Przeskocz do treści

rezolucjadlahistorii25 kwietnia 2012 roku, kolejne głosowanie w Radzie Miasta Krakowa i kolejny wstyd dla Miasta. Kraków przeciwko rezolucji w obronie historii. Bez historii, bez tożsamości narodowej lewacy hodują nowego człowieka, wyrobnika na usługach…

Tekst rezolucji znajdą Państwo na ilustracji obok.

A kto: radni Platformy Obywatelskiej: Małgorzata Bassara, Janusz Chwajoł, Jerzy Fedorowicz, Grażyna Fijałkowska, Andrzej Hawranek, Marek Hohenauer, Małgorzata Jantos, Dominik Jaśkowiec, Bogusław Kośmider, Teodozja Maliszewska, Katarzyna Pabian, Robert Pajdo, Sławomir Ptaszkiewicz, Bogusław Smok, Grzegorz Stawowy, Paweł Ścigalski, Paweł Węgrzyn, Andżelika Wojciechowska, Wojciech Wojtowicz i Jerzy Woźniakiewicz.

Platforma Obywatelska rządzi a Krakowianom wstyd.

Anna Maria Kowalska

Z prawdziwym zdumieniem czytam gorzkie żale prezesów czołowych firm i korporacji w Polsce, narzekających na nieprzygotowanie do podjęcia pracy zawodowej absolwentów wyższych uczelni, ubiegających się u nich o pracę. Jednym z powodów zniechęcenia i niezadowolenia tychże wobec aktualnie funkcjonującego systemu szkolnictwa wyższego jest rzekoma „schematyczność myślowa” absolwentów. Absolwenci nie potrafią myśleć twórczo, niekonwencjonalnie, ale także z odwagą rozwiązywać dalekosiężnych zadań, pracować w grupie….Innymi słowy: prezesi firm oczekują, że to uczelnia wyższa „nauczy” absolwentów, jak „myśleć samodzielnie” i „grupowo”, etc. a także wprowadzi ich w świat pragmatyki biznesu i wielkich korporacji z wysokimi kompetencjami etycznymi.

Bardzo to wszystko ciekawe i zajmujące. Krytyczny punkt widzenia prezesów jest nam zatem znany. Warto jednak podejść do zagadnienia w sposób systemowy także z punktu widzenia ubiegającego się o pracę i zdać sobie sprawę, że i on mógłby mieć pewne, także etycznie uwarunkowane oczekiwania w stosunku do pracodawcy. Prezesi chcieliby, żeby pracownik był w pełni wydajny, a nadto myślał samodzielnie i twórczo, w dodatku dając z siebie wszystko w stanie permanentnego stresu w związku z koniecznością nieustannego liczenia się z natychmiastową zmianą charakteru funkcjonowania firmy, czy też natychmiastowym …. zwolnieniem z pracy. Doskonale Panowie wiedzą, że to marzenie ściętej głowy. Żeby myśleć samodzielnie i rozwijać się, trzeba mieć niczym niezagrożone poczucie własnej wartości, pozycji w zespole i minimum bezpieczeństwa zatrudnienia, a także – bezpieczeństwa płacowego. Żeby mieć z kolei poczucie własnej wartości – trzeba czuć się „Osobą”, traktowaną przez rekruterów i przyszłego szefa z szacunkiem i poważaniem. W programowej zmianie sposobu kształcenia na wyższej uczelni eksponuje się rzekome centralne miejsce studenta w procesie nauczania – a także fakt zdobycia „konkretnego” zawodu. Nic bardziej mylnego! Konkretna wiedza absolwenta po studiach jest, wedle architektów kariery, tak naprawdę – niewiele warta. Na „dzień dobry” architekt kariery „cieszy ucho” potencjalnego pracownika wieścią, że za trzy – cztery lata ten znów będzie musiał zmieniać branżę, bo „takie są uwarunkowania rynku”, w związku z tym trzeba się liczyć z cyklem szkoleń, przygotowujących do wykonywania kolejnego, hipotetycznego zawodu! Jaka jest zatem ranga wykształcenia uniwersyteckiego w obliczu przeprowadzanej aktualnie reformy i dostosowania sposobu kształcenia absolwenta do rynku pracy? Z punktu widzenia tak pracodawców, jak i absolwenta – chwilowa, zależna jedynie od uwarunkowań rynkowych! To zasadnicza zmiana w systemie kształcenia, z której tak naprawdę niewielu pracowników naukowych zdaje sobie sprawę!  „Jedyną stałą rzeczą na rynku jest zmiana” – powtarzają jak mantrę architekci kariery. Toteż nic dziwnego, że specjaliści od doradztwa personalnego proponują młodemu magistrowi „na rozgrzewkę” ćwiczenia, w ramach których ten musi wyobrazić sobie siebie jako…produkt! W założeniach machiny, która bierze go od tej chwili w objęcia – absolwent wyższej uczelni faktycznie staje się „produktem”, poddawanym nieustannym „liftingom”! Czy „produkt” może nawiązać więź osobową z potencjalnym szefem (szefami)? Ile razy w ciągu życia „produkt” zmieni charakter pracy? Czy strategia nieustannej gry, jaką oferuje rynek (także zmiana profilu firm) sprzyja jakiejkolwiek samodzielności myślenia? Przecież trzeba dostosować się do poleceń potencjalnego pracodawcy i uwarunkowań rynkowych! I tu kończy się bajka o samodzielności myślenia, a zaczyna się jego ukierunkowanie: dla dobra strategii firmy! W dodatku „head hunterzy” z konkurencyjnych korporacji uwijają się nieustannie, by „podkupić” naprawdę dobrych pracowników, oferując im wyższe zarobki. Transfery z firmy do firmy nie są w naszej rzeczywistości czymś nader rzadkim. Rządzi twarda konkurencja i pieniądz, nieprawdaż?

Czy szanowni Panowie Prezesi firm, zgłaszający zastrzeżenia do sposobu kształcenia absolwentów  naprawdę o tym wszystkim nie wiedzą?

Anna Maria Kowalska

„InfoStudent” publikując artykuł o zalecanych na bazie analiz rynkowych kierunkach, zamawianych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (E. Regis, Co warto studiować, InfoStudent 2011/12, nr 1, s. 10 11), informuje jednocześnie, iż nadeszły „czasy nie dla humanistów”! „Zanim zdecydujemy się na studia humanistyczne lepiej dwa razy przemyśleć swoją decyzję! Badania rynku pokazują, że kierunki takie jak filologie, psychologia czy socjologia to największe „fabryki” bezrobotnych absolwentów. (…) Dlatego specjaliści odradzają podążanie za modą i wybieranie kierunków takich, jak socjologia, politologia czy dziennikarstwo. Humaniści mogą liczyć na zatrudnienie w dużych i stabilnych finansowo firmach, gdzie pojawia się dla nich miejsce w branży reklamowej HR”. (s. 11)

Wygląda na to, że chodzi tu o coś innego. O obawę przed dopływem „świeżej krwi”. Lęk przed niezależnymi politykami, dziennikarzami (IV władza!), czy filologami ze szczegółową znajomością historii kultury. A że uzasadnia się to za pomocą sondaży? W końcu czego to już w III RP za pomocą sondaży nie uzasadniano?

Anna Maria Kowalska

Stało się. Po wielu latach wdrażania różnorakich reform edukacyjnych nagle okazuje się, że nic nie stymuluje bardziej rozwoju ucznia jak bezpośredni kontakt z prowadzącym zajęcia. Ten rudymentarny sąd  słychać ze strony ekspertów, tak polskich, jak i europejskich. Potwierdza się tym samym teza o istnieniu twórczej relacji mistrz – uczeń, od czego nic lepszego jeszcze jak dotąd nigdy nie wymyślono.  Zdawszy sobie z tego sprawę, eksperci sygnalizują jednocześnie, że w obecnych czasach pełny rozwój intelektualny edukowanego tak naprawdę zaczyna się dopiero na wyższych uczelniach, gdzie po wielu latach „nauki” w zreformowanych szkołach pojawia się nareszcie szansa zaistnienia takiej relacji.

Zabawne. Wychodzi na to, że nasz system edukacyjny (w dużej mierze oparty na uczeniu się „pod testy” i tym samym „zdepersonalizowany” w zakresie egzaminowania) na ładnych kilkanaście lat blokuje rozwój osobowy absolwentów podstawówek, gimnazjów i liceów. Ogłupiająca testowa forma  sprawdzania czegoś, co umownie nazywa się „wiedzą”, a co żadną wiedzą nie jest (najwyżej zlepkiem pewnych wyuczonych na pamięć i szybko zapomnianych danych, o czym się łatwo przekonać, gdy obserwuje się ucznia dłużej, prowadząc z nim dialog), funkcjonuje jednak także na wyższych uczelniach, m.in. jako forma kontroli „postępów” studenta w ramach egzaminowania licznych roczników, bądź w obrębie sprawdzania efektów wykorzystania tzw. E – learningu na platformach internetowych. Wygląda zatem na to, że zamiast starać się skonstruować własny, unikalny wzorzec edukacji, oparty o solidne, przedwojenne podstawy – a tym samym wspierać spersonalizowany model kontaktu ucznia z nauczycielem – wydatkujemy olbrzymie kwoty, by wdrożyć coś, co de facto blokuje szanse rozwojowe – i jest skazane z gruntu na porażkę. Reszta „zreformowanej” w zakresie edukacji Europy wpadnie we własne sidła, a my? W ostatnich latach już i tak jesteśmy mistrzami w fatalnym i nietrafionym lokowaniu pieniędzy w ściągane z zewnątrz pomysły. Niezależnie od tego, ile środków i skąd dostaniemy, zawsze udaje się nam tak dobrać cel ich przeznaczenia, by sprawnie i bez pudła trafiły wprost w błoto.

Sprawa postulowanych 3 uchwał KNP PAN 24 IV 2012 r. w Krakowie nt. wychowania patriotycznego i nauczania historii – List otwarty do Profesorów pedagogiki w Polsce

na ręce:
Sz. P. Prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego
Przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN

Szczęść Boże,
Szanowny Panie Profesorze,
Szanowni Państwo
życząc Błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego,

proponuję w związku z planami przyjęcia uchwał na posiedzeniu KNP PAN w dniu 24 IV 2012 r. [w Krakowie], aby Szanowne Gremium Profesorów KNP PAN zajęło zdecydowane stanowisko pedagogiczne w obronie polskiej tożsamości narodowej jako najważniejszego zadania szkoły  p o l s k i e j (nie tylko z nazwy, ale i z ducha – polskiej).

Proponuję, aby przyjęto trzy krótkie uchwały – pilne dezyderaty do MEN:

1) o wprowadzeniu 200 godzin obowiązkowych nauki historii w trzyletnim cyklu kształcenia w szkołach ponadgimnazjalnych, w celu zakorzenienia kultury historycznej pamięci w młodym pokoleniu Polaków i w celu kształtowania polskiej świadomości narodowej poprzez edukację historyczną, akcentując przy tym chrześcijańskie korzenie kultury polskiej

2) o wprowadzeniu na lekcjach wychowawczych  obowiązkowych godzin wychowania patriotycznego – od szkoły podstawowej poprzez gimnazjum po szkoły ponadgimnazjalne, przynajmniej 1 godziny miesięcznie, tj, przynajmniej 10 godzin rocznie dla każdej klasy (daje to 30 godzin w każdym trzyletnim cyklu kształcenia w klasach IV-VI w szkole podstawowej, w trzech klasach gimnazjum i w trzech klasach każdej szkoły ponadgimnazjalnej).
Przy tym lekcje wychowania patriotycznego mają być elementem szerszej formacji patriotycznej młodych Polaków, realizowanej poprzez różne elementy na lekcjach poszczególnych przedmiotów (geografii, historii, j. polskiego, przyrody, sztuki, WOS, edukacji regionalnej, zajęć w bibliotece szkolnej etc.)

