobowej. Pojawia się również kolejny problem związany z dostępnością do szkół, a także z pracą dla nauczycieli z likwidowanych szkół. Wszystko zależy od tego jak zachowają się radni. Radni Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli, że nie poprą pomysłów Okońskiej-Walkowicz, radni PO są podzieleni. O sprawie będziemy Państwa informować.

druk560glosy1Jak dowiaduje się Kraków Niezależny, krakowski radny Prawa i Sprawiedliwości, p. Bolesław Kosior, zgłosił wniosek o głosowanie za odesłaniem druku nr 560 do projektodawcy.

Druk dotyczy likwidacji Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 5 z ul. Św. Stanisława oraz szkół wchodzących w jego skład.

Czy radni skorzystali z możliwości obrony dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi? Wystarczy zajrzeć do protokołu sesji i porównać go z wypowiedziami w mediach, na spotkaniach i sesji Rady Miasta.

A obok (strona pierwsza protokołu) i poniżej (dokończenie) wyniki głosowania:druk560glosy2

Anna Maria Kowalska

W połowie 2009 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pojawił się opasły, bo podwójny numer kwartalnika „Ethos” pod znamiennym tytułem: „Koniec ery uniwersytetu?”. W dyskusji o współczesnym losie uczelni wyższych zabrali głos badacze tak z europejskiego, jak i pozaeuropejskiego kręgu kulturowego. Wśród nich, między innymi Richard Neuhaus, Władysław Stróżewski, Agnieszka Lekka-Kowalik, czy Rocco Buttiglione. Została także dołączona płyta audio z nagraniem dwóch przemówień Prymasa Tysiąclecia z lat 1978 i 1979. Wszystkich połączyła znamienna obawa o los uniwersytetów, poddanych na niespotykaną skalę procesom komercjalizacji i negatywnie rozumianej bolonizacji. Obok tych zjawisk zwrócono jednak także uwagę na zjawiska znacznie szersze, dotykające samej idei uniwersytetu jako miejsca poszukiwania obiektywnej prawdy, dobra i piękna.

W związku z kwestiami wyżej wskazanymi jednym z nader znaczących, a rzadko wspominanych zjawisk jest dyskryminacja chrześcijańskiego punktu widzenia na realne problemy europejskie i światowe, przy jednoczesnym nagłaśnianiu zjawisk, będących w istocie tzw. „dyskursami mniejszościowymi”. Symbolem tego trendu stało się kategoryczne zamknięcie drzwi przed Benedyktem XVI na uniwersytecie La Sapienza – jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów w Rzymie, gdzie wszystkie inne „dyskursy” pozachrześcijańskie – cieszą się pełną autonomią. Co więcej, „dyskursy mniejszościowe” stosują wobec uniwersytetu – wciąż jeszcze, na szczęście, instytucji państwowej – formę swoistego „dyktatu”, nakazującego natychmiastowe wykonanie postulowanych przez owe subgrupy zaleceń. W myśl teorii, głoszonych przez rzekomo „dialogicznie” nastawione grupy mniejszosciowe, mamy tu do czynienia z dyktatem permanentnym, dotyczącym już nie tylko samej instytucji uniwersytetu i akademii, ale wkraczającym w obszar wydawniczy, zastrzeżony dotąd przez instytucje naukowe. Niespotykane dotąd, a nasilone obecnie stało się również specyficzne „cenzurowanie” haseł encyklopedycznych w wydawnictwach naukowych, z sugestiami środowisk mniejszościowych, by hasła te uzupełnić o „nowe” dane, odzwierciedlające rzekomo bardziej „kreatywny”, nie zaś zgodny z prawdą porządek świata. Sprawy te nie są nagłaśniane, wychodzą na jaw przypadkowo, wręcz okazjonalnie. Mimo że dominacja dyskursów mniejszościowych bywa kojarzona – za Fokkemą – z ideologizacją i postmodernizmem w kształcie modelowym, jako żywo przypomina zgrzebne polskie lata 50 -te z kłamstwami i półprawdami w dziełach naukowych i popularnonaukowych, umieszczanymi zwłaszcza w sztandarowej publikacji owych lat: Encyklopedii Popularnej z roku 1952.

Obok tych absurdów, które dotykają i charakteryzują olbrzymią liczbę europejskich i światowych uniwersytetów, a na które, o dziwo, wyrażamy zgodę (protestują jedynie nieliczni), mamy do czynienia z innymi – specyficznie polskimi – nieczęsto jednak podnoszonymi przez krajowe środowiska profesorskie, choć pozostającymi bez echa. Autentyczny spór merytoryczny o kształt szkolnictwa wyższego w Polsce wiedziony bywa bardzo rzadko. Dlaczego tak się dzieje? Na ogół nie zdajemy sobie sprawy, gdzie leży sedno problemów, o których przychodzi nam dziś rozmawiać. A sedno to leży nie tam, gdzie zwykliśmy go upatrywać – a zatem nie w samej zmianie funkcji instytucji naukowej z instytucji służącej prawdzie w „firmę” usługową. To jedynie stwierdzenie faktu, zdiagnozowanie istniejącego zjawiska. By jednak diagnoza mogła być pełna, należy odkryć karty na stół – pokazać sam mechanizm, który niejako „wcisnął” szkolnictwo w nowy schemat, w którym wyżej wspomniane aktualnie już powoli zaczyna się dusić. Było coś, co na tego rodzaju zmiany pozwoliło, co owe zmiany wymusiło, a przeszło w środowiskach naukowych praktycznie bez echa. To coś, to zasadnicza zmiana sposobu rozumienia pojęcia autonomii uczelnianej, którą od zarania uniwersytet cieszył się jako jednym z zasadniczych przywilejów tak profesorów, jak i studentów.