3) o wprowadzeniu obowiązkowych zajęć z wychowania patriotycznego dla każdego kierunku nauczycielskiego na każdej uczelni pedagogicznej lub kształcącej nauczycieli (studentów specjalności nauczycielskiej) w Polsce – przynajmniej 1 semestr (15-30 godzin w trakcie studiów każdego stopnia).

Uzasadnienie:
3 powyższe uchwały są istotne dla kształtowania polskiej świadomości narodowej w polskiej szkole, a działania obcinające ilość lekcji historii i redukujące lub rozmywające polski patriotyzm są szkodliwe dla kształtowania polskiej świadomości historycznej i polskiej tożsamości narodowej, skoro  pamięć kształtuje tożsamość.

Należy systemowo przygotować kadry do wychowania patriotycznego i świadomego kształtowania polskiej tożsamości narodowej.
 
Proszę uprzejmie o przekazanie postulowanego projektu trzech ważnych uchwał do stosownych zespołów KNP PAN do rozpatrzenia i dalszego procedowania.

Jestem gotów współdziałać ze stosownymi zespołami w 3 ww. kwestiach.

w UJ prowadziłem konwersatorium z wychowania patriotycznego dla nauczycieli historii, które cieszyło się dużym powodzeniem (ok 50 studentów specjalności nauczycielskiej na kierunku historia), a studenci innych kierunków pytali, czy takich zajęć nie dałoby się realizować także i na ich kierunkach?

Niniejszym zgłaszam akces jako pedagog-praktyk wychowania patriotycznego do pomocy w tej materii.
W związku z ostatnimi działaniami Ministerstwa w zakresie obcinania godzin lekcji historii w szkołach ponadgimnazjalnych należy podjąć pilne i zdecydowane kroki   p o l s k i e g o  (nie tylko z nazwy) środowiska naukowego, aby odwrócić niekorzystne tendencje redukowania patriotyzmu, polskości z polskiej szkoły

Z Panem Bogiem
Marek Mariusz TYTKO
dr n. hum. w zakresie pedagogiki
nauczyciel akademicki UJ
Kraków, dnia 5 IV 2012 r., Wielki Czwartek

30 marca zakończył się krakowski strajk głodowy w obronie nauczania historii w polskich szkołach i w obronie tożsamości młodych Polaków zagrożonej przez lewackie idee...

Pod spodem linki do trzech filmów p. Stefana Budziaszka: a) relacja z konferencji prasowej na zakończenie strajku, b) relacja z solidarnościowego spotkania kolejnej grupy działaczy opozycyjnych w krakowskim kuratorium oraz c) film - podsumowanie (skrót wydarzeń):

Zakończenie strajku głodowego: http://www.youtube.com/watch?v=T3_AOrpBgEA

Protest w Małopolskim Kuratorium Oświaty: http://www.youtube.com/watch?v=GAPdDe6Iqm0


http://www.youtube.com/watch?v=pB4MiaNiXVU

I jeszcze fotorelacja, autorstwa p. Józefa Bobeli, którą można obejrzeć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/30Marca2012

Anna Maria Kowalska

Wszystko, co dzieje się wokół działań MEN, de facto ograniczających ogólne wykształcenie w zakresie historii i języka polskiego, oraz przedmiotów ścisłych w szkołach ponadgimnazjalnych, oraz przesuwających religię (już od przedszkola) do puli przedmiotów nadobowiązkowych, finansowanych przez samorządy, obnaża w istocie podstawowe założenie zmian, dokonujących się w ramach stopniowego wprowadzania Europejskich Ram Kwalifikacji (ERK). Plan jest prosty, a najważniejsze punkty planu to:

1. Ograniczenie faktografii, a zwłaszcza pozbawienie szkolnego wykładu historycznych danych, niewygodnych, czyli nie spełniających wymogu politycznej poprawności,

2. Wyeliminowanie ważnej roli religii jako podstawy społecznego kośćca kulturowego, a nade wszystko kręgosłupa moralnego pokoleń,

3. Pozbawienie edukacji literackiej w zakresie literatury polskiej i powszechnej realnej siły sprawczej, choćby poprzez redukcję liczby godzin języka ojczystego (choć w grę wchodzi także spłycenie kanonu lektur szkolnych).

Krótko mówiąc – pogłębienie istniejącej już od jakiegoś czasu mizerii intelektualnej polskiego szkolnictwa. Niedobory wykształcenia osób, zdających w ostatnich latach maturę są katastrofalne. Z tym zgodzi się chyba każdy praktyk – nauczyciel akademicki, niezależnie od opcji politycznej, któremu przychodzi podejmować pracę z pierwszymi rocznikami studiów humanistycznych (choć i nauki ścisłe miałyby na ten temat sporo do powiedzenia). Brak oczytania w zakresie historii literatury polskiej i powszechnej, brak znajomości chronologii, podstawowych faktów historycznych i dat przekłada się przecież, i będzie się przekładał w stopniu wyższym, na brak zdrowego krytycyzmu m.in. wobec zjawisk społeczno – politycznych, zachodzących w Polsce, Europie i w świecie. Najbardziej wstrząsająca jest jednak świadomość, że w istocie jednym ruchem zamyka się ogółowi roczników w okresie, gdy krytyczne myślenie szczególnie się formuje i gruntuje, dostęp do pełnej wiedzy o polskiej historii i kulturze. „Skanalizowanie” zjawisk w postaci ścieżek tematycznych może być odczytywane jako kolejna forma zawładnięcia wyobraźnią zbiorową Narodu. A może u podłoża zmian leży eksperyment „modelowania” sposobu myślenia młodych Polaków? Trudno nie zastanawiać się nad tym, podziwiając determinację Głodujących, którym należą się szczególne słowa uznania. W imieniu redakcji „Krakowa Niezależnego” przesyłamy słowa otuchy, modlitwy i wsparcia: wytrwajcie! Jesteśmy z Wami!

I jeszcze film, autorstwa p. Stefana Budziaszka – cz. V: 


http://www.youtube.com/watch?v=d9tsBPZEMDM

Minął ósmy dzień protestu głodowego grupy działaczy podziemia antykomunistycznego w Krakowie.  Protestujemy przeciwko rozporządzeniu ministerstwa edukacji w sprawie nowych podstaw programowych dla szkół ponadpodstawowych, które faktycznie ograniczą dostęp młodzieży do polskiej historii, literatury i kultury.  Długoletnia tendencja do niszczenia polskiej szkoły doprowadzi w konsekwencji do utraty polskiej tożsamości.

Dziękujemy polskiej młodzieży za wsparcie, które otrzymujemy każdego dnia. Setki młodych ludzi odwiedza nas codziennie, obserwujemy także Waszą aktywność w Internecie, dodaje nam to otuchy.

Apelujemy do młodzieży: organizujcie się w obronie polskiej szkoły. Wspólnie protestujcie przeciwko arogancji ministerstwa wobec Waszych i naszych postulatów. Wasze wsparcie odnowi ducha „Solidarności” i wspólnej troski o przyszłość naszej  Ojczyzny.

Razem zwyciężymy.

I jeszcze film, autorstwa p. Stefana Budziaszka – cz. IV: http://www.youtube.com/watch?v=YHqNbvenMGg

wojciechpasternakWojciech Pasternak

Zwracam się z prośbą o opublikowanie mojego listu do Pana Juliusza Brauna. Wysłałem go wczoraj razem z kserokopiami 190 podpisów pod apelem poparcia dla protestujących w strajku głodowym (…) Piszę jeszcze kilka słów mojego komentarza. Uważam, że Naszym obowiązkiem jest sprawić, byśmy pośrednio – przez zaniechanie – nie stali się winni ich późniejszym kłopotom zdrowotnym. Jako niesłychanie ważną informację uważam tez podkreślanie, że strajkują ludzie o pięknych kartach z okresu lat osiemdziesiątych; bardzo świadomi nie tylko zagrożenia swojego zdrowia, ale i rangi sprawy.

Złożyłem również za pokwitowaniem kopię listu w krakowskim oddziale PAP-u (…)

„My, niżej podpisani, popieramy protest Bogusława Dąbrowy-Kostki, Leszka Jaranowskiego, Adama Kality, Sebastiana Kęcika, Pawła Kurtyki, Mariana Stacha, Grzegorza Surdego. Prowadzący głodówkę w Kościele pw. św. Stanisława Kostki stanęli w obronie polskości naszej szkoły.

Jeżeli nasze dzieci mają być w szkole uczone i wychowywane, a nie tresowane do posłuszeństwa w korporacjach to sprawić to może tylko zachowanie dotychczasowej ilości godzin nauki języka ojczystego i historii a także podnoszenie jakości nauczania tych przedmiotów.

Nasi wrogowie mordując profesorów UJ i kwiat inteligencji polskiej najpierw w Katyniu a potem w katowniach ubowskich chcieli nasz naród pozbawić elity. Kim zatem są ludzie, którzy z naszego narodu chcą zrobić bezwolną masę niedouków? W czyim interesie jest dokończenie „tej roboty” zaczętej przez Gestapo i NKWD?

Nie zgadzamy się na ludobójstwo w białych rękawiczkach czy też zbiorową lobotomię, bo jak inaczej nazwać odbieranie szansy całemu pokoleniu na uzyskanie pełnego wykształcenia. Żądamy natychmiastowego wycofania się MEN z ograniczania liczby godzin nauki języka polskiego i historii ”

* * *

Szanowny Pan

Juliusz BRAUN

Prezes Zarządu TVP SA

Stanowczo domagam się zalecenia programom informacyjnym w kierowanej przez Pana instytucji dokonywania obszernej na tyle, na ile wskazuje ranga sprawy, relacji nt. strajku głodowego w Kościele pw. św. Stanisława Kostki w Krakowie. Protest przeciwko decyzji Pani Minister Krystyny Szumilas prowadzącej do eliminacji świadomości narodowej wchodzącej w życie młodzieży jest tym ważniejszy społecznie, że jest czystą emanacją obywatelskiej i patriotycznej troski o losy Polski bez żadnych towarzyszących temu roszczeń ekonomicznych.

Marginalizowanie informacji na wspomniany temat, przy jednoczesnym w miarę poprawnym informowaniu o protestach przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego świadczy albo o braku zrozumienia powagi problemu albo o złej woli. Nie zamierzam obrażać Pana podejrzeniem o którąś z wymienionych przypadłości. Pozostaje zatem trzecia możliwość , że ulega Pan naciskom sił o złej woli – wrogów narodu polskiego. Pozwoli Pan zatem, że przypomnę fragment wiersza K.I. Gałczyńskiego z nieśmiertelnego kanonu naszych narodowych lektur.

GDY WIEJE WIATR HISTORII,
LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM
ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST
TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM

Z radością ujrzę efekt Pańskich niekonformistycznych decyzji. Życzę Panu, by został Pan uskrzydlony niczym orzeł, a nie wrona.

Pragnę dodatkowo uzmysłowić Panu, że dalsze przemilczanie poparcia jakim cieszy się heroiczny gest głodujących, przy jednoczesnym trwaniu Pani Minister w uporze, może doprowadzić do strajku szkolnego – wydarzenia, niezależnie od skali, trudniejszego do „zamilczenia”.

Aby uniknąć „zamilczenia” mojego listu pozwalam sobie podać jego treść nie tylko strajkującym ale także Polskiej Agencji Prasowej i Jego Eminencji kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi, który pobłogosławił strajkujących.

Pragnę jeszcze dodać jak wyobrażam sobie rzetelną informację na ten temat. Przede wszystkim przynajmniej raz w głównym wydaniu Wiadomości powinna znaleźć się wypowiedź (nie relacja z wypowiedzi) któregoś z uczestników strajku uzasadniająca cel i sposób protestu. Po wtóre , nawet w krótkim opisie, powinno być przedstawione pełne spectrum instytucji i osób popierających protest a szczególnie takich gremiów jak Rada Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rzecz jasna upublicznienie wypowiedzi osób odmiennego zdania też należy do misji telewizji publicznej.

Do listu pozwalam sobie dołączyć kserokopie wyrazów poparcia dla strajkujących. Z mojej inicjatywy, w porozumieniu ze strajkującymi, trójka studentów ze Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej zebrała wśród gości i wystawców Targów Edukacyjnych w ciągu zaledwie 2 godzin 190 podpisów. Z naciskiem podkreślam, że każda z osób podpisujących czytała ten tekst i wielokrotnie łączyło się to z kilkuminutową rozmową. Tylko niewielki procent poproszonych o poparcie odmawiał podpisu. Studenci zrobili to w przerwie między zajęciami nie lekceważąc swoich codziennych obowiązków. Już bez mojego udziału nadal są zbierane podpisy pod tymi wyrazami poparcia.

Wzmocniony tym poparciem ślę ten list do Pana i informuję, że dopóki Pani Minister Krystyna Szumilas nie zawiesi oprotestowanego rozporządzenia ze wszystkich sił będę dążył do upowszechniania wiedzy o proteście i poparciu społecznym z jakim się spotkał.

Z należnym szacunkiem

Kraków, 26 marca 2012 r.

Jak dowiaduje się Kraków Niezależny Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego podjął uchwałę solidaryzującą się z Oświadczeniem Rady Naukowej Instytutu Historii UJ, popierającym protest głodujących.

Poniżej treść Oświadczenia Rady Naukowej Instytutu Historii UJ:

Zamiar drastycznego ograniczenia edukacji historycznej w szkołach średnich od 1 września 2012 r. budził i budzi nadal nasz sprzeciw. Dawaliśmy temu wyraz kilkakrotnie w różnej formie, krytykując ministerialne rozporządzenie. Niestety bez rezultatu.

Dlatego też ze zrozumieniem przyjmujemy protest grona ludzi, byłych opozycjonistów, ale także historyków i zarazem rodziców, który ma dramatyczną postać głodówki. Wierzymy, że nie jest on protestem bezsilnych i wyrażamy pełną solidarność z jego uczestnikami.

marianstachUczestnik głodówki zorganizowanej w proteście przeciwko zmianom programu nauczania historii w szkołach ponadgimnazjalnych, p. Marian Stach trafił wczoraj do szpitala.  Protest głodowy w kościele św. Stanisława Kostki w Krakowie – Dębnikach trwa od 19 marca. Marian Stach brał udział w głodówce od samego początku. Wczorajj zasłabł, miał nudności i arytmię serca.

Obok zdjęcie p. Mariana Stacha, niosącego nagłośnienie (fot. Andrzej Rychławski), zawsze aktywny i gotów do pomocy, uczestnik krakowskich miesięcznic smoleńskich.

Anna Maria Kowalska

Wśród wielu twórców szczególne piętno wywarł na sposobie myślenia Papieża – Polaka dziś nieomal zapomniany poeta, oddany chrześcijaństwu pisarz, tłumacz i biblista żydowskiego pochodzenia, Roman Brandstaetter (1906 – 1987). Jan Paweł II dał temu wyraz po jego śmierci, przesyłając do ówczesnego Metropolity poznańskiego, Ks. Abpa Jerzego Stroby okolicznościowy telegram:

„Pan wieków i wieczności wezwał do siebie Romana Brandstaettera. Przez całe swoje długie i owocne życie docierał on do Chrystusa. Wyrósł w „Kręgu biblijnym”, w którym uczestniczył przez urodzenie i od urodzenia. Krąg ten zaprowadził go do „Jezusa z Nazarethu”. Od chwili spotkania „Jezusa z Nazarethu” całe jego życie i twórczość koncentrowały się wokół Osoby Boga Wcielonego, oczekiwanego przez Naród Mesjasza. Wyrażały się pieśnią: „Pieśń o moim Chrystusie”, „Hymny Maryjne”, „Księga modlitw”, poetyckie tłumaczenia Pisma Świętego, „Cztery poematy biblijne”.

Pieśń jest w Biblii wyrazem nadziei. Pisarstwo Romana Brandstaettera było w całości wyrazem biblijnej i Bożej nadziei. Owej mocy duchowej, która wyróżnia prawdziwych chrześcijan. Mocy, która przebija się i zwycięża ciążenie natury skażonej grzechem, by mocą natchnienia i łaski wznieść siebie i innych ku Bogu. Roman Brandstaetter tak dźwigał nie tylko siebie. Dźwigał nas wszystkich, swoich czytelników.

Przez całe życie pielgrzymował i szukał dla siebie miejsca w Kościele, w literaturze, w środowisku, w świecie. (…) Niech Ten, któremu całym sercem zawierzył i któremu śpiewał tak osobistą pieśń – a z całym Kościołem pielgrzymujacym powtarzał: „Kyrie eleison” – przeniesie go tam, gdzie słychać już tylko radosne „alleluja” tych, którzy razem z Chrystusem przechodzą ze śmierci do życia (por. 1 J 3, 14)” [1]

[1]Telegram Jana Pawła II do Abpa J. Stroby, Metropolity poznańskiego z dn. 1 października 1987, L’Osservatore Romano 1987, nr 9-10, s 14.

Filmową relację (wywiad red. Witolda Gadowskiego z głodującymi, fragmenty konferencji prasowej z dnia 23 marca oraz relację z niedzielnego koncertu poparcia - 25 marca 2012 roku) przygotował p. Stefan Budziaszek: cz. I – http://www.youtube.com/watch?v=tfzJ4vEUWYc, cz. II – http://www.youtube.com/watch?v=KX-qukxC4WU, cz. III – http://www.youtube.com/watch?v=30e_Trw9VcY

A fotoreportaż, autorstwa p. Jana Lorka, można obejrzeć tutaj:
https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/23Marca2012

Marek Morawski

To nie jest żart. Nie jest też retoryczne pytanie. Nie jest kreowaniem teorii spiskowej z prostej przyczyny. To są fakty. Rzeczywistość! Dotyczy wszystkich szczebli nauczania. Degradacja się już dokonała i nadal się pogłębia według zaleceń centralnie ustalanych. Pytanie zatem nie jest bezzasadne.

Określenie jest drastyczne. Nie ma innej możliwości. Jeżeli ktoś ma choć trochę oleju w głowie, to nie może tej porażającej sytuacji inaczej opisać tylko jako wynik niebywałej głupoty reformatorów albo nieprawdopodobnego sabotażu przeciw Polsce, przeciw młodym, przeciw przyszłym pokoleniom. Ktoś to akceptuje, zatwierdza, ustala. Nie będę snuł tego wątku. Każdy sam może dookreślić sobie taką sytuację.

Marna edukacja. Strzał w młode pokolenia, w ich aspiracje, ich przyszłość. Kiedy pomyślę jeszcze o lecznictwie, ustawie refundacyjnej, do tego proponowanym wieku emerytalnym 67 lat. nie mogę nie pomyśleć o pokoleniach starszych. Może to jest przypadkowa zbieżność. Do tego oświadczenie Min. Rostkowskiego, że nas, Polaków będzie o naście milionów mniej, a pojawią się muzułmanie niepolscy (po co – by rozsadzić kraj?) to wnioski proszę sobie wysnuć samemu. Przypadek?

Proszę zważyć, że ta programowana zapaść szkolnictwa następuje wcale nie po jakimś wzlocie edukacyjnym, lecz po od dawna obniżającym się poziomie. Już 25 lat temu często absolwenci szkół podstawowych nie potrafili płynnie czytać po polsku. Nie uwierzyłbym, gdybym sam się nie zetknął z taką sytuacją. Wielka szkoła. Ponad tysiąc dzieci. Zgroza.

Teraz ta mizeria edukacyjna przesunęła się na wyższe poziomy. Promocję do następnej klasy można otrzymać za niewiedzę. Istne dziwo, curiosum. Brak wymagań.

Pamiętam ludzi starszych pokoleń, którzy uczyli się jeszcze przed II Wojną. Wręcz fascynowała mnie ich wiedza. Oni znali, pamiętali to, czego się nauczyli w szkole średniej zarówno z przedmiotów ścisłych jak i humanistycznych. Do tego łacina, greka oraz język (czasem dwa) nowożytny, którymi mówią. I przeżyli maturę! Mimo wymagań. Nic im się nie stało. Wręcz odwrotnie. Patrząc na współczesnych maturzystów trudno uwierzyć, że zdali maturę. Przedwojennej by nie zdali.

Szkolnictwo powojenne realizowane było według politycznych zaleceń programowych. Dzisiaj, nie wiedzieć po co, również ustala się sztywne polecenia programowe, a nie pewne minimum minimorum, które musi być spełnione. Nakłada się kaganiec, którego nie lubi ani młodość kształtowana w procesie dydaktyczno-wychowawczym, ani dydaktyka, która powinna mieć horyzonty otwarte tak szeroko jak tylko to możliwe. Nie cierpi tego również nauka ze swej istoty, której zadaniem jest odkrywanie tego, co jeszcze nieodkryte, pogłębianie tego, co można zgłębić, sięganie tam, gdzie wzrok nie sięga.

Problem jest niesłychanie istotny. Być albo nie być naszego kraju, przyszłych pokoleń, miejsca w peletonie ludzkości. To miejsce w tej chwili oddaje się walkowerem. Nie wierzę, że nieświadomie. Trudno uwierzyć w niebotyczną głupotę, bowiem od razu ciśnie się pytanie, jakie to kiepskie umysły kształtują przyszłość młodych ludzi? Dlaczego odbierają im możliwość sięgnięcia po najwyższe trofea? Nie chcę wierzyć, że to głupota. Prędzej cynizm. Po co ludzie pseudowykształceni? Rozwiązywanie testów nie jest wiedzą. Nie da podstaw przyszłym noblistom. Nie da podstaw nawet poślednim fachowcom. Owszem, każda metoda zdobywania wiedzy jest dobra. Nie może to być tylko jedna narzucona droga, która powoduje obniżanie poziomu nauczania. Kpina, śmiech na sali, robienie w konia młodych, okłamywanie ich rodziców. Również zadręczanie nauczycieli, którzy mają świadomość czynienia ogromnej dywersji w społeczeństwie, szczególnie tym, którzy nie dopchają się ani nie zafundują sobie studiów na zagranicznych uczelniach, gdzie rzetelna wiedza jest jedynym kryterium. Nie chodzi o tych kilka procent sportowców czy innych, którym daje się swoisty handicap w szkołach amerykańskich. Chodzi o tę kolosalną większość, która musi w mozole, rezygnując z przyjemności lekkich studiów zdobyć nie inną, ale solidną wiedzę.