Kraków, 03.01.2012 r.

KLUB RADNYCH PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI RADY MIASTA KRAKOWA

Informacja dla mediów

Uwagi do budżetu – edukacja

Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości sprzeciwia się likwidacji Młodzieżowych Domów Kultury oraz szkół.  Likwidacja  szkół , których liczba uczniów wynosi ponad  70  jest niezgodna z prawem, zapisami Ustawy o Systemie Oświaty z dnia 7 września 1991 z późniejszymi zmianami.

Poprawki  PO do budżetu – edukacja

1. Odebranie przedszkolom, szkołom podstawowym, gimnazjom, liceom i zasadniczym szkołom zawodowym kwoty 4 600 000 zł. z wydatków bieżących związanych z realizacją ich zadań statutowych, przy równoczesnym planie  termomodernizacji  budynków  11 szkół wycenionej na  13 970 595 zł.

2. W budżetach szkół i przedszkoli tzw. „rzeczówka” jest niedoszacowana. Zniesione zostało dofinansowanie do wyjazdów śródrocznych dla uczniów, nie ma pieniędzy na zajęcia dodatkowe, kółka zainteresowań itp. Niedoszacowana  „rzeczówka”,  która w ubiegłym roku wystarczyła przedszkolom zaledwie na miesiąc do dwóch miesięcy, a szkołom na  zapłatę zobowiązań, najwyżej trzech do pięciu miesięcy,  wygląda w tym roku podobnie. Mimo takiego stanu biedy budżetowej Klub PO proponuje w poprawce do budżetu realizację pomysłu termomodernizacji  dla  11 szkół, wytypowanych bez planu, bez kryteriów, w kwocie 13 970 595 zł.  

W Krakowie Wydział Edukacji przygotował przed laty listę szkół do „termomodernizacji”. Ten plan był realizowany do 2006 roku, potem z powodu braków finansowych,  został zarzucony. Szkoły wskazane przez  Klub PO w poprawce nie są placówkami ujętymi wg kolejności w tej liście rankingowej. Rodzi się zatem pytanie – jakimi przesłankami kierowali się Radni Klubu PO typując konkretne szkoły do kosztownej termomodernizacji i czy aby na pewno te szkoły, spośród placówek krakowskich, najbardziej tego typu remont wymagają.  A może to tylko partykularne interesy radnych przesądziły o takim typowaniu?

3. Odebrane zostają środki z budżetu Zespołu Ekonomiki Oświaty  na działalność podstawową,  wydatki rzeczowe i działalność dodatkową w wysokości  5 600 000 zł.

Pytanie:  Jak można bez reformy strukturalnej zmniejszyć budżet ZEO o  1/3 środków?

Gabriel Szachraj

Owa młodość w istocie, jakieś tam uprawnienia może i posiada, niemniej trudno w to ostatnio uwierzyć. Szczególnie, jeżeli przyglądniemy się życiu studenckiemu. A i owszem – jest to szczególna grupa społeczna, znana powszechnie ze swojego zamiłowania do hucznej, szampańskiej (i nie tylko) zabawy, niekiedy głośna, niekiedy bezczelna. Ot – brać studencka. Jednakże, jeżeli pozwolić jej się wyszumieć, jest szansa iż wkrótce dołączy do całego grona zdolnych i uczciwych obywateli, którzy będą wspólną pracą tworzyć dobrobyt całego kraju, naturalnie, jeżeli ową pracę znajdą, co w ostatnim czasie bywa wymagające. Zanim to jednak uczynią, przedzierać się muszą przez gęste chaszcze egzaminów, kolokwiów, wkraczać na zdradliwe tereny zwane „dziekanatami”, a także przechodzić całe rytuały zapisów, podpięć, składania deklaracji i tym podobne…

Dodatkowym wyzwaniem jest, iż nawet sami mentorzy tej niezwykłej czeladzi nie szczędzą sił i zapału, aby utrudnić przebycie owej niebezpiecznej trasy zwanej przez zwykłych śmiertelników „studiami”.  Ich ostatnim pomysłem były elektroniczne zapisy na egzaminy i przedmioty przez Uniwersytecki System Obsługi Studiów (USOS), które nagradzają tych o najlepszym refleksie i najszybszym łączu internetowym. Miejsc na wymarzone terminy jest bowiem niewiele, co powoduje, iż jedynie ci, którzy od wieków ćwiczą swą rękę, strzelając do rewolwerowców na Dzikim Zachodzie, są w stanie zmieścić się między „godziną zero”, o której otwierana jest rejestracja, a nieuniknionym krachem serwera z powodu przeciążenia. Wykonać mają od 4 do około 30 kliknięć, w zależności od współczynnika swojej nieugiętości w pozyskiwaniu wiedzy, która przekłada się na liczbę wybranych przedmiotów, jak i starego, dobrego pecha. A mają na owo działanie, po przeliczeniu, jakieś 43 milisekundy, zaokrąglając w górę…

egzaminNieprzypadkowo użyłem tu sformułowania „godzina zero”, gdyż taką właśnie godzinę wybrano ostatnio na zapisy na niektóre z egzaminów. Tak, tak, moi mili – nie bójcie się owej niewiarygodnej prawdy – jeżeli ktoś chce bowiem zdawać w upragnionym, zaplanowanym terminie, musi być obecny przy najbliższym komputerze, bądź innym urządzeniu z dostępem do sieci dokładnie o godzinie 0:00, gdy odpalono już pierwsze fajerwerki. Bowiem najwyraźniej „siły, o których nie mamy pojęcia”, bądź „siły, które nie mają o niczym pojęcia” (do wyboru) postanowiły w swej niezwykłej, niespotykanej u racjonalnych istot mądrości, iż obchodzenie Sylwestra jest przereklamowaną, konsumpcyjną mrzonką, z którą trzeba zdecydowanie walczyć. A jak lepiej spowodować, aby noc była cichsza z powodu nieobecności części studenckiej braci z UJ? Proste – zorganizować zapisy. Genialne? Też tak sądzę i już piszę o przyznanie pomysłodawcom Pokojowej  Nagrody Nobla, którą mogą dostać za nic i/lub na zachętę, bo to przecież już się kiedyś zdarzyło…

Ktoś powie: „E tam, parę minut różnicy nie zrobi… Jak zaczną świętować trochę później, to nic się nie stanie…” Prawda… Jeżeli na pociąg przyjdziemy trochę po czasie odjazdu to też nic się nie stanie. Ale to w Polsce, bo mamy już wypracowane metody na opóźnianie pociągów, jednak na razie nie wymyślono, jak „opóźnić” nadejście Nowego Roku, choć urzędujący gabinet dwoi się i troi. Niemniej, zastanawiające – jak oderwanym od rzeczywistości, bądź jak przygnębionym smutasem trzeba być, aby wymyślić coś takiego? Warto zapytać osoby za to odpowiedzialne, których imion i nazwisk tutaj nie zdradzę, nie dlatego, iż istnieje ustawa, która tego zakazuje, ale ponieważ i ja sam pragnę studia ukończyć. Cóż, pozostaje jedynie stwierdzenie, iż spokojnie można nazwać strategów, którzy obmyślili ów niecny plan Obywatelami Świata, gdyż przekraczają wszelkie granice, z granicami logiki, absurdu i zdrowego rozsądku włącznie.

Anna Maria Kowalska

Bytując w kleszczach systemu bolońskiego i biadając nad niskim miejscem dwóch najlepszych polskich uniwersytetów w rankingach światowych na ogół nie zwracamy uwagi na to, że największym przegranym aktualnej reformy szkolnictwa wyższego jest sama Bolonia. Relatywnie niska pozycja rankingowa czołowego niegdyś uniwersytetu to najlepszy dowód na to, jakie efekty przyniosła reforma, „projektująca” przyszłe elity na potrzeby gospodarki rynkowej.

Szkolnictwu wyższemu w Nowym Roku 2012 życzę zatem jak najszybszego powrotu do starych, sprawdzonych tradycji uniwersyteckich, a nade wszystko – więcej autonomii i asertywności! Wszak niezależność i asertywność to od zawsze podstawowa cecha nie tylko akademii jako instytucji – ale przede wszystkim każdego szanującego się akademika.

W obronie Młodzieżowych Domów Kultury wystąpił krakowski Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości z oficjalnym oświadczeniem, w którym czytamy: „Radni Klubu PiS stanowczo sprzeciwiają się likwidacji Młodzieżowych Domów Kultury…”

Radni Prawa i Sprawiedliwości w swoim wystąpieniu uzasadniają potrzebę istnienia tych placówek, służących dobru ogólnemu. Ze względu na całościową i wnikliwą analizę tego uzasadnienia zamieszczamy ten dokument w całości pod linką:

https://www.krakowniezalezny.pl/klub-radnych-prawa-i-sprawiedliwosci-w-sprawie-proby-likwidacji-mdk-ow

miroslawborutaMirosław Boruta

Lokalne obchody miesięcznic tragedii smoleńskiej
w optyce krakowskich mediów

Tragedia smoleńska, tragedia pod Smoleńskiem, drugi Katyń, Katyń 2010 czy też tragedia nad Smoleńskiem pozostaje – bez względu na nazwę – najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy i lat. Toczące się wolno dochodzenia, ustalenia i raporty, począwszy od pierwszych do ostatnich dni, pozostające w Rosji czarne skrzynki czy wrak samolotu nie napawają nadzieją na rychłe wyjaśnienie powodów śmierci 96 osób, pasażerów i załogi samolotu TU- 154M Lux o numerze bocznym 101, należącego do 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego i znajdującego się w dyspozycji Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

10 maja, 10 czerwca, 10 lipca, 10 sierpnia i następne… to kolejne daty, w których w wielu większych i mniejszych miastach Polski odbywają się msze święte i uroczystości patriotyczne upamiętniające Ofiary tego wydarzenia. Przykładowo, w dziesięć miesięcy od tragedii, na stronie internetowej Klubów Gazety Polskiej odnalazłem relacje z 22 miejsc w Polsce i świecie. Były to: Bydgoszcz, Bytom, Chrzanów, Garwolin, Gdańsk, Gliwice, Grójec, Grudziądz, Jaworzno, Kalisz, Koszalin, Kraków, Legionowo, Lublin, Opole, Piotrków Trybunalski, Przasnysz, Przemyśl, Pyskowice, Sandomierz, Szczecin, Szczecinek, Świnoujście, Tarnów, Trzebnica, Tychy, Warka, Warszawa, Włocławek, Wrocław a także Dublin i Wiedeń [1]. Apogeum obchodów przypadło oczywiście na rocznicę, 10 kwietnia 2011 roku, a pełną listę odnotowanych uroczystości – w 72 miejscowościach, w tym wymienię tylko nazwy miejscowości miast za granicą Polski:  Amsterdam, Berlin, Chicago, Dublin, Essen, Grodno, Houston, London (Kanada), Londyn, Nowy Jork, Paryż, Strasburg, Sydney, Toronto, Wiedeń i Winnipeg – podaje również strona internetowa Klubów Gazety Polskiej [2].