Trudno uwierzyć, że maturę można zdać posiadając tylko 30% potencjału wiadomości. Przy egzaminach bez przerwy się manipuluje i cały wysiłek skierowany jest na to, by bez koniecznych wiadomości do dalszej nauki przepchać całe tłumy młodych ludzi. Tylko po co? Po to, by gdzieś w przyszłości ten człowiek rozbił sobie nos jako nieuk, czy aby przyszły pracodawca przyjął niekompetentnego człowieka? Poprawność polityczna – ośla! Ta fikcja nie jest nikomu potrzebna. Chyba tylko niekompetentnym urzędnikom w resortach. Kompletny absurd.

W Polsce podjęto starania uczenia niczego nie ucząc. Studenci nie tak rzadko nie potrafią czytać, pisać, mówić. Kiedyś analfabeci też się podpisywali stawiając krzyżyk przy wskazanym przez kogoś nazwisku. Tyle, że się nie uczyli latami. Teraz stawiają krzyżyki na testach. Ważna jest nie wiedza, tylko swoista spekulacja, kalkulacja, która pozwoli zaliczyć test, ale nie posiąść wiedzę, nauczyć myślenia. Odbiera się tym młodym dokonanie rzeczywistego awansu, serwuje jakąś zadymę bez znaczenia i nazywa to wykształceniem. Mało tego. Odbiera się tym ludziom dumę pozbawiając ich rodowodu, tego zaszczytnego, honorowego miejsca w swoim społeczeństwie, w Europie, do której tak często się odwołują hochsztaplerzy przeróżnej maści, jak to się mówiło kilkadziesiąt lat temu. Zresztą maść jest w gruncie rzeczy ta sama, tak samo jak niegdyś zakłamana.

Trudno uwierzyć, że taki bubel wymyślili ludzie z wykształceniem, cenzusem naukowym, tytułami. Już to daje świadectwo temu systemowi pseudowykształcenia. Cóż są ważne najwyższe tytuły, jeżeli ich nominat nie ma szlifu człowieka wykształconego, rozumiejącego, rozróżniającego prawdziwe wartości od bylejakości, pseudowartości. W ten sposób tworzy się wykształciuchów, a nie ludzi z otwartą głową, umiejących samodzielnie myśleć, wnioskować, podejmować decyzje? Przecież nie chodzi o ludzi posiadających papierek, dyplom, tylko mądrość w głowach, a nie sieczkę. Dlaczego tych ludzi męczyć? Po to, by pochwalić się, że tyle to a tyle wydano dyplomów wyższego wykształcenia? Kolejny wyścig i rywalizacja papierkowa w UE jak niegdyś w RWPG. Kolejny absurd logiczny i ekonomiczny. To nie pokaz piękności. Piękne umysły różnią się od pięknej urody. Efekt szkolnictwa to trofea w nauce, na forum międzynarodowym. To postawienie uniwersytetów na takim poziomie, by walczono o ich dyplomy na całym świecie. MIT, Harward, Yale, UC Berkeley, UCLA i sporo innych uniwersytetów nie obniżą poziomu. Nikt tego zresztą nie wymaga, bo byłby szkodliwym idiotą i sam się ośmieszył. Kiepski uniwersytet jest tylko marną przechowalnią leniwych i mniej bystrych. Renomowane szkoły i uniwersytety to zaszczyt i duma. Te trzeba hołubić, a nie niszczyć tego, co dobre.

Nie wolno reformować edukacji i jeszcze mówić o jej polepszaniu przez obniżanie poprzeczki. Szkolnictwo jest delikatną materią. Taki numer jeszcze się nikomu nie udał. Owszem siepacze nigdy nie potrzebowali solidnego wykształcenia, bo i po co, a dzieci notabli były wysyłane do renomowanych szkół zagranicznych.

Załóżmy jednak, że to nie głupota, tylko świadome działanie. Oznacza obniżenie kształcenia do absurdalnie niskiego poziomu. Testy nie nauczą rozwiązywać zadań ani z matematyki, ani z fizyki czy chemii, co jest potrzebne ludziom do funkcjonowania na wyższym poziomie, rzeczywiście wyższego wykształcenia. Wielu maturzystów nie umie dobrze czytać, pisać, rozumieć przeczytany tekst. Mówić też nie potrafią, poza uproszczoną mową meneli, składającą się z kilku znanych słów o różnych przedrostach lub przyrostkach oddzielanych znanym, uniwersalnym radosnym słowem. Zresztą próbki tej mowy słyszymy nie tylko na ulicy, ale bywa przy okazji ujawnienia się afer. Ludzie z takim poziomem rządzą nami. Nikt ich nie eliminuje, bo i po co, jeżeli poziom wykształcenia przyszłych absolwentów dostosowuje się do nich. Nikt im nie podskoczy. Prawda Bodzio?

Nie jest znana oficjalna przesłanka obniżania poziomu wykształcenia. Można się tylko domyślać. Jest kilka tez, ale każda na dobrą sprawę jest przeciw Polsce, szczególnie, że najbardziej drastycznie ruguje się przedmioty takie jak język polski czy historię, wiedzę o świecie współczesnym. To nie jest przypadek. Polska nie jest małą wysepką na Pacyfiku, której mieszkańcy wybrali sobie jako język urzędowy francuski czy angielski. Jest 38 milionowym krajem w newralgicznym miejscu Europy. Takie posunięcia nie są nieznaczącym gestem. Są wielce znaczącym sygnałem dla służb dyplomatycznych i wywiadów wielu krajów. Niech się nikomu nie zdaje, że jest inaczej.

Nie jest uprawnione prymitywne stwierdzenie, że pewne przedmioty nie są potrzebne. Oczywiście, że są, tylko nie można mieć klap na oczach. Zresztą w miejsce tych przedmiotów nie uczy się języka na przykład angielskiego na poziomie native language. Coś się wyrzuca nie dając nic w zamian. Taki absolwent może być tylko przedmiotem cichych kpin za granicą, bo nie będzie ani fachowcem, ani nie będzie miał poczucia dumy z pochodzenia, ze swego dziedzictwa, co jest niezwykle liczące się w świecie. Musi się wiedzieć kim się jest. Nikt bez charakteru, bez wiedzy, bez dumy i godności ze swej przynależności nigdzie nie jest poważany. Będzie tylko jak to określają sami Niemcy czy Anglicy, zakichanym Niemcem, Anglikiem czy kimś tam, kogo udaje.

Obniżanie poziomu wykształcenia może tylko wynikać z głupoty lub celowych działań przeciw Polsce, przeciw Polakom. Jedno i drugie jest tragiczne. Zważmy, że jesteśmy 20 lat po odzyskaniu suwerenności. Należało się spodziewać budowania szkół, programów, by wyżyny wiedzy, trofea naukowe, nie były czymś niedostępnym. Tak jednak nie jest. Nie trzeba lepszego dowodu zaprogramowanej degradacji szkolnictwa. Najwyższa pora radykalnie odwrócić ten hańbiący trend.

Polacy jako naród mają szczególnie długą tradycję walki o polską szkołę. Mimo lat rozbiorów i niewoli komunistycznej, dzięki determinacji wielu pokoleń nauczycieli zachowaliśmy to co dla narodu najważniejsze – pamięć historyczną, na której został zbudowany gmach tożsamości narodowej. To dzięki temu Polacy nie ulegli rusyfikacji, germanizacji i sowietyzacji.

Ostatnie lata dla polskiej szkoły są wyjątkowe złe. Działania jakie podejmuje rząd PO, trudno nazwać reformą. Systematyczne obniżanie nakładów na oświatę i przeniesienie ciężarów utrzymania szkół na samorządy, doprowadziło do stanu zapaści całego systemu oświaty czego wyrazem jest likwidacja dwa pół tysiąca szkół.

Szczególnie szkodliwe działania rządu mają miejsce w sferze programowej. Nowa podstawa programowa dla liceów sprawia, że od września 2012 roku przestaną być liceami ogólnokształcącymi, a młode pokolenie Polaków zostanie okaleczone za sprawą usunięcia z programu nauczania lekcji historii. Kim będą przyszli obywatele Rzeczypospolitej?

W pełni solidaryzujemy się naszymi kolegami prowadzącymi strajk głodowy. W naszej opinii tak radykalny krok jest najwyraźniejszym znamieniem tego, że obecna władza nie chce i nie potrafi rozmawiać i słuchać opinii publicznej i środowisk nauczycielskich.

Nie ma wolności bez historii. Jesteśmy z Wami.

Prezes TNSP
Barbara Nowak

Anna Maria Kowalska

J. H. Poincaré, któremu trudno odmówić posługiwania się analityką matematyczną powiedział kiedyś ponoć, że nagromadzenie danych nie jest jeszcze wiedzą. Święta prawda! Pomyślałam o tym, czytając (z obowiązku) kryteria kwalifikacji na studia 2012/13, proponowane przez jeden z renomowanych krakowskich uniwersytetów.

Pozornie wszystko wydaje się niezwykle precyzyjne, mierzalne, obliczalne, działające na korzyść  Kandydata. Warunki studiowania znakomite, baza lokalowa – do rany przyłóż, informatyzacja studiów wdrożona, a uczelnia to bastion wiedzy i potencjału, odmienianego przez wszystkie przypadki. Do samych pochwał, zasad naboru i precyzyjnych obliczeń wyników przedmiotowych dołączono olbrzymie dwie dwustronne „płachty” danych, z wyszczególnieniem wydziałów i kierunków studiów wraz z kryteriami przyjęć. Kiedy nareszcie po długich męczarniach z bólem głowy przez to wszystko przebrniemy, dla lepszej orientacji i dla wygody Kandydatów trzeba jeszcze przestudiować dwustronną „płachtę” numer trzy: zasady uwzględniania w rekrutacji osiągnięć laureatów, finalistów, medalistów i uczestników olimpiad, których to olimpiad liczba ogólna po prostu poraża. Bo nie wiem, czy Państwo wiedzą, ale oprócz olimpiad przedmiotowych mamy jeszcze zawodowe, interdyscyplinarne, tematyczne i nadto międzynarodowe. Stuprocentowy wyścig szczurów po E – indeks. Uraczeni „wiedzą”, po czymś takim z utęsknieniem wracamy do Sokratejskiej maksymy: „Wiem, że nic nie wiem” i najchętniej udalibyśmy się na łono natury powąchać ledwo wschodzące kwiatuszki, albo nakarmić kota, czy pobiegać z psem po łące. Myśl o kolejnym nawiedzeniu uczelni staje się nam coraz bardziej nienawistna i wstrętna, a czekająca ohyda nieznanych jeszcze procedur elektronicznych wpędza nas do grobu. Wszystko lepsze, nawet orka na ugorze, jak to klikanie do obrzydzenia w kieracie na czas…

Ale to jeszcze nie koniec… Po przymusowych „studiach o studiach” czeka nas dodatkowa, naprawdę ekscytująca rozrywka. Gigantyczna errata, kolejna „płachta”, na papierze ciut gorszej jakości, zadrukowana dwustronnie drobnym maczkiem, wskazująca, ile błędnych informacji znalazło się na wcześniej pieczołowicie zapewne przygotowywanych „kredowych” (sic!) stronach….Ale i ciesząca oko zapewnieniem, że wszystkie te dane mają charakter „poglądowy”… a aktualizację znaleźć można zawsze… na stronie internetowej, bądź, w razie wątpliwości – w Dziale Rekrutacji.