Zważywszy na fakt pochowania śp. Prezydenta Rzeczpospolitej Lecha Kaczyńskiego oraz Jego Małżonki Marii w podziemiach Archikatedry Wawelskiej uroczystości w Krakowie odbywają się od pierwszego miesiąca po tragedii. Do chwili zakończenia pisania tego tekstu do druku (koniec stycznia 2012 roku) odbyło się już takich miesięcznic 21.

Najpełniejsze ich opisy znajdują się na stronach internetowych wymienionych już Klubów Gazety Polskiej [3] oraz stronie internetowej Kraków Niezależny, prowadzonej przez piszącego te słowa, przewodniczącego Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej [4].

Przedmiotem analizy niniejszego tekstu jest opis comiesięcznych społecznych (a jednocześnie lokalnych, krakowskich) wydarzeń w trzech tytułach prasowych: „Dzienniku Polskim”, „Gazecie w Krakowie” (lokalnym dodatku ogólnopolskiego dziennika o nazwie „Gazeta Wyborcza”), a także „Polsce. Gazecie Krakowskiej” (lokalnym dodatku ogólnopolskiego dziennika o nazwie „Polska”). Według danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy z dnia 17 listopada 2011 sprzedawany nakład tych dzienników wynosi odpowiednio 37081,  ok.  […] [5] oraz 27005 egzemplarzy [6].

Lekturze podlegały numery wymienionych wyżej dzienników, ukazujące się bezpośrednio po 10-ym dniu każdego miesiąca, przy czym pod uwagę wzięte zostały daty ukazania się wydań. Przykładowo, dla wydania z dnia 10-ego brano pod uwagę wydanie z 11-ego, a dla wydania z dni 10-11-ego, wydanie z 12-ego danego miesiąca. Łącznie badaniu poddano 57 numerów czasopism.

Drugą miesięcznicę, zorganizowaną pod hasłem „Marsz Pamięci” opisały na swoich łamach „Dziennik Polski” (s. A4) oraz „Gazeta Wyborcza. Gazeta w Krakowie” (s. 3). Ten pierwszy pod tytułem „Pamięć o ofiarach smoleńskiej katastrofy”, ta druga „Wspominali Lecha, namawiali na Jarka”. Sformułowania „Gazety Wyborczej”, moim zdaniem, odbiegają znacznie od kanonu relacji dziennikarskiej, warto więc – dla ilustracji – poznać obydwa wzmiankowane teksty, by gołym okiem dostrzec różnice, pierwsza z gazet – „Dziennik Polski” przygotowuje relację, druga – „Gazeta Wyborcza” porcję propagandy zmieszanej z pogardą i szyderstwem [7].

W sierpniu 2010 roku relację „Polski. Gazety Krakowskiej” (s. 3) zatytułowano „Cztery miesiące po Smoleńsku z jedności nic nie zostało”. Pisząc o Krakowie dziennikarz zauważa transparenty „Uwolnić czarne skrzynki”, choć istnieje tylko jeden taki transparent, a co ciekawe – na zdjęciu widniejącym obok – widać zupełnie inny transparent i inny tekst, niewzmiankowany jednak w artykule. Do tekstu z tego transparentu chciałbym wrócić jeszcze na zakończenie tekstu.

Relacja Błażeja Strzelczyka z „Gazety Wyborczej. Gazety w Krakowie” (s. 3) skrzy się już od językowych perełek, np. słowo „przemaszerowało” (podobnie jak w relacji powyżej, bo słowo „przeszło” jest zbyt neutralne), „przemaszerowało” oznacza przecież karność, dryl, rodzaj przemocy… Do tego jeszcze końcowa część relacji, swoisty wytwór dziennikarstwa wyobrażeniowego czyli pani Kazimiera i pani Zofia Karaś, z których ta ostatnia stwierdza, że „turyści się na was patrzą i się śmieją”. Należy rozumieć, że jest to zdrowa reakcja turystów. Śmianie się z pamięci o ofiarach i uroczystości patriotycznych jest zachowaniem normalnym i polecanym także przez panią Zofię Karaś. Ba, należy rozumieć, że Błażej Strzelczyk śmieje się wraz z nią i tak dobrze zrozumianymi przez jego rozmówczynię turystami. Taka wspólnota śmiechu czy może znów wspólnota pogardy i szyderstwa?

W listopadzie p. Błażej Strzelczyk opisał zakończenie hymnu „Boże, coś Polskę” śpiewanej pod Krzyżem Narodowej Pamięci (Krzyżem Katyńskim) w wersji „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” i natychmiast przeciwstawił „złych ludzi dobremu kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi”, i jego wypowiedzi o wolnej Polsce i prawidłowym zakończeniu hymnu. Zachodzę w głowę czy to pieśń dzieli Polaków czy dzieli ich Kardynał, a może i sam p. Błażej Strzelczyk – w imieniu Gazety Wyborczej - dzieli katolików na wawelskich i podwawelskich? Jest specjalistą? Do sztampowych wyrażeń „Gazety Wyborczej”, o tym, że krzyż dzieli Polaków (a już szczególnie rodziny ofiar), że krzyż to znak pisssssowski, że to PiSSSSS dzieli Polaków, że to historia dzieli Polaków, jako żywo dorzucę jeszcze - i dorzucę za darmo kolejne żarty słowne - że to Polska dzieli Polaków i że to Polacy dzielą Polaków. Myślę jednak, że to nie koniec umiejętności tego medium. Bądź co bądź dziel i rządź to podstawa społecznego wpływu na masy.

Zostawmy jednak, choć na chwilę, fikcję i wróćmy do relacji. W lutym 2011 roku Błażej Strzelczyk w artykule zatytułowanym „10. marsz pamięci katastrofy smoleńskiej” (jako żywo jest to marsz pamięci Ofiar - ludzi, także pamięci tragedii, ale nie pamięci katastrofy), odnajduje kolejne powody do złośliwej dyskredytacji [8] uczestników opisując (a może wręcz wymyślając na użytek propagandowej linii artykułu) ich rozmowy: „Tusk to jest rak, a cała reszta to przerzuty, zwłaszcza Dziwisz. Możesz pokonać raka, ale przerzuty zostają - mówiła jedna z uczestniczek pochodu. - Nasz Kaczorek kochany, jeszcze pokaże kto powinien rządzić Polską, tylko musimy go wspierać - dodała inna”. Tutaj mechanizm dzielenia jest jeszcze bardziej agresywny niż w notce wyżej.

W marcu oczywiście uczestnicy maszerowali, bo jakżeby inaczej, a prowadzący uroczystość miał jakoby wypowiedzieć słowa „miesięcznica wypadku prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem”, co znów jest nieprawdą, bo nie użyłem nigdy i nie użyję takiego sformułowania, przypomnę, że samolot był rządowy! Kolejna dyskredytacja to podpis pod zdjęciem: „Patrzcie i fotografujcie, bo tu są prawdziwi Polacy! – przekrzykiwali się uczestnicy wczorajszej uroczystości”. Pomijam tekst, ale zaakcentuję, że uczestnicy uroczystości nie mogą mówić, muszą albo „krzyczeć” albo „przekrzykiwać się”.

Kolejna relacja to relacja rocznicowa, z 10 kwietnia 2011 roku oraz relacje z obchodów pierwszej rocznicy pogrzeby śp. Pary Prezydenckiej na Wawelu. Pomijam je, jako temat do osobnego opracowania.

Następne miesiące nie wzbudziły zainteresowania dziennikarzy, jednakże w październiku, dzień po wyborach parlamentarnych ludzie przecierali oczy ze zdumienia widząc w „Gazecie Wyborczej” tytuł „Szmaciarze wygrali sfałszowane wybory”. Myliłby się jednak ten, kto założył radykalną zmianę linii propagandowej opiniotwórczego dla wielu dziennika. To kolejny wymysł nie wymysł „dziennikarza nie dziennikarza”.

Może warto jednak oglądnąć relację filmową ze strony You Tube [9], bo jeśli nawet jedna osoba powiedziała coś podobnego to co z pozostałymi? Czy nie jest to manipulacja?

W tym przypadku chciałbym zaproponować relację autorską: „10 października, półtora roku po tragedii smoleńskiej, przy wawelskim sarkofagu śp. Pary Prezydenckiej - Lecha i Marii Kaczyńskich modlili się i wiązanki kwiatów złożyli m.in. p. poseł Andrzej Duda, reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość, przewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej - Mirosław Boruta oraz - w imieniu Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej w Nowej Hucie - p. Józef Bobela. Mszę świętą odprawił i kazanie wygłosił ksiądz prałat Zdzisław Sochacki, proboszcz Katedry Wawelskiej. Po mszy świętej pochód ponad pięciuset Krakowian i Gości z flagami narodowymi, transparentami, kwiatami i zniczami przeszedł z Katedry Wawelskiej pod Krzyż Narodowej Pamięci (Krzyż Katyński). Towarzyszyła nam muzyka i pieśni patriotyczne.

Uroczystość, którą poprowadził przewodniczący Krakowskiego Klubu Gazety Polskiej - Mirosław Boruta, rozpoczęła się słowem i modlitwą za Zmarłych. Następnie wiązanki kwiatów złożyli p. poseł Andrzej Duda, reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość, przewodniczący Klubów Gazety Polskiej - p. Ryszard Kapuściński oraz przedstawiciele Regionu Małopolskiego NSZZ "Solidarność", pp. Bożena Musiał i Jacek Smagowicz. Krótki wykład, poświęcony wyborom parlamentarnym w Polsce 9 X 2011 roku i ich rezultatowi wygłosił p. poseł Andrzej Duda. Po nim głos zabrali także pp. Zuzanna Kurtyka, posłowie Ryszard Terlecki i Andrzej Adamczyk oraz p. Jacek Smagowicz. Nie zabrakło również comiesięcznego Kalendarza Patriotycznego, którego bohaterami byli papież Jan Paweł II i pogromca Rosjan - hetman Stanisław Żółkiewski.

Apel, który na 18. miesięcznicę tragedii smoleńskiej - 10 października 2011 roku, przygotowały Kluby Gazety Polskiej odczytał ich przewodniczący, p. Ryszard Kapuściński:

Szanowni Państwo,
większość wyborców uznała, że od wyjaśnienia tragedii nad Smoleńskiem ważniejszy jest święty spokój. W podobny sposób myśleli Polacy mieszkający w osiemnastowiecznej Rzeczpospolitej. Nasi przodkowie nie widzieli nic złego w uzależnianiu polityki zagranicznej, a potem wewnętrznej od Niemiec i Rosji. Polska podupadała przez dwa pokolenia nim utraciliśmy państwo. Stało się tak, bo niepodległość umierała powoli, pośród hulaszczego trybu życia i we względnym dobrobycie. Nie było dzwonu, który mógłby obudzić śpiących. Ten dzwon dzisiaj bije dla nas wszystkich. Woła od smoleńskiej tragedii: Polsko obudź się, Polsko działaj póki jest jeszcze czas.
Tamto wielkie cierpienie dało nam szansę, by zobaczyć rzeczywistość bez medialnej zasłony. Dzisiaj są nas miliony. Wystarczająco dużo, by tworzyć fundamenty pod Polskę wolną i Polskę dumną.    Zjednoczyła nas śmierć naszych przywódców i połączyło czuwanie pod Krzyżem. To nasz kapitał, który trzeba chronić i pomnażać. A Polska trwać będzie w nas.
Kluby Gazety Polskiej

Na zakończenie uroczystości, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Krakowie - Mirosław Boruta, zaprosił wszystkich zebranych na odbywające się w tym miesiącu w Krakowie spotkania i uroczystości patriotyczne oraz na kolejną uroczystość, 10 listopada, po mszy świętej o godzinie 16:30. Niezwykle podniosłą uroczystość zakończyło odśpiewanie hymnów "Boże, coś Polskę..." i "Jeszcze Polska nie zginęła...".