Mój Boże, jakże to ujmująco i dziecinnie proste! Łza się w oku kręci.

I co tu komentować, Drodzy Państwo?

Anna Maria Kowalska

Zamiłowanie do polskiej literatury szło w parze z pragnieniem dawania o tym świadectwa. W liście Ojca Świętego na 400 – lecie śmierci Jana Kochanowskiego (1530 – 1584) uzewnętrznia się więź Jana Pawła II  ze skarbcem kulturowej i literackiej przeszłości, który na nowo powinniśmy odkrywać, czerpiąc zeń naukę dla przyszłych pokoleń:

„Wraz z moimi Rodakami składam hołd pamięci jednego z największych naszych poetów, a jednocześnie ogarniam myślą całe dzieje polskiej kultury, na których dzieło Jana z Czarnolasu wycisnęło tak ważny i trwały ślad.  Stworzenie przez autora „Trenów” nowożytnego języka naszej poezji i wprowadzenie jej do rodziny wielkich literatur Europy; połączenie w uprawianej przez niego sztuce tradycji greckiej i łacińskiej z tradycją Biblii; tak wyraźna w poezji autora „Zgody” postawa tolerancji; szczególnie przejęcie się poety ideałem twórczości artystycznej jako służby Narodowi; wszystko to odegrało ogromną rolę w procesie kształtowania się naszej kultury w ogóle, w dziejach utrwalania się ideałów estetycznych i moralnych, jej więzów z kulturą Zachodu i tak wyraźnej po dzień dzisiejszy funkcji literatury jako sumienia narodowej wspólnoty (podkreślenia moje – A.M.K.)

(…) Jego twórczość stała się symbolem polskości i wielkości języka polskiego dla późniejszych poetów. Jeden z nich tak pisał o „lutni mistrza Jana”:

„Jak drzewo ssała u szczytu,
Z Bożego pełnego dzbana,
Wyniosłą mądrość błękitu,
By między życiem a śpiewem,
Nie rozdzielać ziemi z niebem” (Jerzy Liebert, Na lipę czarnoleską).

Twórczość Jana Kochanowskiego stanowi szczególne, niejako symboliczne świadectwo trwającej od wieków, zwłaszcza w dziełach największych naszych twórców więzi „ziemi z niebem”, poezji z religią.

Najobszerniejsze dzieło poety, owoc ponad dziesięcioletnich trudów to „Psałterz Dawidów”, wspaniały przekład „Psalmów”, który przyjęli do swych praktyk religijnych zarówno katolicy, jak i protestanci. Na nim uczyły się artystycznego kunsztu pokolenia nie tylko polskich poetów. To właśnie w dedykacji „Psałterza…” biskupowi Piotrowi Myszkowskiemu poeta z dumą napisał znane słowa, które lapidarnie wyrażają jego majestatyczną rolę w rozwoju polskiej literatury:

„I wdarłem się na skałę pięknej Kalijopy,
Gdzie dotychczas nie było znaku polskiej stopy”.

Spośród religijnych liryków Jana Kochanowskiego dwa zwłaszcza utwory weszły do kanonu zbiorowej pobożności jego Rodaków: przekład Psalmu 91 „Kto się w opiekę…”(…), oraz hymn: „Czego chcesz od nas, Panie…(…)”, często śpiewany jako dziękczynienie po Komunii Świętej” [1]

[1] List Ojca Świętego na 400 – lecie śmierci Jana Kochanowskiego, „L’ Osservatore Romano” 1984, nr 6, s. 30.

Anna Maria Kowalska

Jak informuje w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie” Wojciech Mucha („Wsparcie dla obrońców edukacji”, Sobota – Niedziela 24 – 25. 03.2012, s. 5) poparcie dla Uczestników protestu głodowego w obronie edukacji historycznej rozszerza się. Zadeklarowali je dyrektorzy i nauczyciele szkół krakowskich ( m.in. V LO im. A. Witkowskiego i VIII LO im. S. Wyspiańskiego) oraz członkowie NZS UJ. Jednomyślnie wsparła głodujących także Rada Instytutu Historii UJ, zaś Rada Naukowa Instytutu Historii UJ w składzie rozszerzonym (obejmującym wszystkich Pracowników IH) wyraziła „pełną solidarność z uczestnikami” oraz stanowczy sprzeciw wobec działań MEN. W poniedziałek 26 marca o godz. 17.00 przed siedzibą MEN w Warszawie (Al. Szucha 25) jest także planowana pikieta, organizowana przez Stowarzyszenie Solidarni 2010.

krakowniezaleznymkInformacja własna

Krakowskie środowiska niepodległościowe, patriotyczno-narodowe i prawicowe, zaprosiły Krakowian i Gości naszego miasta na krakowską pikietę w obronie polskiej szkoły, języka polskiego, historii i religii. W skład Komitetu Organizacyjnego solidarnościowej pikiety w obronie polskiej szkoły weszły: Klub Krakowski Gazety Polskiej (wiceprzewodniczący – Marek Michno); Klub Krakowski Gazety Polskiej w Nowej Hucie (przewodniczący – Tomasz Orłowski); Liga Obrony Suwerenności. Małopolska (pełnomocnik – Paweł Kukla) oraz Związek Konfederatów Polski Niepodległej 1979-1989 (prezes – Krzysztof Bzdyl). Byli z nami także przedstawiciele Sekcji Oświaty NSZZ „Solidarność” z przewodniczącą, p. Agatą Łyko oraz znany krakowski artysta – fotografik, p. Stanisław Markowski.

Dość zamykania polskich szkół !

Dość ograniczenia środków na polską oświatę !

Dość zwalniania pracowników obsługi i administracji !

Dość ograniczania nauczania języka polskiego, historii i religii !

(Od Redakcji): Wskazania dla polityków: Język polski w jego najpiękniejszych formach, historia Polski i religia to najważniejsze wyróżniki tożsamości polskich pokoleń. Edukacja, oświata polska, historia i język polski jako kierunki zamawiane przez polski rząd, poloniści i historycy jako elita polskiego nauczycielstwa. Religia, historia i język polski – te trzy, to przecież odpowiednik triady najważniejszych wartości Boga – Honoru – Ojczyzny. Tutaj warto się szczególnie wzorować na osiągnięciach oświaty II Rzeczpospolitej, której wysiłki w tej dziedzinie, poniesione w latach 1918-1939 są wciąż niedościgłym wzorem dla współczesnych „edukatorów”. Tychże „edukatorów” ostatnie dwadzieścia lat w oświacie to po prostu upadek tego fundamentalnego segmentu polskości.

Relację filmową z tego wydarzenia przygotował p. Stefan Budziaszek:
http://www.youtube.com/watch?v=6WCy16aAiAo a fotorelację, autorstwa pp. Kazimierza Bartla (fot. 1-9), Andrzeja Kalinowskiego (fot. 10-15) i Pawła Kukli (fot. 16-35), można obejrzeć tutaj: https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/21Marca2012

Wśród odczytanych dokumentów był również – przytoczony poniżej – list w obronie szkolnictwa, autorstwa p. Krzysztofa Bzdyla: Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.

Te słowa wypowiedziane przez Józefa Piłsudskiego pozwalają nam najlepiej zrozumieć jak bardzo antypolską działalność prowadzi rząd Platformy Obywatelskiej pod kierownictwem Donalda Tuska.

W nadchodzącym roku szkolnym w ramach tzw. reformy szkolnictwa  będzie dokonana likwidacja nauczania historii i ograniczy się nauczanie języka polskiego w dwu ostatnich latach liceów decyzją Ministra Edukacji Katarzyny Hall  podtrzymaną przez jej następcę  Krystynę Szumilas.  Tak miernoty umysłowe reformują polską oświatę.   Widocznie ten rząd uważa, że młodzieży jest niepotrzebna pamięć historii własnego kraju, niepotrzebny patriotyzm, miłość do Ojczyzny,  niepotrzebna znajomość polskiej literatury.  Mimo różnego rodzaju protestów środowisk niepodległościowych, profesorów z uniwersytetów, Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich wypowiadających się jasno, że ta reforma zniszczy tożsamość narodową, zniszczy szkolnictwo ogólnokształcące, rząd pozostał nieugięty w swojej woli zniszczenia oświaty. Tak postępuje tylko rząd zdrady narodowej, rząd na którego czele stoi premier, który wstydzi się polskości, który twierdzi, że polskość to nienormalność. To właśnie ten premier zadecydował, aby szefem  delegacji europosłów Platformy Obywatelskiej została pani Róża von Thun und Hohenstein, wg której nie ma Polaków tylko polscy europejczycy. Premier Tusk, wódz Platformy jak wiemy poza niszczeniem państwa polskiego, zna  się tylko na jednym, na harataniu w gałę.

Czterech absolwentów historii Komorowski. Tusk, Borusewicz i Schetyna szykują nam teraz inną świetlana przyszłość, kiedyś obiecywaną przez Sowietów i komunistów, do której dojdziemy, kiedy zapomnimy o naszej historii, kiedy zapomnimy o naszej tożsamości narodowej, kończąc licea ogólnokształcące o poziomie dawnych szkół podstawowych, a kraj nasz będzie tylko rezerwuarem gastarbeiterów dla całej zachodniej Europy. Tak wygląda Targowica w XXI wieku.

My wiemy, że za nieznajomość historii płaci się prędzej, czy później wielką cenę, upadku gospodarczego, niewoli i krwi. Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium. A przecież nie chodzi tylko o szkoły. Dlatego naszym celem musi być wyeliminowanie tego nieudolnego rządu oszustów, który powoli i systematycznie niszczy nasz kraj, natomiast jego akolici okradają i rujnują Polskę w zastraszającym tempie. Bo przecież ten rząd zniszczył także polską armię,  polskie stocznie, przemysł cukrowniczy, niszczy szkolnictwo, służbę zdrowia, szpitale, kradnie nasze emerytury,  wprowadza cenzurę i niszczy wolne media, a dba tylko o pomniki okupanta sowieckiego i pomniki ludobójczej Armii Czerwonej.

Nie możemy i nie będziemy milczeć. Czas wyjść na ulice, przed sejm, przed biuro premiera, godzina pomsty wybiła.

I kolejny list, wystosowany w tym dniu do władz Krakowa:

Kraków, dnia 21.03.2012

Przewodniczący Rady Miasta Krakowa
Pan Bogusław Kośmider
Kraków, Plac Wszystkich Świętych 3/4
Dotyczy: likwidacji szkół i obniżania wydatków na oświatę

My uczestnicy pikiety w obronie polskiego szkolnictwa zwracamy się do Pana Przewodniczącego o wycofanie się z niebezpiecznych dla dzieci i młodzieży planów  likwidowania szkół i innych placówek publicznej edukacji. Protestujemy również przeciwko drastycznemu ograniczaniu wydatków na oświatę, co musi zakończyć się obniżeniem poziomu ogólnej opieki w przedszkolach, szkołach i Młodzieżowych Domach Kultury.