11 listopada 2011 roku, w dniu wielkiego narodowego i państwowego święta, dziennikarz „Gazety Wyborczej. Gazety w Krakowie” zauważył jedynie pieśń, śpiewaną przy Krzyżu Narodowej Pamięci („Wzbiłeś się w przestworza, prezydencie nasz, by świadectwo prawdy raz kolejny dać. Pośród swych rodaków, u ojczyzny bram, panie prezydencie do apelu stań!”).

lokalneobchody1Dla porównania fragment relacji z portalu Kraków Niezależny: „Po 93 latach Krakowianie przypomnieli o tych wydarzeniach uczestnicząc niezwykle licznie w mszy świętej w Archikatedrze Wawelskiej, pochodzie patriotycznym i gromadząc się na trasie przemarszu, na ulicach naszego miasta. Krakowski Klub Gazety Polskiej przygotował 500 egzemplarzy śpiewnika zawierającego takie tytuły jak „Hej, hej ułani”; „Jedzie, jedzie na kasztance”; „Marsz Polonia”; „Piechota”; „Pierwsza Brygada”; „Pierwsza Kadrowa”; „Przybyli ułani” czy „W dzień deszczowy i ponury” („Marsz lwowskich dzieci”). Wraz z Klubowiczami i Związkiem Konfederatów Polski Niepodległej 1979-1989 szły także i z wielkim zapałem śpiewały wspaniałe dzieciaki z Teatru Słowa i Tańca J.K.”. [10] Dziennikarz „Gazety Wyborczej. Gazety w Krakowie” nie usłyszał nic ponadto. Nie zobaczył wspaniałej gromadki rozśpiewanych dzieciaków, nie musiał, nie chciał… Ale Państwo mogą to zobaczyć powyżej.

I na koniec najważniejsze zdjęcie pokazujące z jakim rodzajem pseudodziennikarstwa mamy do czynienia i jak wiele jeszcze przed nami, by społeczne wydarzenia były pokazywane przez społeczne media, a nie szkołę propagandystów. Nie można środowiska "Gazety Wyborczej" nazywać organizacją przestępczą, ale wrogiem cywilizacji już nazywać można – orzekł Sąd Okręgowy w Opolu. Oto kolejny argument, fotografie transparentu niesionego przez uczestników manifestacji oraz zdjęcie tegoż transparentu autorstwa dziennikarza Agencji Gazeta:

lokalneobchody2

lokalneobchody3

Cóż można napisać w podsumowaniu tego krótkiego artykułu? Z analizy trzech tytułów prasowych wynika, że poza „Gazetą Wyborczą. Gazetą w Krakowie” pozostałe dwa piszą o obchodach rzadko. Obecność kilkuset osób w jednym miejscu i jednym czasie nie należy bowiem do najciekawszych, krakowskich wydarzeń – co opisują w zamian? To wymaga już kolejnego opracowania.

Warto zakończyć jednak zdaniem, że socjologia z perspektywy obserwatora uczestniczącego, człowieka z centrum, czy ze środka wydarzeń daje znakomite efekty poznawcze i uodparnia na propagandę nienawiści serwowaną przez „wiodące”, lokalne medium.

Zapraszam Państwa na kolejne, krakowskie Miesięcznice Smoleńskie.

---

[1] http://www.klubygp.pl/arch/luty2011/2011_02_10_s000.html

[2] http://www.klubygp.pl/arch/2011_04_10.html

[3] http://www.klubygp.pl/arch/obchodygl.php

[4] https://www.krakowniezalezny.pl/category/kronika-wydarzen oraz https://www.krakowniezalezny.pl/tag/miesiecznice-smolenskie

[5] Na e-list z prośbą o podanie wysokości nakładu dodatku krakowskiego Gazety Wyborczej, skierowany do redakcji portalu „Gazeta w Krakowie”, nie otrzymałem odpowiedzi.

[6] Uchwała nr 80/2011 Zarządu Związku Kontroli Dystrybucji Prasy z dnia 17 listopada 2011 roku (na:) http://www.zkdp.pl/upload/Komunikat_2010.pdf

[7] Por. Pamięć o ofiarach smoleńskiej tragedii, Dziennik Polski, 11 VI 2010, s. A4 oraz  Wspominali Lecha, namawiali na Jarka. Gazeta Wyborcza. Gazeta w Krakowie, 11 VI 2010, s. 3.

[8] Na temat dyskredytacji obszernie pisze M. Karwat, O złośliwej dyskredytacji. Manipulowanie wizerunkiem przeciwnika, Warszawa 2006.

[9] http://www.youtube.com/watch?v=BVaGGsdUPkQ

[10] https://www.krakowniezalezny.pl/wydarzenia/11-listopada-w-krakowie

Kraków, 29.11.2011 r.

Stanowisko Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości w sprawie próby likwidacji Młodzieżowych Domów Kultury

Informacja o Działalności Młodzieżowych Domów Kultury w Krakowie

W Krakowie jest 11 placówek wychowania pozaszkolnego, które są jednostkami miejskimi finansowanymi z budżetu Miasta Krakowa. Są to placówki oświatowe działające w oparciu o Ustawę o systemie oświaty oraz Kartę Nauczyciela .