Mamy świadomość trudnej sytuacji finansowej miasta, ale nie zgadzamy się, aby koszty błędnych decyzji władz miasta ponosiły nasze dzieci. Jeżeli miasto potrafi wydawać na stadiony piłkarskie setki milionów złotych tylko w ostatnich latach, to my, mieszkańcy Krakowa, którzy tu płacimy podatki mamy prawo wymagać, aby oświata była przynajmniej w dostatecznym stopniu finansowana.   Niestety tak nie jest. Cięcia wydatków aż o 25 % dokonane tylko w ostatnim roku  przez Urząd Miasta doprowadziły do tego, że w szkołach brakuje pieniędzy na pomoce naukowe, książki do  bibliotek, środki czystości. Istnienie stołówek  jest również zagrożone, a tym samym i zdrowie naszych dzieci. To wszystko dotyczy również sytuacji przedszkoli. Biedniejszych rodziców nie stać, aby ich dzieci korzystały z przedszkoli dłużej niż 5 godzin, bo wprowadzono podwyższone opłaty. Za kryzys finansowy miasta nie mogą płacić najbiedniejsi. Zamiast polityki ulg i pomocy dla rodzin z dziećmi zaprowadzono antyrodzinną politykę.  Na to nigdy nie będzie zgody.

Nie możemy również nie potępić z całą mocą pomysłu likwidacji Młodzieżowych Domów Kultury, nazwanych przez Panią Wiceprezydent Okońską-Walkowicz reliktami przeszłości.  Nie wdając się tutaj ze względu na brak miejsca w głębszą polemikę, musimy stwierdzić, że albo będziemy mieć młodzież w Domach Kultury, albo będziemy mieć młodzież na ulicach i w przyszłości w więzieniach, a za to całe społeczeństwo poniesie wysokie koszty.

Reformy oczywiście mają sens, ale nie wtedy kiedy polegają tylko na zabieraniu pieniędzy. Dlatego jeszcze raz apelujemy do Pana Przewodniczącego o wycofanie się z planów likwidacji placówek publicznej edukacji, a także zaprzestanie cięcia już i tak zbyt okrojonego budżetu oświaty.

Klub Gazety Polskiej – Kraków (przew. Mirosław Boruta)
Klub Gazety Polskiej – Nowa Huta (przew. Tomasz Orłowski)
Liga Obrony Suwerenności / Małopolska (przew. Paweł Kukla)
Związek Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89 (przew. Krzysztof Bzdyl)

Marek Morawski

Ta od dawna znana maksyma nic nie straciła na aktualności. Nie przywołuje się jej często, bo to przecież już historia. To, że niezwykle trafna. Przecież to nie ma znaczenia dla politycznie poprawnych. Mówi się to, co ma być powiedziane, a nie to co, jest zgodne z rzeczywistością. Maksyma Hegla, ulubiona przez komunistów nie traci na aktualności. Jeśli rzeczywistość nie zgadza się z teorią, tym gorzej dla rzeczywistości. Zresztą nie ma to znaczenia dla tych, co odrzucają historię, naukę, wychowanie, zasady.

Sądzeni są kibice. Trzydziestu kilku. Młodzi ludzie. Na pewno wychowani, ukształtowani w tym niepodległym dwudziestoleciu. Teraz sądy tej rzeczywistości sądzą ludzi, młodzież tej rzeczywistości. Czegoś tu nie rozumiem. Komentarze dzisiejszych dziennikarzy, reporterów są obwiniające właściwie cała społeczność kibiców. Pokazuje się „ustawki” kilkusetosobowych grup. Wydźwięk jest rozszerzający. Zadaję pytanie: Dlaczego tak się stało? Kto zepsuł proces wychowawczy? Czy nie czasem reformatorzy szkolnictwa, reformatorzy metod wychowawczych i media dające głównie młodym wzorce zachowań? Teraz owoce swoich działań – młodych kibiców – stawia się z triumfem przed sądami. Dumna policja, prokuratorzy złapali sprawców. Pytam się: Dzięki komu oni trafiają przed oblicze sędziów? Kto spowodował degradację młodych? Dlaczego ogromne grupy młodzieży nie mają poszanowania dla wyższych wartości? Nie do końca na szczęście. Są lojalni wobec siebie, wierni prawdzie, nie lubią kłamstwa, zakłamania. Obawiam się, że są tacy, którzy powinni zacząć się bać. Procesy pokazowe nie rozwiążą tego. Pora grać w otwarte karty.

Najwyższa pora zacząć naprawiać to, co zepsuto kolejnymi reformami szkolnictwa wszystkich szczebli. Należy odsunąć biurokratów, urzędników, ludzi ograniczonych od wychowania, nauczania i jak najszybciej naprawić szkolnictwo, procesy wychowawcze. Nie jest dobre to, co modne, ale to co skuteczne, co przynosi plony. Nie odkrywam nic, o czym nie wie niemal każdy nauczyciel od podstawówki po uniwersytety. Najwyższa pora nauczyciele przestać milczeć, zacznijcie wołać. KRZYCZEĆ. Tracimy kolejne pokolenia. Teraz jako efekt swych poczynań reformatorskich zaczyna się młodych wsadzać do kryminału. Chyba nie o to chodziło. Nauczyciele, posłowie wzywam do odwrócenia tego trendu, póki jeszcze nie jest za późno.

TAKIE BĘDĄ RZECZPOSPOLITE JAKIE ICH MŁODZIEŻY CHOWANIE –  Jan Zamojski.

Przemysław Leśniak

Ponad pół tysiąca osób zgromadziło się we wtorkowe popołudnie, aby pikietować pod Urzędem Miasta Krakowa. Na Placu Wszystkich Świętych zebrali się rodzice, związkowcy oraz wychowawcy i nauczyciele reprezentujący przedszkola, szkoły, domy kultury, miejskie ośrodki sportowe – ale przede wszystkim – reprezentujący dzieci.

20marca20124Zebrani pod krakowskim magistratem protestowali przeciwko polityce oświatowej władz miasta Krakowa. Wyrazili swój sprzeciw wobec dalszych cięć w – często niewystarczających już teraz – budżetach placówek szkolnych i wychowawczych, chaotycznej i nieprzemyślanej restrukturyzacji takich obiektów oraz masowych zwolnień pracowników. Rodzice i nauczyciele stwierdzali dobitnie, że dla miasta ważniejszy jest wynik finansowy niż dobro dzieci, czyli de facto niż dobro miasta, bo przecież to właśnie dzieci są jego  przyszłością.

Pikietujący zdają sobie sprawę z faktu, iż zmiany w krakowskiej oświacie są nieuniknione. Chcą jednak być traktowani jako jedna ze stron w dyskusji. Wyrażają też zrozumienie dla restrukturyzacji niektórych placówek, ale podkreślają, że musi to być proces długofalowy, poprzedzony wcześniejszymi konsultacjami społecznymi i debatami publicznymi.

20marca20126Do manifestujących wyszła na krótką chwilę zastępczyni prezydenta ds. edukacji i spraw społecznych Anna Okońska-Walkowicz, została jednak przepłoszona przez zebrane na placu osoby.

Protestujący mieli liczne flagi i transparenty, nie można więc było przejść przez skrzyżowanie ulic Grodzkiej i Franciszkańskiej zupełnie obojętnie. Przystawały tam grupki turystów i samych mieszkańców, którzy nie wiedzieli wcześniej o pikiecie. Po godzinnej demonstracji, uczestnicy rozeszli się do domów zapowiadając jednak, że jeśli nie zostaną dopuszczeni do dialogu i dyskusji, to pojawią się pod krakowskim magistratem po raz kolejny.

A fotorelację z tego wydarzenia można obejrzeć tutaj: https://picasaweb.google.com/103511753291993799832/20Marca2012

Anna Maria Kowalska

Przyszła wiosna! Tadeusz, zaniechawszy kłótni,
Poszedł wraz z Hrabią szparkim krokiem do drewutni
Drew narąbać – zaś Zosia, razem z Telimeną,
Pism kobiecych uroki nade wszystko cenią.
I gdy tak pędzą żywot, zatopione w „Damie”,
Naraz aż podskoczyły: zmiany w szkolnym planie!

–  „Jakże mądre decyzje!” Telimena rzecze.
Mniej historii – mniej zwady! Dziś ciągle są wiece,
Kłócą się o dat mnogość czasu minionego,
Rozliczają – a po co? Rozliczają – z czego?
Że tam jeden drugiego zdradził? Furda zdrada!”
– „Rację masz, ciotusieńko!” Zofija powiada.
„Ot, Tadeusz. Polityk! Nawet demokrata!
Nie wiem, co się to znaczy. Istny koniec świata!”
– „Uważ, Zofijo, jakie w edukacji ruchy:
Jak odżywiać się zdrowo wiedzą już maluchy,
Lecz obok tego nowa kultura higieny…
Młodzież skład mydeł pozna, a może i kremy…
I pomady na włosy (miałam w Peterburku,
Może tam i niejedna upchnięta gdzieś w biurku)…
Zawszem utyskiwała na męskich nudziarzy,
Którzy opowiadają o wieszczach na straży
Tradycji narodowych: będzie mniej czytania!
A młodzież zdrowa, krzepka, z nadwyżką klikania,
Raczona E- learningiem wyrośnie do nieba!
I będzie przy tym także tak mądra – jak trzeba 😉
Język polski? A na co? W europejskim tłumie
Język nasz – to przeżytek! Kto go dziś rozumie?”

Wtem Ksiądz Robak jak szczwany lis przyskoczył z boku
I rzecze: – „Bardzom nierad z takiego wyroku.
Edukacja – rzecz główna. Skarbnica przyszłości!
Co Waćpani za bzdury prawisz potomności!
Skutki tych działań widzim! Młódź, kształcona słabo,
Nie wie, gdzie leży Paryż, co to jest Tobago,
i Trynidad – nie mówiąc o datach rozbiorów…
Trzeba co żywo zjechać z przerdzewiałych torów…
Głoduje opozycja! To ostatnia pora!”

Ale nikt go nie słucha…Telimena chora
(znów globus, albo insze, nomen omen, sprawy),
Zosia się obraziła…Hrabia niełaskawy,
Tadeusz, zakochany, bierze stronę żony…
A problem, jak widzimy, bardzo zaogniony…

tomaszkorneckiTomasz Kornecki

W Krakowie od 19 marca trwa protest pięciu osób przeciwko zmianom w szkolnictwie. Wśród protestujących są Adam Kalita i Grzegorz Surdy. W rozmowie z przedstawicielem portalu pomniksmolenski.pl udostępnionej przez Radio Wnet, Surdy mówi: „nasz protest głodowy dotyczy tego, że domagamy się wstrzymania rozporządzania dotyczącego nowej podstawy edukacyjnej, rzeczywistych konsultacji środowiskowych, mówię tu o środowiskach nauczycieli, pedagogów, środowiskach naukowych i rodzicach”. Reformy szkolnictwa wprowadzane przez rząd PO–PSL są krytykowane przez liczne gremia.

Projekt, o którym wspomniał Grzegorz Surdy zakłada, że zostaną obcięte lekcje historii a młodzież w wieku 14-15 lat będzie de facto zmuszana do wyboru drogi życiowej.
Protestuje 5 osób, co jest związane z bazą lokalową. Dołączy jeszcze trzech kolegów w czwartek i w piątek – informuje Grzegorz Surdy. Protest odbywa się w kościele w Rynku Dębnickim.
„Ta władza reaguje dopiero na protesty” zauważa Grzegorz Surdy – „przykładem są decyzje odnoszące się do służby zdrowia czy ACTA. „Polityka rządu to polityka obwieszczania”.
O sprawie protestu głodowego będziemy Państwa informować.

krzysztofpasierbiewiczKrzysztof Pasierbiewicz

Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie dlaczego, mimo serii kompromitujących wpadek, wciąż spora liczba potencjalnych wyborców zamierza głosować na partię, która nie potrafi rządzić. Otóż odpowiedź jest prosta. Ze strachu. Przed Kaczyńskim!!! – dopowiadacie Państwo chórem.

I tu się Państwo mylicie!!! Bo oni głosują za Tuskiem nie tyle ze strachu przed samym Kaczyńskim, co z obawy przed ujawnieniem PRAWDY, którą może zdemaskować prawica! A mówiąc dokładniej głosują tak ogarnięci lękiem, że narodowcy, jeśli przejmą władzę, zdemaskują ich prawdziwy rodowód. Rodowód zakłamywany od wielu pokoleń. 

Bo oni się boją jak ognia, by nie wyszło na jaw, że ich pradziadowie byli analfabetami, złodziejami, bandziorami spod ciemnej gwiazdy, wyzutymi z ludzkich uczuć oprawcami, którzy z zimną krwią mordowali każdego, kto się przeciwstawił ogarniającej Polskę pandemii komuny. Chodzi o to by się nikt nie dowiedział, iż władza Platformy oparta jest na kultywowanej z pokolenia na pokolenie ideologii przemocy, kłamstwa, fałszu i obłudy. 

Poza tym poplecznicy platformy doskonale wiedzą, że ich partia właśnie przekroczyła granicę bezkarności i jeśli utraci władzę, zostanie rozliczona za te wszystkie draństwa, na jakie naraziła Polskę. Dlatego zagłosują choćby na samego diabła, byleby tylko ukryć tę wstydliwą prawdę.

Uwaga! To co napisałem wyżej nie odnosi się do przyzwoitych ludzi, którzy stali się sympatykami Platformy przez przypadek, gdyż dali się nabrać na te wszystkie brednie, jakie obiecywał Premier. Bo tacy też są w partii Tuska, lecz na szczęście ostatnio, co widać w sondażach, poszli po rozum do głowy.

Proszę mi teraz pozwolić, że przypomnę jak to było. Pieta polska rozpoczęła się w Jałcie, kiedy w wyniku zdradzieckich ustaleń Wielkiej Koalicji, okupację hitlerowską Polski zastąpiono aneksją sowiecką. W efekcie, nasze społeczeństwo zostało po wojnie podzielone na hołdującą polskiej tradycji mniejszościową frakcję patriotyczno-narodową oraz większościowy i bezideowy trzon komuszo-ubecki, zaprzedany bez reszty rodzącej się pro-sowieckiej władzy.

W tym układzie, w czasach stalinowskich (lata 40/50) władza w Polsce przeszła w ręce analfabetów przerzucanych masowo z zacofanej wsi do miasta celem wyniszczenia resztek inteligencji o korzeniach przedwojennych. Tym samym rozpoczęto trwający de facto do dnia dzisiejszego proces sowietyzacji Polski realizowany metodą konsekwentnej demoralizacji polskiego społeczeństwa. Brano głównie niepiśmiennych wykolejeńców, bandziorów i degeneratów, bo prawdziwi chłopi mielili swoją godność, która wykluczała przejście na stronę czerwonych.

Uwaga! W tym miejscu chciałbym podkreślić, że w żadnym razie nie zamierzam deprecjonować en mass ludzi pochodzących ze wsi. Wieś polska, także w tamtym czasie, wydała wielu wspaniałych Polaków. Byli to jednak synowie starych chłopskich rodów walczących o polskość pod hasłem BÓG HONOR OJCZYZNA wyhaftowanym na swoich sztandarach. Niestety ta wierna Polsce część społeczności wiejskiej stanowiła jedynie znikomy procent masy chłopskiej, która, nie ma, co ukrywać, zdemoralizowana okupacją hitlerowską, bez skrupułów przeszła na współpracę z czerwonymi.

W miastach pobudowano dla tego motłochu bloki, które się motłochowi zdały pałacami. Potem umożliwiono motłochowi ukończenie szkoły podstawowej, co ten uznał za awans społeczny. Z czasem, ta z grubsza okrzesana w hotelach robotniczych hałastra o mózgach przeżartych bimbrem i syfilisem przepoczwarzyła się w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. To wtedy powstała rządząca ówczesną Polską klasa renegatów bez określonego rodowodu i moralnego kręgosłupa nazwana „władzą ludową”. Jednocześnie czerwona propaganda tłukła tej gawiedzi do głowy, że swój awans zawdzięcza dbającej o jej interesy pro-sowieckiej władzy, co się zakodowało w mózgach tych wykolejeńców w formie bezwolnego oddania i ślepej wdzięczności dla komuny.

To ci właśnie ludzie stanowili wierny Stalinowi pierwszy rzut Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. To ich mianowano trzęsącymi krajem sekretarzami, ministrami podległego Moskwie rządu, rektorami wyższych uczelni, dyrektorami przedsiębiorstw, komendantami milicji i współpracownikami Urzędu Bezpieczeństwa. To oni mordowali w nierównej walce „żołnierzy wyklętych” poddając ich przed śmiercią straszliwym prześladowaniom i torturom. To oni wydawali wyroki śmierci na akowców dopilnowując by je wykonano.

W następnym pokoleniu nazywanym okresem gomułkowskim (lata 60-te), dzieci zdegenerowanej komuszej wierchuszki zrobiły już maturę, co dało zaczyn tak zwanej „nowej inteligencji”, drastycznie odmiennej kulturowo od inteligencji przedwojennej. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu” charakteryzujących się atawistycznym parciem do kariery bez żadnych hamulców natury moralno etycznej, a także wypływającą z kompleksów nienawiścią do ludzi kultury wysokiej.

W epoce Gierka (lata 70-te) „nowa inteligencja” dzięki komuszym układom pokończyła studia i objęła praktycznie wszystkie kluczowe stanowiska w Państwie. W ten sposób powstała kasta „komuszej arystokracji” wyraźnie uprzywilejowanej w stosunku do pauperyzowanej reszty społeczeństwa, która odmawiała kolaboracji z komuną. Już wtedy można było zauważyć oznaki buty intelektualnie nowobogackich arogantów, których Ludwik Dorn wyjątkowo trafnie nazwał „klasą wykształciuchów”. To wtedy powstały komusze koterie, które nieprzychylnych komunie zepchnęły na margines egzystencji. To wtedy ukonstytuowała się doktryna, że lewactwo to cnota i sposób na życie.

W kolejnym pokoleniu „Solidarności i Okrągłego Stołu” (lata 80/90), skażeni genetycznie sentymentem dla komuny wnukowie służalców Stalina stworzyli podwaliny Trzeciej RP. To spośród nich formowano szeregi Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej (ZOMO), to nimi obsadzano struktury WSI i służb specjalnych, spośród nich werbowano tajnych współpracowników SB, to oni poparli wprowadzenie stanu wojennego ogłaszając generała Jaruzelskiego mężem stanu. To oni po „upadku komuny” zablokowali lustrację. To spośród nich wyrósł Adam Michnik, który wziął na siebie kontynuację procesu demoralizacji i niszczenia tożsamości narodowej Polaków przy pomocy Gazety Wyborczej, by się ostatecznie przy pomocy Geremka, Kuronia i Mazowieckiego dogadać z komunistami przy okrągłym stole. To wtedy postała zabójcza dla Polski oś Czerska – Ordynacka. To wtedy Adam Michnik wespół z Cimoszewiczem przekonali Polaków by wybrali Prezydentem Aleksandra Kwaśniewskiego stawiając tym samym post-komunistów u władzy de facto do dnia dzisiejszego.

To wtedy Polska znów pękła na pół, rozpadając się na „lewacko” post-komunistyczną i „prawicowo” patriotyczno-solidarnościową.    Aż nadeszły nasze czasy (pokolenie lat 2000/2010) naznaczone przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej pod rządami SLD, krótkim okresem rządów braci Kaczyńskich zwanym Czwartą RP, a w ostatnim pięcioleciu zdominowane przez rządy Platformy Obywatelskiej pod wodzą Donalda Tuska, namazanego przez post-komunistów na „wiecznego premiera”.

Po czasie wyszło na jaw (OFE, refundacja leków, ACTA, sport, autostrady, kolejnictwo, reforma emerytalna…), że mamy rząd, który nie potrafi rządzić.

A mimo to Platforma Obywatelska nadal prowadzi w sondażach. Dlaczego? Bo, jak już wspomniałem, ma za sobą głosujący wbrew logice post-komuszy elektorat, który jak diabeł święconej wody boi się każdej nowej władzy, która mogła by zdemaskować ich rzeczywiste korzenie.

Ale nawet ich trzeba było jakoś przekonać do coraz bardziej nieudolnych poczynań Platformy. I znowu do akcji wkroczył rezydujący przy ulicy Czerskiej redaktor gazety nie bez powodu nazwanej Wyborczą. Sprytny guru mentalnie nowobogackich snobów „różowego salonu III RP” doskonale znał odbierającą rozum moc utwierdzenia „wykształciucha” w przekonaniu o przynależności do „ELITY”. Pan redaktor wiedział, że jak takiemu powie, że należy do crême de la crême III RP, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego wyróżnienia bezkrytycznie bronił do upadu. Więcej, że taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę.

Jednocześnie doktrynerzy Platformy rozpętali gigantyczną nagonkę na opozycję prawicową, a Gazeta Wyborcza wyprodukowała tysiące artykułów mających przekonać Polaków, że: prawicowiec to oszołom; historia to zbytek; narodowa tożsamość to antysemityzm; polska tradycja to ksenofobia; honor to przeżytek; moralność to frajerstwo; wiara to ciemnogród; rodzina to anachronizm… i tak dalej. 

W efekcie, choć gospodarczo poszliśmy do przodu, w post-komuszej Polsce nastąpiła dramatyczna cofka kulturowa, a „intelekt” modelowych popleczników Tuska niewiele się już różni od opisanego w „Malowanym Ptaku” Kosińskiego.

A obłuda wyzutej z wrażliwości Platformy sięgnęła niedawno przysłowiowych szczytów, kiedy ta załgana partia bez cienia skrupułów przywłaszczyła sobie chwałę za usankcjonowanie „Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych”. Czy można sobie wyobrazić podlejszą obłudę niż wylewanie krokodylich łez nad losem żołnierzy zamordowanych przez przodków tych, którzy te łzy ronią??? Toż to już nie chichot historii, ale historyczna paranoja!!! I tylko patrzeć, jak potomkowie oprawców zaczną stawiać pomniki wymordowanym przez ich dziadów ofiarom.

Wielu przyzwoitych ludzi zadaje sobie pytanie, czy ludziom Platformy nie wstyd, że gnębiąc opozycję prawicową zdeptali polityczny obyczaj. Że w dążeniu do partyjnej hegemonii sięgają do przestępczych metod. Że wprowadzili w Polsce prawo dżungli. Że kto silniejszy, ten lepszy. Że cham chama chamem pogania. Że znowu wpędzono Polskę w monstrualne długi. Że śledztwo smoleńskie bez zmrużenia oka oddano sowietom. Że Polaków protestujących pod stocznią nazwano wyjącym bydłem. Że bezczeszczono modlących się ludzi. Że usunięto wszystkich niewygodnych, choć byli genialnymi fachowcami… długo można by wymieniać. 