Uczestnikami zajęć są dzieci i młodzież w wieku od 3- 20 lat.

We wszystkich tego typu placówkach tygodniowo w formach stałych (zajęciach które odbywają się od 2 – 4 godzin w okresie od września do czerwca) bierze udział około 17.000 osób.

Formy stałe w MDK  to przede wszystkim edukacja  artystyczna: taneczna, muzyczna, teatralna, plastyczna, filmowa, fotograficzna. Placówki wychowania pozaszkolnego prowadzą również naukę języków obcych, zajęcia sportowe (judo, karate, narciarstwo, gimnastyka korekcyjna, modelarstwo, szachy ), edukację historyczną i obywatelską , zajęcia techniczne i  informatyczne.

Oprócz zajęć w formach stałych prowadzona jest edukacja w formach tzw. okazjonalnych i okresowych,  w której uczestniczy rocznie ponad 200.000 osób . Formy okresowe to przede wszystkim organizacja Akcji Lato i Zima w mieście – dla dzieci pozostających w Krakowie w czasie ferii i wakacji, organizacja warsztatów z zakresu edukacji artystycznej i kulturalnej, projekty edukacji obywatelskiej i historycznej, cykle oświatowe dla szkół, konkursy, koncerty, imprezy plenerowe oraz formy wyjazdowe – warsztaty artystyczne, obozy turystyczne, sportowe, naukowe i  rehabilitacyjne  dla dzieci niepełnosprawnych oraz wymiany międzynarodowe. Placówki realizują projekty unijne,  organizują kursy i warsztaty  w ramach Programu „Młodzież w Działaniu” oraz prowadzą punkty konsultacyjne na terenie województw małopolskiego i podkarpackiego, przyjmują zagranicznych wolontariuszy. Stanowią również  zaplecze edukacyjne dla krakowskich zajęć okazjonalnych i nie sposób je w tym krótkim materiale umieścić.

Ważnym elementem działalności tych placówek jest ich różnorodność i specyfika – wynikająca z miejsca, w którym działają (centrum miasta lub dzielnice peryferyjne) posiadanej bazy, tradycji. Najważniejsze jest jednak to, że są dostępne dla dzieci i młodzieży – bez względu na sytuację finansową rodziny.

Koszt prowadzenia przez Gminę Kraków tych placówek to 25 mln rocznie, z czego    5 mln stanowi subwencja oświatowa. Pieniądze włożone w pracę MDK-ów, to nie strata, lecz wyjątkowo korzystna inwestycja, bo dotyczy  młodych mieszkańców Krakowa. Organizując im wolny czas, rozwijając ich zainteresowania uczy się jak można pożytecznie spędzać czas.

Propozycja reorganizacji działalności MDK –ów przedstawiona przez Z-ce Prezydenta d.s. edukacji A. Okońską-Walkowicz zmierza do likwidacji placówek i przekształcenia ich w placówki niepubliczne prowadzone przez stowarzyszenia lub fundacje z  dotacją na uczestnika form stałych ok. 57 zł miesięcznie. Obecnie koszt uczestnika zajęć w MDK wynosi średnio ok. 150  zł . Dotacja w/w nie dotyczy uczestników okazjonalnych.

Konsekwencją takich propozycji będzie przerzucenie kosztów funkcjonowania edukacji pozaszkolnej na barki rodziców, którzy będą musieli zapłacić  wysokie czesne za zajęcia. To z kolei spowoduje, że dla dzieci z rodzin uboższych, wielodzietnych staną się one niedostępne. Jaki będzie ich los? Prawdopodobieństwo zwiększenia zjawisk patologicznych wśród dzieci i młodzieży, którym zabraknie ciekawych form spędzania wolnego czasu jest bardzo duże.

Zaskakujące jest to, że Kraków- miasto kultury i edukacji  chce się pozbyć wszystkich swoich placówek edukacji pozaszkolnej, co w skali kraju jest ewenementem.

Nic więc dziwnego, że taka propozycja spotyka się z oporem ze strony środowiska MDK – ów krakowskich – dyrektorów, pracowników, a przede wszystkim rodziców, na których chce się przerzucić koszty tzw.  reorganizacji edukacji pozaszkolnej.

 Radni Klubu PiS stanowczo sprzeciwiają się likwidacji Młodzieżowych Domów Kultury i pozbawieniu ogromnej liczby dzieci bardzo szerokiej oferty rozwijających ich zajęć.

 KLUB RADNYCH PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI RADY MIASTA KRAKOWA

dav

(2018) praca recenzowana: Polska emigracja polityczna 1939-1990. Stan badań / pod redakcją Sławomira Łukasiewicza, Instytut Pamięci Narodowej. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Warszawa 2016, ss. 600 / Studia Sociologica 2018, z. 10, vol. 1, s. 221-225.

(2017) prace recenzowane: Najnowsze publikacje o Polakach i ich potomkach w Kazachstanie: Natalia Rykowska, Polacy w Kazachstanie jako środowisko wychowawcze, Wydawnictwo KUL, Lublin 2015, s. 243; Wołanie ze stepów. 80-ta rocznica deportacji Polaków z Ukrainy Sowieckiej na stepy Kazachstanu 1936-2016, redakcja: Piotr Hlebowicz, Natalia Rykowska, Aleksandra Ślusarek, Kraków 2016, s. 184 / Studia Sociologica 2017, z. 9, vol. 1, s. 174-177.

(2017) Mirosław Boruta / Nazwisko jako fundament tożsamości poza Ojczyzną. Gruzińska gałąź Poniatowskich, Kraków 2017, ss. 229.

(2016) Mirosław Boruta / Czy powstanie Ministerstwo Polaków za Granicą? / Polskość jest przywilejem. Antologia publicystyki patriotycznej, red. Leszek Sosnowski, Jolanta Sosnowska, Adam Sosnowski, Kraków 2016, s. 100-103.

(2016) Mirosław Boruta / praca recenzowana: Crimes of Globalization. New Directions in Critical Criminology / Dawn L. Rothe, David O. Friedrichs. – London, 2015 / Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Sociologica 2016, z. 9, vol. 2, s. 261-262.

(2016) Mirosław Boruta / Czy powstanie Ministerstwo Polaków za Granicą? / Wiara, Patriotyzm i Sztuka. - 2016, nr 5, s. 74-75.

(2016) Mirosław Boruta / Jak trudno rozmawiać... (Wokół Ziem Straconych i Ziem Odzyskanych) / Śląski Kurier Wnet. - 2016 (15 kwietnia), nr 22, s. 2.

okladkaksiazki(2016) Mirosław Boruta / Propaganda jako socjologia. Dziwny przypadek prof. Ireneusza Krzemińskiego / Wiara, Patriotyzm i Sztuka. - 2016, nr 2, s. 50.

(2015) Mirosław Boruta, Adam Bujak, Waldemar Chrostowski, Janusz Kawecki, Halina Łabonarska, Andrzej Nowak / Niech katolicki, katolicki znaczy! / Wiara, Patriotyzm i Sztuka. - 2015, nr 11, s. 78-79.

(2015) Mirosław Boruta, Adam Gliksman / Tytuł: Razem zwyciężymy / O nadchodzących wyborach parlamentarnych rozmawiamy z socjologiem i publicystą, dr. Mirosławem Borutą, członkiem "Solidarności", a zarazem krakowskim kandydatem do Sejmu z listy PiS / Rozmawiał Adam Gliksman / Serwis Informacyjny Solidarność Małopolska, nr 12, październik 2015, s. 8-9.

(2015) Mirosław Boruta / Ku czci kapitana Teofila Rosoła, polskiej Ofiary rosyjskiej zbrodni / Nie zapomnij. Pro memoria - Dla pamięci, nr 4/2015, s. 12.

(2015) Mirosław Boruta, Marcin Austyn / Tytuł: Mapa smoleńskich ulic / z dr. Mirosławem Borutą, socjologiem z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, rozmawia Marcin Austyn / Nasz Dziennik. - 2015, nr 83, s. 8.

(2014) Mirosław Boruta, Jolanta Lenard / Tytuł: Papież Franciszek, spoglądając na Polaków z kart tej książki, mówi wyraźnie: "Powstań Polsko" / z dr. Mirosławem Borutą rozmawiała Jolanta Lenard / Wiara, Patriotyzm i Sztuka. - 2014, nr 4, s. 60-62.

(2014) Mirosław Boruta / Tytuł: "Polskie Orły" w Morawicy / Serwis Informacyjny Solidarność Małopolska, nr 10-11, wrzesień 2014, s. 6-7.

(2014) Mirosław Boruta, Kajetan Rajski / Tytuł: Okrągły Stół - historia prawdziwa / z Mirosławem Borutą rozmawia Kajetan Rajski / Droga. - 2014, nr 15-16, s. 14-15.

publikacje3(2014) Mirosław Boruta, Marcin Austyn / Tytuł: Przetrącone obeliski / z dr. Mirosławem Borutą, socjologiem z krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, rozmawia Marcin Austyn / Nasz Dziennik. - 2014, nr 258, s. 4.

(2014) Mirosław Boruta / Wartości rodzinne w kontekście tożsamości (w:) Wartości w rodzinie i społeczeństwie, redakcja naukowa Tadeusz Sakowicz, Krzysztof Gąsior, Kielce 2014, s. 177-181.

(2014) Mirosław Boruta / praca recenzowana: Franciszek: prawdziwa historia życia / Agnieszka Gracz, Adam Sosnowski. - Kraków, 2014 / Ateneum Kapłańskie / Opis fizyczny: 2014, T. 163, z. 2, s. 395-399.

(2014) Leszek Sosnowski, Mirosław Boruta / Tytuł: Pięknie zawzięty na Polskę / z dr. Mirosławem Borutą rozmawiał Leszek Sosnowski / Wiara, Patriotyzm i Sztuka. - 2014, nr 10, s. 10-12.

(2014) Mirosław Boruta, Marcin Austyn / Tytuł: Placet na drugi krzyżyk / z dr. Mirosławem Borutą, socjologiem z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, rozmawia Marcin Austyn / Nasz Dziennik. - 2014, nr 278, s. 12.

* * *

(w druku): Wielki Terror w sowieckiej Gruzji 1937-1938. Represje wobec Polaków, seria: Polacy w Gruzji - Gruzini w Polsce, tom I, wybór i redakcja naukowa Dawid Alawerdaszwili, Eliso Kukhalaszwili, Wladimer Luarsabiszwili, Stanisław Koller, Marcin Majewski, Omar Tuszuraszwili, Instytut Pamięci Narodowej. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Warszawa - Tbilisi 2016, ss. 408, il. (recenzja w: Przegląd Wschodni 2018, nr 3).

(w druku): Historia obecności Polaków na Wschodzie w kontekście wyzwań współczesności (tom pokonferencyjny "Perspektywy jedności Polaków i Polonii w przeddzień 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę", Łódź 2017).

(w druku): Jerzy Smolicz, uczony w świecie wartości (tom ofiarowany Aleksandrowi Szumańskiemu w osiemdziesięciopięciolecie urodzin, Kraków 2018).

(w druku): Surrogate Pregnancy. The Perspective of Cultural Anthropology and Sociology (in:) Surrogate Motherhood. Fundamental and Legal Problems, Warsaw 2018.