Więc pytam. A czegoż można się było spodziewać po prawnukach renegatów stalinowskiej władzy??? Czegoż można było oczekiwać po potomkach popleczników Bieruta, Gomułki, Gierka, Moczara, Jaroszewicza, Rakowskiego, Jaruzelskiego, Urbana, Michnika, na Donaldzie Tusku kończąc??? Co ci ludzie mogli wynieść z domu prócz prostactwa i służalczości wobec Moskwy? Poza wrodzoną żyłką do cwaniactwa, złodziejstwa, opilstwa i nieróbstwa??? Siła genów jest ogromna!!! Wciąż rządzą nami osobnicy wyzuci z wrażliwości i poczucia przyzwoitości. Ja znam tę kategorię ludzi, gdyż pamiętam, jakimi metodami zaszczuto na śmierć mojego ojca w latach pięćdziesiątych. A potem obserwowałem jak dzieci, wnuki i prawnuki tych oprawców przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie co lukratywniejsze stanowiska w Państwie. 

Ale wróćmy, jeszcze do czasów powojennych. Otóż prawie wcale nie mówi się o tym, że wtedy, obok Żołnierzy Wyklętych, którzy stanęli do walki z komuną pod bronią, do walki z czerwoną zarazą stanęli także Polacy, których orężem zamiast karabinów była ich uczciwość i postawa życiowa wyrosła z tradycji tysiącletniej Rzeczpospolitej. Mam na myśli tych, których w czasach stalinowskich nazywano „zaplutymi karłami reakcji”, za Gierka „wichrzycielami”, po okrągłym stole „oszołomami”, „nieudacznikami” i „ksenofobami”, kończąc na tych, których już w naszych czasach premier Tusk nazwał pogardliwie „moherowymi beretami”, czytaj ludźmi gorszej kategorii. 

Chodzi mi o szeroko pojętą prawicę, albo, jak kto woli kilka milionów przyzwoitych ludzi, którzy nie dali się zgnoić komunie, ludzi mających poczucie godności, którzy poświęcili kariery i zbytki w służbie Polsce. Tych, którzy do dnia dzisiejszego nie ustali w walce z pogrobowcami komuny. Tych bezimiennych, skromnych, cichych bohaterów, których walka z czerwonym łajdactwem polegała na tym, że nigdy nie wstąpili do PZPR, za żadną cenę nie dali się zwerbować bezpiece, nie dali się kupić za talon na meblościankę, nie zdradzili ideałów Solidarności, a potem, w imię wartości wyniesionych z domu, jak od zarazy stronili od zawłaszczających Polskę różowych siewców nowego porządku. 

Długo się zastanawiałem, jakimi słowy można by uhonorować i wyrazić wdzięczność dla tych wspaniałych Polaków i pięknych umysłów.Pisałem, kreśliłem, odkładałem zmięte kartki i próbowałem od nowa. Ale wciąż czegoś brakowało, wciąż było za mało.Aż mi Pan Bóg podsunął refren ballady Reinharda Mey’a: 

Błogosławieni ci Nadłamani, ale Nieugięci
Poplątani, w siebie wpełznięci,
Ci Odrzuceni, Przygnębieni, Przygarbieni.
Do ściany Przyciśnięci.
Błogosławieni ci Szaleni.  

Moim zdaniem słowa tego pięciowiersza wiernie oddają stan ducha milionów uczciwych Polaków, którzy nie bacząc na szykany, krzywdy i ostracyzm ze strony post-komuszych rządów nie ustali w walce z czerwoną pandemią do dnia dzisiejszego. 

Błogosławieni ci Nadłamani, ale Nieugięci

W czasach stalinowskich nadłamywano ich terrorem władzy ludowej i Urzędu Bezpieczeństwa, za Gierka próbowano skruszyć skazywaniem na pauperyzację, w czasie Solidarności, a później stanu wojennego zastraszano ich oddziałami ZOMO i ścieżkami zdrowia, w czasie okrągłego stołu kuszono konfiturami za przejście na stronę różowych, a za rządów Tuska dyskryminowano ich szantażem poprawności politycznej.   Lecz mimo to ci odważni ludzie byli nieugięci, choć już w „wolnej” Polsce przychodzi im za to płacić statusem obywateli drugiej kategorii. I to nie są, jak się błędnie sądzi, tylko ludzie Kaczyńskiego i Ziobry, których ogarnięta paniką Platforma chce wyłączyć z polityki stawiając przed Trybunałem Stanu. To jest wielomilionowe, prawicowe, patriotyczno-solidarnościowe skrzydło polskiego społeczeństwa, które w imię wartości wyniesionych z domu nigdy się zbratało z czerwonymi.  

Poplątani, w siebie wpełznięci

Tak. Ale czyż można się temu dziwić? Przecież tylko ucieczka w siebie mogła być ratunkiem dla kochających Polskę uczciwych i wrażliwych ludzi, gdy patrzyli na to wszystko, co się działo z Polską. 
Bo choć kraj wypiękniał, choć żyje się lepiej i wygodniej, choć sklepy są pełne i za pieniądze można dostać wszystko, coś się stało złego z naszą polską duszą. Polska krwawi, mimo, że jest wolna. Dlaczego? Bo wciąż kilka milionów Polaków czuje się pod rządami Tuska intruzami we własnej Ojczyźnie. 

A jak patrzę na te wszystkie świństwa, które od pięciu lat wyrządza Polsce obóz władzy, coraz częściej myślę, że chyba nawet za komuny nie było aż tak źle. Tę samą opinię coraz częściej słyszę od moich znajomych. 

Gorzkie to stwierdzenie, ale trzeba sprawiedliwie przyznać, że czerwoni przynajmniej stwarzali pozory, że liczą się z ludźmi. Natomiast arogancja, bezczelność i buta Platformy sprawiają, iż coraz częściej dochodzę do wniosku, iż ta partia w pomiataniu ludźmi i oszukiwaniu społeczeństwa posuwa się znacznie dalej, niż niegdyś Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. A tylko patrzeć jak do nich dołączy Alibaba Palikot i jego czterdziestu zdegenerowanych rozbójników. 

Przygnębieni, przygarbieni, do ściany Przyciśnięci

A jacy mogą być wrażliwi i prawi ludzie wobec otaczającego ich zewsząd prostactwa, draństwa, chamstwa, bezguścia i coraz powszechniejszego odmóżdżenia??? Bo modelowy zwolennik Platformy to przebrany w szaty kultury wysokiej euro-burak, albo lepiej jamochłon, któremu do życia wystarcza otwór gębowo-odbytowy, karta kredytowa, plazmowy telewizor na ścianie i świadomość, że jest „lepszy” od „gorszej” reszty. To tacy jak on nie zdejmują nogi z gazu, gdy na zebrę wchodzi matka z dzieckiem, a na „wytwornych” rautach salonu III RP łokciami się przepycha do żarcia, jakby po raz pierwszy w życiu widział szynkę. Tylko tyle Polska odziedziczyła w spadku po komuszo-ubeckich antenatach kasty, która dziś pomiata uczciwymi Polakami!!! 

Czastuszki (Bierut), pieśni o Stalinie (Gomułka) – Festiwal Piosenki Radzieckiej (Gierek) – subkultura disco polo (Kwaśniewski) i zagnieżdżone w wielkich miastach napływowe „towarzystwo” wzajemnego zachwytu nad samymi sobą, vide: blog RRK i „Drugie śniadanie mistrzów” (Tusk et consortes). Oto „kulturowy” dorobek post-komuszych „elit”. 

I choć nie ma już wojsk sowieckich w Polsce, choć mamy już, przynajmniej na papierze wolność i demokrację, to komuna w Polsce nie do końca upadła.   W efekcie ludzie znów boją się politykować na głos w kawiarni, w pracy, ba, nawet przy rodzinnym stole. Boją się, bo wiedzą, że jedno krytyczne zdanie o Tusku i jego Platformie grozi ostracyzmem, towarzyską banicją, odsunięciem od konfitur, z wyrzuceniem z pracy włącznie. 

W czasach stalinowskich ludzie bali się słuchać Radia Wolna Europa. A dzisiaj ich prawnuki lękają się przyznać w pracy, że czytają prasę prawicową, żeby ich mianowany przez Platformę szef nie pozbawił premii. Gorzej! Mediom niepokornym wobec rządu zabiera się prawo do emisji. Więc pytam. Gdzie ta wolność??? Gdzie ta demokracja??? A potem rządzący się dziwią, że ludzie wciąż śpiewają: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!”. 

Znowu powróciła konspiracja. Do dzisiaj pamiętam jak w latach pięćdziesiątych mama przysłaniała okna i obijała ściany kilimami, bo ubecy byli wszędzie, jak w czasie Solidarności z duszą na ramieniu nosiłem ulotki, jak w stanie wojennym robiłem po kryjomu paczki dla internowanych. A dzisiaj? Gdy mowa o polityce, w kawiarniach ludzie znowu przyciszają głos i przysłaniają dłonią usta podając sobie pod stołem odbite na ksero wycinki z prasy politycznie niepoprawnej. Nie o taką Polskę walczyli uczciwi Polacy! Nie o taką! 

Błogosławieni, ci Szaleni

Ostatnio coraz częściej się słyszy opinię, że odkąd Tusk przejął władzę, skończyła się Polska. Że już wszystko przepadło, bo piarowcom Platformy udało się wszczepić w polskie mózgi przeświadczenie, iż na platformerskie rządy nie ma siły, a ci, którzy nadal walczą o prawdziwie wolną Polskę to ludzie szaleni. 

Otóż, nie dajmy się zwieść tym komuszym podszeptom. Bo gdyby tak na to patrzeć, to trzeba by uznać, że powstańcy warszawscy byli nieodpowiedzialnymi wariatami, co nam nota bene przez całe dekady próbowali wmówić komuniści. A jednak mamy Muzeum Powstania Warszawskiego zbudowane jako symbol bohaterstwa i mądrości powstańców, którzy stanęli do walki o Polskę zdawało się w beznadziejnych i nie wartych ofiar okolicznościach. 

Podobnie było, kiedy się rodziła Solidarność. Czerwona propaganda też wmawiała wtedy ludziom, że strajkujący Polacy to nieodpowiedzialni szaleńcy, którzy się porywają z motyką na słońce, bo Moskwa nigdy nie da zgody na upadek komunizmu w Polsce. I co? „Niemożliwe” po raz wtóry stało się możliwym. 

I podobnie jest teraz. Po raz trzeci wyniszczająca Polskę post-komusza szajka tłucze Polakom do głowy, że tylko Platforma może nam dać szczęście, a ci, którzy są odmiennego zdania to oszołomy i szaleńcy. 

I znowu, właśnie ci „błogosławieni szaleńcy” są ostatnią nadzieją na prawdziwie wolną Polskę. Bo tylko oni, z pomocą mądrej części społeczeństwa, mogą nas wyzwolić z post-komuszych szponów. 
I trzeba to zrobić niezwłocznie! Nim będzie za późno! 

Czy pamiętacie jeszcze słowa refrenu hymnu Polski Podziemnej??? Nie? Więc przypominam: 

Do broni! Jezus Maryja! Do broni!!! 

Bo Palikot obrasta w piórka, za węgłem Ordynackiej już się czai do skoku odchudzony Kwaśniewski, a na Czerskiej, Michnik od rana do nocy główkuje nad nową receptą na uległą wobec Moskwy Polskę.